PDSK#017 Na czym polega korekta tekstu? Z punktu widzenia autora (podcast)

54:41
 
Udostępnij
 

Manage episode 302414689 series 2760076
Stworzone przez Ewa Popielarz, odkryte przez Player FM i naszą społeczność - prawa autorskie są własnością wydawcy, a nie Player FM, a dzwięk jest przesyłany bezpośrednio z ich serwerów. Naciśnij przycisk Subskrybuj, aby śledzić aktualizacje Player FM, lub wklej adres URL kanału do innych aplikacji podcastowych.

Pod koniec każdej edycji Akademii korekty tekstu – kursu online przygotowującego do zawodu korektora – organizuję akcję parowania korektorów z twórcami. Dzięki temu korektorzy mogą przetestować zdobytą wiedzę w praktyce, a autorzy mają szansę zobaczyć, jak naprawdę wygląda korekta i co może dać ich tekstom. Bo cały czas za mało się mówi o korekcie i o tym, że jest to niezbędny element procesu twórczego.

Poprosiłam absolwentów Akademii korekty tekstu, żeby zapytali autorów ze swojej pary, czy zgodziliby się podzielić swoimi wrażeniami z akcji. Jak to zwykle bywa w przypadku kursantów Akademii – odzew przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. I tak oto w tym odcinku podcastu dziesięcioro autorów opowie Wam o tym, jak wygląda proces korekty z punktu widzenia autora – co korekta dała ich tekstom i czy było się czego bać.

Zapraszam do wysłuchania 17 odcinka podcastu Po drugiej stronie książki. Odcinka z aż dziesięciorgiem gości!

Subskrybuj: Spotify | Apple Podcasts | Google Podcasts | YouTube | Inne

Montaż: Kamil Dudziński

Goście odcinka

Monika Janicka

Autorka i wydawczyni kart „Sztuka rozmawiania. Usłysz, zanim powiesz” – narzędzi do rozwijania kompetencji komunikacyjnych poprzez rozmowę. Ekspertka od budowania bliskich relacji za pomocą dialogu.

Współpracowała z korektorką Pauliną Gryboś (IG, grybospaulina@gmail.com).

Agnieszka Falborska

Dietetyczka, wykładowczyni, copywriterka medyczna. Pracuje zgodnie z dewizą „dawać wędkę zamiast ryby”, dlatego zajmuje się szeroko pojętą edukacją żywieniową. W ramach swojej działalności pisze teksty popularnonaukowe oraz prowadzi warsztaty i szkolenia.

Współpracowała z korektorką Moniką Chmielowiec (IG).

Eliza Mikulska

Współpracuje z portalem Kozirynek, na którym co tydzień ukazują się jej teksty. Publikowała w kilku antologiach i w magazynie „Pocisk”. W 2019 roku została Radomskim Mistrzem Polskiej Ortografii. Pisze głównie bajki i kryminały.

Współpracowała z korektorką Irminą Żaźlak-Koczot (FB).

Paula Uzarek

Autorka opowiadań i powieści Ślady dusz. W Magii Pisania czaruje rzeczywistość kreatywnymi boksami. Spotkacie ją też w social mediach, gdzie przeczytacie o książkach nasyconych pierwotną magią i o pisarskiej codzienności.

Współpracowała z korektorką Renatą Galik (LinkedIn).

Anna Oporska-Szybisz

Z wykształcenia psycholog kliniczny, z zawodu Lead Game Designer. Pisarką uczynił ją Covid. Dopiero rozpoczyna swoją drogę wojownika pióra.

Współpracowała z korektorką Katarzyną Twarduś (WWW).

Sabina Wacławczyk

Z wykształcenia artystka sztuk plastycznych i teatralnych, z zamiłowania i pro publico bono animatorka kultury, naturalizowana przewodniczka miejska i aktywistka (obecnie działająca w nieformalnej grupie „Ludzie z Placu”), pracująca na rzecz poprawy jakości przestrzeni publicznej w Szczecinie. Prowadzi blog o sztuce w Szczecinie oraz stronę, która jest częścią projektu (tworzonego wraz z Joanną Olszowską) upowszechniającego wiedzę na temat mozaik w Szczecinie. Od paru lat publikuje popularnonaukowe teksty o detalach architektonicznych, sztuce i kulturze w Szczecinie.

Współpracowała z korektorką Kingą.

Dominik Kasicki

Pisze opowiadania i haiku. Uczestnik Połowu Biura Literackiego w kategorii Prozatorskie debiuty (2021). Pojawił się w antologii PiszMy – Światy wydanej przez WiMBP w Gdańsku (2019), antologii Zwierzenia Zwierza (2020) oraz antologii Nieobecność wydanej pod patronatem Polskiego Stowarzyszenia Haiku (2021). Mieszka w Gdańsku i lubi to miasto.

Współpracował z korektorką Igą Kosiarską-Lewin (IG).

Barbara Matyaszczyk

Matka dwójki wspaniałych córeczek. Kocha czytać książki, a jeszcze bardziej tworzyć. Debiutowała w 2005 i 2007 roku w antologii pokonkursowej Miłość niejedno ma imię opowiadaniami Odzyskać miłość oraz Numer 132. Po dłuższej przerwie wraca pełna optymizmu. I ma nadzieję, że świat jeszcze o niej usłyszy.

Współpracowała z korektorką Moniką Leszczyńską (mon.les@interia.pl).

Małgorzata Gizak

Na co dzień pracuje z dziećmi w młodszym wieku szkolnym. Od 2014 roku zajmuje się coachingiem oraz prowadzeniem warsztatów dla rodziców. Jest także autorką książek dla dzieci. Wydała serię pod tytułem Poznajmy się, w której podpowiada małym czytelnikom, jak radzić sobie z trudnymi emocjami, takimi jak złość, zazdrość czy strach.

Współpracowała z korektorką Iwoną.

Marzena Hryniszak

Ostatnio lubi o sobie myśleć: początkująca pisarka. Marzy, by kiedyś stać się pisarką poczytną. Planuje wydać swoją pierwszą książkę, a w wolnych chwilach tworzy eksperymentalną powieść na blogu.

Współpracowała z korektorką Agnieszką.

Plan odcinka

  1. Jakie teksty były oddane do korekty?
  2. Oczekiwania wobec korektora
  3. Jak wygląda współpraca z korektorem?
  4. Czy coś Cię zaskoczyło?
  5. Czy jest się czego bać?
  6. Co korekta daje tekstom?
  7. Świat czeka na dobrych korektorów

Transkrypcja podcastu #017 Na czym polega korekta tekstu? Z punktu widzenia autora

Jakie teksty były oddane do korekty?

Na początek poprosiłam autorów, żeby powiedzieli, jakie teksty oddali do korekty. Przy okazji prezentowania ich odpowiedzi przedstawię Wam naszych bohaterów. Więcej informacji o każdym z autorów oraz o ich inicjatywach i dziełach znajdziecie wyżej.

Monika Janicka: Zaproponowałam Paulinie – bo tak ma na imię moja korektorka – by udoskonaliła treść oferty kart „Sztuka rozmawiania” na moją stronę internetową, a także posty informacyjne i edukacyjne do mediów społecznościowych, które redaguję na potrzeby Facebooka czy LinkedIna. Zaproponowałam też, aby udoskonaliła mój list, który napisałam dla klientów, a który wysyłam z własnym podpisem razem z kartami.

Agnieszka Falborska: Do zgłoszenia popchnęła mnie po części ciekawość, a po części chęć sprawdzenia, jak i czy w ogóle zmieniło się moje pisanie na przestrzeni lat – ponieważ do korekty chciałam oddać zarówno artykuły blogowe, które stworzyłam już w przeszłości, jak i nowe teksty, które miałam dopiero pisać na potrzeby nowej strony internetowej.

Eliza Mikulska: Oddałam do korekty bajki dla dzieci i opowiadania kryminalne.

Paula Uzarek: Na blogu umieszczam różne teksty – artykuły o twórczości, recenzje książek, opowiadania. Jest tam też powieść w odcinkach i właśnie te teksty oddawałam do korekty w akcji parowania korektorów z twórcami.

Anna Oporska-Szybisz: Do korekty odesłałam dwa teksty konkursowe, z czego dostałam już wyniki jednego z nich – znalazłam się w gronie laureatów konkursu i dostałam się do antologii!

Pięknie, gratulacje! Kolejna autorka, która wzięła udział w akcji, to Sabina Wacławczyk.

Sabina Wacławczyk: Oddałam parę krótkich tekstów na bloga, który prowadzę na Facebooku. Jest to blog o sztuce znajdującej się w przestrzeni publicznej i półpublicznej Szczecina. Oddałam też artykuł popularnonaukowy do magazynu miłośników Szczecina – artykuł o kulturze i sztuce w latach PRL w Szczecinie. I oddałam serię tekstów do audiospaceru, podczas którego razem z koleżanką oprowadzam mieszkańców miasta i turystów po mozaikach szczecińskim szlakiem, który stworzyłyśmy.

Dominik Kasicki: Do korekty oddałem opowiadania.

Krótko i na temat 🙂

Barbara Matyaszczyk: Razem z moją korektorką Moniką pracowałyśmy nad kilkoma tekstami z gatunku fantasy i sci-fi. Były to zarówno opowiadania na konkursy, jak i fragment książki, nad którą pracuję.

Małgorzata Gizak: Piszę serię dla dzieci w młodszym wieku szkolnym. Seria będzie poświęcona różnym zawodom. Chciałabym w ten sposób przybliżyć dzieciom różne profesje. Nie są to książki stricte informacyjne, ale książki przygodowe, w których w akcję wplecione są różne informacje o zawodach.

Marzena Hryniszak: Moją pisarską przygodę rozpoczęłam tak na poważnie w zeszłym roku od stworzenia powieści pod tytułem Nie twój interes. Planuję zaproponować ją wydawnictwom w najbliższym czasie. Będzie to mój debiut, więc od początku mam mnóstwo wątpliwości i oczywiście chciałabym, by tekst był idealny. Poświęciłam mu naprawdę wiele czasu.

Mam nadzieję, że debiut okaże się takim sukcesem jak teksty konkursowe Ani Oporskiej. Trzymamy kciuki.

Jak widzicie, do akcji parowania korektorów z twórcami zgłaszają się autorzy przeróżnych tekstów. Mieliśmy tu powieści rozmaitych gatunków, opowiadania, teksty blogowe, sprzedażowe, a nawet audioprzewodnik. Przed korektorami stoi więc niejednokrotnie bardzo trudne zadanie, ale wszyscy przygotowują się do niego pilnie w Akademii korekty tekstu.

Korektorki, które współpracowały z autorami-bohaterami dzisiejszego odcinka, to: Paulina, Monika, Irmina, Renata, Kasia, Kinga, Iga, Monika, Iwona oraz Agnieszka. Gdybyście chcieli skorzystać z ich korektorskich usług, kontakty do nich znajdziecie wyżej.

A teraz już przechodzimy do sedna – jak właściwie wygląda współpraca pomiędzy autorem a korektorem? Z jakim nastawieniem autorzy podchodzili do współpracy, co ich zaskoczyło? Czy w ogóle coś ich zaskoczyło? O tym opowiedzą sami autorzy.

Oczekiwania wobec korektora

Pierwsze pytanie, które zadałam autorom, brzmiało: „Jakie były Twoje oczekiwania wobec korektora lub korektorki?”.

Większość moich gości podkreślała, że w zasadzie nie wiedziała, czego się spodziewać. Dla wielu z nich to był pierwszy kontakt z korektorem, więc nie ma się czemu dziwić. A uwierzcie mi, że taki pierwszy kontakt z korektą tekstu to zawsze jest stres. Oddanie swojego tekstu do korekty i zobaczenie wszystkich swoich błędów czarno na białym, a właściwie czerwono na białym, bo Word najczęściej podkreśla poprawki czerwonym kolorem – to nie jest zbyt miłe uczucie. Chyba że trafi się na dobrego korektora. A jak się zaraz przekonacie, z Akademii korekty tekstu wychodzą wyłącznie dobrzy korektorzy i korektorki.

Posłodziłam teraz trochę swoim kursantom, ale czas oddać głos Monice Janickiej, która przepięknie zebrała w punktach to, czego autor może oczekiwać od korektora.

MJ: Moje oczekiwania były związane z trzema obszarami. Pierwsze: aby czytelnicy otrzymywali ode mnie dobre jakościowo teksty. Byłam ciekawa, co z tekstami, które już mam, może zrobić korektor. Jak na nie spojrzy, jakie zmiany zaproponuje w tych tekstach. Po drugie: sama lubię pisać, interesuję się pisaniem i byłam ciekawa, czego mogę się jeszcze nauczyć o pisaniu treści, czego mogę się dowiedzieć. Zaciekawiła mnie ta wiedza, którą zdobywa się na specjalistycznym kursie. Po trzecie: dla mnie współpraca to przede wszystkim przestrzeń do sprawdzenia wspólnego flow z korektorem, wypracowania zaufania. Chciałam zobaczyć, czy poznam osobę, na którą w razie potrzeby będę mogła liczyć i oddać jej tekst do udoskonalenia w przyszłości.

O nauce wspomina też Basia.

BM: Gdy przystępowałam do programu parowania korektorów z autorami, kierowała mną ciekawość i chęć nauki. Wspominam tutaj naukę, ponieważ uważam, że podczas takiej współpracy uczą się obie osoby: korektor uczy się pracy nad surowym tekstem, natomiast autor uczy się współpracy z korektorem i tego, jakich błędów nie popełniać.

To prawda – w czasie każdego zlecenia korektor uczy się nowych rzeczy. Dlatego tak ważne jest, żeby jak najszybciej przejść od teorii do praktyki. Bo każdy tekst wymaga innego podejścia i nie wystarczy, że opanujemy zasady językowe, musimy umieć je wdrożyć – wprowadzić w życie. Posłuchajcie, jak o specyfice swoich tekstów mówi Sabina.

SW: Oczekiwałam, że jakość moich tekstów wzrośnie – pod względem poprawności językowej i pod względem ich zrozumiałości. Jeżeli chodzi o poprawność językową, to oprócz tego, że nigdy jej specjalnie nie studiowałam, to niechcący – tak jak wiele innych osób – „zauczam się” niepoprawnych form, chociażby czytając teksty w mediach społecznościowych. Piszę teksty o sztuce i kulturze – muszę używać terminów, które nie są powszechnie znane. Muszę te terminy tłumaczyć, przybliżać pewne zagadnienia z dziedziny kultury, które dla wielu osób nie są oczywiste. Im bardziej komunikatywny tekst, tym lepiej dla mojego czytelnika, bo on się wtedy w tym tekście odnajdzie i może coś z niego wynieść. Wszystkie te oczekiwania oczywiście zostały spełnione.

Słyszeliście to ostatnie zdanie? Miód na moje nauczycielskie serce! Przy okazji omawiania swoich oczekiwań względem korektora bardzo ciekawy wątek poruszyła Marzena. Wspomniała, że nie miała oczekiwań, bo… w ogóle nie chciała oddawać tekstów do korekty.

MH: Dawniej pracowałam między innymi w redakcjach i zdarzało mi się zajmować podstawową korektą przeróżnych krótkich tekstów, dlatego początkowo chciałam być sama sobie i autorem, i korektorem. Nie planowałam powierzać mojego tekstu do poprawy przed wysłaniem go do wydawnictwa. Po napisaniu całości czytałam, poprawiałam, udoskonalałam go przecież tak wiele razy. Myślałam, że jeśli coś przeoczyłam, coś warto by zmienić, skorygować, to już zajmą się tym w wydawnictwie. Tymczasem szukając w Googlach jakichś informacji związanych z pisaniem, zawędrowałam na stronę Ewy Popielarz, nie zdając sobie sprawy z tego, jaki to będzie miało wpływ na moją książkę. Mimo że nie szukałam przecież korektora, pomysł z parowaniem korektorów i autorów wydał mi się bardzo ciekawy. Bez większego zastanowienia zgłosiłam się. Pomyślałam: być może korektor wyłapie jakieś literówki, może kilka błędów, które mi umknęły, ale na pewno nie znajdzie ich zbyt wiele. Może będzie miał pomysł, co począć z tytułami rozdziałów, które ciągle wydawały mi się jakieś takie niedopracowane i koślawe. No i może podpowie mi, na co zwracać baczniejszą uwagę, bo zdawałam sobie sprawę, że od strony technicznej moja wiedza może nie być wystarczająca.

Potrzymam Was jeszcze chwilę w niepewności i nie powiem, jak ta historia się zakończyła. Zanim przejdziemy do efektów współpracy pomiędzy korektorem a autorem, trzeba powiedzieć, jak właściwie wygląda współpraca z korektorem. Autor ma napisany tekst, otrzymał mail/kontakt do korektora – i co teraz?

Jak wygląda współpraca z korektorem?

I tu znów z pomocą przychodzi nam Monika Janicka, która pięknie wypunktowała schemat współpracy.

MJ: Współpraca z korektorem przebiegła w stu procentach zdalnie i składała się z dwóch etapów. Etap pierwszy to zapoznanie się i ustalenie wspólnych zasad współpracy. Ustaliłyśmy, jak będzie wyglądać przesyłanie tekstu – i tutaj byłyśmy zgodne, by współpracować na Dysku Google. Ustaliłyśmy, że będziemy się zwracać do siebie na „ty”. Ustaliłyśmy też, ile czasu potrzebujemy – ja na napisanie tekstu, a Paulina na jego korektę. Ten pierwszy etap polegał na tym, że wspólnie zaplanowałyśmy, jak mogłaby wyglądać nasza współpraca w zgodzie z potrzebami moimi i Pauliny. Etap drugi natomiast to już wymiana tekstów i korekta. Ja wrzucałam materiały na Dysk, a Paulina nanosiła poprawki, dodawała różne komentarze, proponowała zmiany i rozwiązania w tekście. Po wszystkich tych ustaleniach i poprawkach tekst był gotowy do publikacji.

Dysk Google, Dropbox czy jakiekolwiek inne miejsca do przechowywania dokumentów online bardzo się przydają, szczególnie kiedy do korekty jest więcej plików. Nie trzeba wtedy przesyłać ich mailami. W przypadku pojedynczego pliku można pozostać wyłącznie przy mailu. Warto na początku ustalić z korektorem najlepszy, najwygodniejszy sposób wymiany plików. Nie mogę mówić za korektorów z całego świata, ale zapewniam, że korektorzy z Akademii korekty tekstu dostosują się ładnie do preferencji autora.

DK: Współpraca z korektorką przebiegała pomyślnie. Najważniejsze dla mnie na samym początku było określenie oczekiwań obu stron, czyli tego, czego ja oczekuję i czego potrzebuję, i tego, co może zrobić dla mnie korektorka. Ważne było też określenie terminu realizacji i to wszystko zadziałało bez problemu.

Dominik podkreślił bardzo ważną rzecz – terminy i oczekiwania. Najlepiej wszystko to ustalić, omówić, przedyskutować na początku, czyli poświęcić trochę czasu na rozmowę telefoniczną albo wymianę maili, jak ktoś nie lubi rozmawiać przez telefon. Warto też oddać kilka stron tekstu do korekty w ramach próbki. Czasem korektorowi trudno wyjaśnić, jakie zmiany powinny być naniesione na tekst, a na takiej próbce od razu wszystko widać. Wtedy dużo łatwiej rozmawiać, bo już mamy jakieś podłoże.

Oczywiście korekta zawsze polega na poprawianiu tekstu, ale zwróćcie uwagę, że goście dzisiejszego odcinka podkreślają, że zawsze, ZAWSZE to oni mieli ostatnie zdanie. Posłuchajcie Elizy.

EM: Współpraca przebiegała sprawnie i szybko, za pośrednictwem maila. Korektorki w trybie śledzenia zmian wpisywały komentarze ze swoimi propozycjami. Nie było to narzucanie zdania, tylko wybór. Mogłam go zaakceptować bądź odrzucić. Najczęściej akceptowałam, bo miały rację. Poprawione teksty trafiały z powrotem do mnie. Zapoznawałam się ze zmianami i po ich akceptacji odsyłałam utwory z powrotem do ostatecznej korekty.

Tak to właśnie zwykle wygląda. Taki ping-pong: autor wysyła tekst do korektora, korektor poprawia tekst w trybie śledzenia zmian (czyli tak, żeby autor widział każdą naniesioną poprawkę, czy to usunięcie, czy wstawienie, czy zmianę formatowania, czy cokolwiek innego). Korektor odsyła tekst do autora, ten te zmiany przegląda, akceptuje lub nie, nanosi swoje odpowiedzi, komentarze. Znów śle tekst do korektora, a ten – uwzględniając odpowiedzi i sugestie autora – przygotowuje ostateczną wersję. I dopiero ta ostateczna wersja może iść do dalszych prac, czyli albo do składu, albo do publikacji w Internecie.

W tym pingpongowym procesie ZAWSZE jest czas na rozmowę i pytania.

PU: Współpraca przebiegała bardzo pozytywnie, bardzo sprawnie. Wysyłałam tekst korektorce, który odsyłała mi z poprawkami i uwagami. Jeśli czegoś nie wiedziałam lub nie byłam pewna, czemu tak, a nie inaczej, to po prostu zadawałam pytania i na każde dostawałam szczegółową odpowiedź.

AOS: Katarzyna bardzo profesjonalnie zajęła się moimi tekstami. Szybko odpowiadała na pytania i nanosiła poprawki. Tekst był również poprawiany w taki sposób, abym mogła z łatwością uczyć się na swoich błędach.

Uczyć na swoich błędach – zapamiętajcie to zdanie! Ono pokazuje ukryty wymiar korekty. Jeszcze do tego wrócimy niejednokrotnie w tym podcaście.

Posłuchajcie też, jaki ciekawy model przyjęły Sabina i jej korektorka Kinga. Jak to u nich wyglądało?

SW: [Współpraca] wyglądała w ten sposób, że wysyłałam swój tekst na maila pani korektor, po czym po pewnym czasie dostawałam poprawiony tekst w dwóch wersjach. Pierwsza wersja pokazywała wszystkie naniesione poprawki i gdzieniegdzie chmurki z wyjaśnieniem, dlaczego dana zmiana nastąpiła. A druga wersja tekstu to był po prostu tekst po zmianie z paroma chmurkami tam, gdzie pani korektor chciała zwrócić moją uwagę, że powinnam w jakiś szczególny sposób coś zapamiętać albo zareagować. Ja te obie wersje porównywałam z wersją pierwotną, wyłącznie po to – ponieważ pod każdym innym względem korekta była doskonała – żeby się upewnić, że przez przypadek nie wkradł się jakiś błąd merytoryczny. I jak wszystko posprawdzałam, to teksty szły tam, gdzie pójść miały, czyli albo na bloga, albo do redakcji magazynu, albo do osób, które zarządzają spacerami audio.

Na pewno pamiętacie Marzenę, która mówiła o tym, że w ogóle nie planowała oddawać tekstów do korekty. Teraz jest ten moment, kiedy wracamy do tego wątku. Będziecie mogli posłuchać, jakie były jej wrażenia po otrzymaniu poprawionego pliku.

MH: Kiedy dostałam wiadomość od Agnieszki Lorek, którą przydzielono mi do pary, po prostu odkroiłam arkusz mojej powieści, czyli kilka początkowych rozdziałów, wysłałam i czekałam. Agnieszka szybko uporała się z tym fragmentem, okrasiła go odpowiednimi komentarzami, wskazała elementy do poprawy i rozpoczęłyśmy współpracę nad tekstem w trybie śledzenia zmian. Byłam zaskoczona niezwykłą dokładnością korektorki. Tym, jak wczytała się w tekst i ile znalazła w nim błędów. Dosłownie las niepotrzebnych spacji, enterów, literówki, zbędne powtórzenia, błędy w dialogach i wiele innych. Długo by wymieniać. To wszystko tam było, a ja tego wcześniej nie dostrzegłam. Korektorka konsultowała ze mną każdą zmianę, dokładnie opisała, co usunęła, proponowała trafniejsze określenie, dodanie czasowników mówionych, których rzeczywiście brakowało dialogom jak rybie wody – i tak dalej. Zaproponowała konkretny pomysł na ujednolicenie tytułów rozdziałów. Ogólnie mówiąc – tekst został porządnie przeanalizowany, oczyszczony z błędów i udoskonalony. Wszystko to działo się niemal na moich oczach, bo omawiałyśmy większe zmiany na bieżąco i razem zastanawiałyśmy się nad nimi w mailach. To było niezwykłe doświadczenie. Gdy po skończonej pracy Agnieszki i zaakceptowaniu zmian przeczytałam ów odmieniony pierwszy arkusz mojej powieści, aż mnie zmroziło. Gdyby nie akcja z parowaniem twórców z korektorami, mogłam przecież wysłać całość do wydawnictw bez porządnej korekty. Za to z błędami i niedociągnięciami, których sama nie byłam w stanie poprawić, bo jakimś cudem chowały się przed moim wzrokiem. Obawiam się, że szanse na wydanie byłyby niewielkie, zwłaszcza że to powieść kryminalno-obyczajowa. Takich propozycji jak moja wydawcy dostają mnóstwo, więc poprzeczka musi być zawieszona wysoko. Nie ma miejsca na błędy. Na szczęście dla mnie i mojej powieści Agnieszka zgodziła się na dalszą współpracę. Zajęła się drugim arkuszem, a potem zleciłam jej resztę powieści, czyli szesnaście kolejnych arkuszy. Nie będę się tu już rozwodzić nad szczegółami, ale efekty są naprawdę budujące. Teraz uważam, że ten etap pracy nad książką, czyli gruntowne dopracowanie korektorsko-redaktorskie tekstu przed pokazaniem go komukolwiek jest absolutnie konieczne.

Amen!

Kiedy ja, korektorka, będę tłumaczyć, dlaczego oddanie tekstu do korekty jest ważne – pewnie wiele osób machnie ręką i powie: „No tak, to jest jej praca, robi korekty, to co ma innego powiedzieć? Oczywiście, że powie, że jest ważne, bo inaczej przyznałaby się, że jej praca jest nieistotna”. Ale uwierzcie, że korekta to jest naprawdę kluczowa sprawa, jeżeli chce się pokazywać swoje teksty światu. Jeżeli nie wierzycie mnie, to uwierzcie Marzenie.

Czy coś Cię zaskoczyło?

Moje kolejne pytanie do autorów brzmiało: „Czy coś Cię zaskoczyło?”. Marzena już na nie częściowo odpowiedziała, ale posłuchajcie, co mówią inni.

PU: Najbardziej zaskoczyło mnie to, ile błędów sama nie zauważam, ile sama robię, chociaż zawsze każdy tekst przeglądałam, zanim wysłałam [ go do korekty]. Ale tego po prostu samemu się nie dostrzega. Dobrze jest mieć kogoś, kto spojrzy na ten tekst świeżym okiem.

Tak, tak, zdecydowanie tak! Nawet korektorzy oddają swoje teksty do poprawy innym, bo bardzo trudno jest być korektorem własnych tekstów. Tak jak trudno jest być filozofem we własnym kraju. Basia potwierdza, że mimo autokorekty, którą przeprowadza zawsze na swoich tekstach, spojrzenie kogoś z zewnątrz jest bardzo ważne.

BM: Zaskoczyły mnie moje głupie błędy, takie jak literówki, brak przecinków. Zaskoczyły mnie, bo wydawało mi się, że udało mi się je wszystkie wychwycić. Mam dwójkę małych dzieci, pracuję na pół etatu, zajmuję się domem, więc każdą wolną chwilę wykorzystuję na pisanie. Zazwyczaj korzystam wówczas z telefonu komórkowego, a pisanie na tym urządzeniu nie ułatwia zachowania poprawności językowej. Dlatego przed wysłaniem tekstu Monice zawsze starałam się poświęcić dużo czasu autokorekcie, a mimo to Monika zawsze wychwyciła sporą porcję maleńkich błędów.

Co zaskoczyło Anię?

AOS: Zdecydowanie kwestie techniczne, o których nie miałam pojęcia. Samo formatowanie tekstu tak, aby nadawał się do druku, było daleko bardziej skomplikowane od wszystkiego, czego szukałam w sieci.

Spokojnie, korektorzy się tym wszystkim zajmą! W Akademii korekty tekstu baaardzo dużo czasu poświęcamy obsłudze programów, jest temu poświęcony cały osobny moduł – omawiamy tam i Worda, i programy do PDF-ów, a nawet nanoszenie korekty na papier. Omawiamy nawet takie programy, które nie do końca są programami do składu, jak Canva. Wszystko po to, aby korektorzy potrafili pracować w każdym środowisku. Oczywiście uczymy się też obsługi programów działających online, typu Dokumenty Google. To też jest omówione w Akademii korekty tekstu, więc, drodzy autorzy, nie musicie się tym martwić – my się tym zajmiemy.

DK: Zaskoczyło mnie, i to pozytywnie, że korektorka bez trudu znalazła te miejsca, co do których podskórnie czułem, że nie do końca są poprawne. Podsunęła własne pomysły, nad którymi miałem szansę się zastanowić. No i co najważniejsze – przy całej tej współpracy miałem poczucie, że nie jest to coś narzuconego, ale to jest coś, co mogę wykorzystać, jeśli zechcę.

Korektor to nie jest autor. Nigdy żaden korektor nie powinien o tym zapominać. Słowa Małgosi potwierdzają, jak ważne dla autora jest uszanowanie jego stylu i jego wyborów.

MG: Gdy otrzymałam tekst po korekcie, zauważyłam, z jaką starannością została wykonana ta praca. Pani Iwona zwróciła uwagę na wszystkie szczegóły, a ja dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, ile rzeczy jeszcze było do poprawienia w moim tekście. Korektorka zwróciła uwagę na poprawność, na logiczność występujących zdarzeń, ujednoliciła tekst stylistycznie, uporządkowała narrację. Co dla mnie było ważne – przy tych wszystkich swoich uwagach nie narzucała ich, ale proponowała. I myślę, że dla każdego autora taka forma propozycji, sugestii jest bardzo ważna. Naniesione uwagi, naniesione propozycje mogłyśmy później przedyskutować i wybrać wersję optymalną, taką, która jest najlepsza w tej sytuacji – czy dla tej książki, czy dla danego zdarzenia.

I jeszcze jeden komentarz:

AF: Jako twórca uważam, że w pracy korektora liczy się nie tylko wiedza, ale też umiejętność precyzyjnego przekazywania informacji zwrotnej w taktowny sposób. Współpracując z agencjami, miałam już doświadczenia z korektami, które bywały różne. Dlatego tak bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie profesjonalne podejście p. Moniki, która nie tylko wskazała mi błędy, ale też je dokładnie wytłumaczyła. Dla mnie to ogromna wartość. Piszę dużo i zależało mi nie tylko na tym, by poprawić te swoje teksty, ale także na tym, by czegoś się przy tym nauczyć i móc w przyszłości po prostu takich błędów unikać.

Pamiętacie oczekiwania, o których wspominali autorzy? Mówili nie tylko o tym, że chcą otrzymać poprawiony tekst, ale też że chcą się dzięki tej korekcie czegoś nauczyć. Rzadko się o tym mówi, ale rzeczywiście walor edukacyjny jest naprawdę ważnym „skutkiem ubocznym” korekty.

Na koniec tej części zostawiłam odpowiedź Moniki Janickiej. Dedykuję ją wszystkim absolwentom Akademii korekty tekstu – tak, drodzy absolwenci I, II, III, a wkrótce też IV edycji Akademii, do Was teraz mówię. Dedykuję ten fragment także przyszłym kursantom, którym tak trudno uwierzyć we własne umiejętności.

MJ: Na początku korektorka powiedziała mi, że nie ma doświadczenia i że dopiero zaczyna się uczyć profesjonalnej korekty tekstów. Po tych słowach spodziewałam się, że może potrzebować dużego potwierdzenia z mojej strony, że dobrze pracuje, albo że będzie dzwonić i pytać, czy to, co zrobiła, jest w porządku, czy to jest okej dla mnie. Takie miałam obawy i nie wiedziałam, co słowa „nie mam doświadczenia” będą oznaczać w naszej współpracy. Co mnie zaskoczyło? Zaskoczyła mnie samodzielność korektorki. Nie usłyszałam ani razu „nie umiem”, „nie wiem”, „nie potrafię”, „nigdy tego nie robiłam”, co może się oczywiście zdarzyć, kiedy ktoś nie ma doświadczenia albo dopiero je zdobywa. Naniesione poprawki były fajne, a tekst naprawdę był ulepszony. To mnie pozytywnie zaskoczyło.

Czy jest się czego bać?

Wiemy już sporo o tym, jak wygląda proces redakcyjny i jakie wrażenia pozostawia po sobie korekta. Wygląda to na razie na wręcz idealny proces. Dlaczego w takim razie tylu autorów waha się, czy w ogóle oddawać teksty do korekty? Czy jest się czego bać?

AF: Myślę, że wielu twórców niechętnie oddaje teksty do korekty, ponieważ część piszących uznaje swoje własne poprawki za wystarczające, ale chyba dominująca jest obawa przed tym, że te teksty i my jako twórcy zostaniemy ocenieni, skrytykowani. W tym momencie dementuję takie pogłoski – korekta tekstu absolutnie nie jest wymierzona w autora. Współpracując z absolwentami Akademii korekty tekstu, absolutnie nie masz się czego bać, ponieważ korektorzy doskonale wiedzą o tym, jak ważne jest taktowne przekazywanie informacji zwrotnej, dzięki czemu jest to bardzo neutralny komunikat i absolutnie nie ma podstaw ku temu, by poczuć się w jakimś sensie krytykowanym czy atakowanym.

Rzeczywiście w Akademii kładziemy baaardzo duży nacisk na to, jak rozmawiać z autorem, jak pisać komentarze, jak proponować większe poprawki. Do legendy II edycji Akademii przeszło moje nawoływanie do tego, żeby traktować teksty „z miłością”. Korektorzy się strasznie z tego śmiali w czasie Akademii, a potem przyszły praktyki i już do śmiechu nie było, bo rzeczywiście tę miłość i empatię trzeba było uruchomić. I ja cały czas się pod tym podpisuję – teksty trzeba traktować z miłością.

Ale wróćmy do naszych autorów. Paula bardzo słusznie podkreśla, że korekta to element pisania! Uwaga – korekta to jest element pisania!

PU: Korekta, owszem – pokazuje nam nasze błędy. Pewnie tego się właśnie autorzy obawiają – że to będzie wytykanie błędów. Ale przecież korekta to jest element pisania – poprawianiem swojego tekstu, czy samodzielnie, czy z korektorem, redaktorem. Bo samo pisanie nie sprowadza się tylko do spłodzenia tekstu. Można różnie podchodzić do korekty, ale na pewno nie ma się czego bać, bo niezależnie od tego, jaki tekst oddajemy do korekty, dostajemy wyczyszczony, profesjonalny tekst, gotowy do publikacji. I możemy dodatkowo się czegoś nauczyć, co jest super. Moje teksty dzięki korekcie są uładzone i lżejsze, nie ma w nich niepotrzebnych błędów, które czytelników na pewno zatrzymywałyby w trakcie czytania.

Przegłosowane po raz pierwszy! A teraz Basia.

BM: Uważam, że nie ma się czego bać. Tekst na korekcie może tylko zyskać. Jeżeli ktoś poważnie myśli o wydaniu swoich utworów, to i tak nie uniknie tego procesu. Wydawnictwo na pewno zrobi swoją korektę i redakcję. Zatem czy potrzebna jest korekta dodatkowa, wstępna? Myślę, że tak, ponieważ spojrzenie na tekst osoby bezstronnej, która wychwyci błędy językowe, zauważy jakąś niespójność – zwiększy szansę na wydanie. Dobrze przepracowany tekst sprawi, że wydawca przychylnie na niego spojrzy. Pamiętajmy, że w czołowych wydawnictwach codziennie pojawia się jakiś debiutant, który chce coś wydać – co najmniej jeden. Przez takie czołowe wydawnictwa może przechodzić spora liczba tekstów dziennie. Zatem dobrze przepracowany tekst zwiększa szansę na wydanie.

Przegłosowane po raz drugi!

MG: Moim zdaniem korekta to niezbędny element wydania książki. Sam autor, czytając tekst któryś raz z rzędu, nie jest już w stanie wychwycić wszystkich błędów. Natomiast osoba, która siada z tak zwanym świeżym okiem, ma inne spojrzenie i zauważy wszystkie niedociągnięcia, które występują w tekście. Czy jest to wytykanie błędów? Ja tego tak nie odbieram. Uważam, że błędów nie robi ten, kto nic nie robi. Kiedy piszę książkę, to staram się skupić na akcji, na dialogach, na tym, aby w odpowiedni sposób małemu czytelnikowi wytłumaczyć jakieś trudne sprawy, aby akcja toczyła się wartko, żeby młody czytelnik się nie znużył, bo wiem, że dzisiaj ciężko jest przykuć uwagę dzieciaków, gdy mają tyle bodźców naokoło. Zdaję sobie więc doskonale sprawę z tego, że w moim tekście brakuje przecinków albo jest ich za dużo, albo zapomnę o wielkiej literze. Cieszę się bardzo, że jest taka osoba jak korektor, która to wszystko wychwyci, poprawi i książka będzie wyglądała tak, jak powinna wyglądać.

Przegłosowane po raz trzeci! Po tylu argumentach już chyba nie macie żadnych wątpliwości, że korekty i korektorów nie należy się bać! Na koniec zostawiłam dwie odpowiedzi (na pytanie o strach), które trafiły do mnie najmocniej.

SW: Oczywiście, że nie ma się czego bać. Korektor, jak sama nazwa wskazuje, koryguje, a nie wytyka. Gdyby był od wytykania, pewnie nazywałby się wytykaczem. Wytykacz faktycznie może nam błędy znaleźć, wytknąć, czyli wylistować, po czym odwróci się na pięcie i zostawi nas. Nie będziemy wiedzieli, w jaki sposób błędy naprawić. Korektor jest zupełnie inną osobą. Korektor znajduje błąd, poprawia i argumentuje dlaczego! Albo powołuje się na sztywną, świętą zasadę, wynikającą z zasad ojczyzny-polszczyzny, albo argumentuje zmianę, zadając pytanie: „Czy nie uważasz, że tak by było lepiej?” albo „A o co tu chodziło? Może lepiej zrobić tak i tak”. Druga sprawa z tym baniem się – to jest kwestia naszej dojrzałości emocjonalnej. Uczymy się tak naprawdę całe życie, przy wielu czynnościach popełniamy błędy, nawet przy tak prostych jak na przykład gotowanie zupy. Więc to, że błędy w naszych aktywnościach się pojawiają, po prostu trzeba zaakceptować i wręcz cieszyć się, że mamy gdzieś obok siebie osobę, która nam szybko błąd potrafi wytłumaczyć, skorygować, a my w ten sposób nabywamy więcej wiedzy i się rozwijamy. Jest jeszcze taka sprawa jak po prostu podejście. Ja podeszłam do tego w sposób prosty: nie jestem fachowcem, nie znam się na tym, oddaję sprawę profesjonaliście. Nie skończyłam polonistyki, nikt nigdy nie wymagał ode mnie poprawności językowej, jestem samoukiem, teksty piszę jako wolontariuszka, więc zdaję sobie sprawę, że bardzo wielu rzeczy nie wiem, natomiast fachowiec, korektor – wie. Ufam mu i po jego korekcie jestem przekonana, że wszystko jest w porządku. I nie robię z tym żadnego problemu, że ja czegoś nie umiem, a on umie. To jest dla mnie oczywiste.

MH: Z pewnością nie ma się czego bać. Tekst nie zmieni się pod wpływem korekty czy nawet redakcji na coś innego, nie straci żadnej ze swych zalet, ale właśnie zyska, bo zostaną one bardziej wyeksponowane. To nie jest tak, że korektor weźmie taki nasz tekst jak sweter na swe korektorskie druty, spruje go doszczętnie i wydzierga na przykład góralskie skarpety. Absolutnie nie. Sweter nadal pozostanie swetrem, ale zyska na jakości. Nie będzie w nim zaciągnięć, zbędnych nitek, puszczonych oczek. Po prostu stanie się ładniejszy i lepszy. Na pewno nie należy się też bać tego, że korektor skrytykuje tekst, oceni, wymusi jakieś zmiany, bo nie na tym polega jego praca. Oczywiście nie mogę mówić za wszystkich, ale korektorka, której powierzyłam poprawę mojej powieści, podeszła do sprawy bardzo merytorycznie i z wyczuciem. Proponowała zmiany, ale nie narzucała ich. Dostosowywała korektę, gdy na którąś z propozycji nie chciałam się zgodzić. Poza tym – nie oszukujmy się – ja nawet jako ktoś po filologii, ktoś, kto coś tam kiedyś redagował, nie mam takiej wiedzy o korekcie tekstu jak porządnie wyszkolony specjalista. Nie mówiąc już o tym, że zupełnie inaczej pracuje się z cudzym tekstem niż z własnym, przynajmniej tak mi się wydaje. W każdym razie nasz cel był wspólny: dopracować tekst tak, by był bezbłędny i uporządkowany, aby nic w nim nie raziło, za to dobrze się go czytało. Uważam, że mamy sukces!

Uważam, że mamy sukces! To jest piękne zwieńczenie tej wypowiedzi! A przeciwstawienie korektora wytykaczowi i metafora skarpetkowa to jest złoto – te porównania na długo zostaną w mojej pamięci.

Monika Janicka, jedna z autorek będących gośćmi dzisiejszego podcastu, uczy sztuki rozmawiania. Ugryzła temat strachu z nieco innej strony. Posłuchajcie, bo to, co mówi, jest niesamowicie ważne.

MJ: Nie wyobrażam sobie, aby korektor bał się zaproponować zmianę w tekście. Bez tego może być ciężko mu ulepszyć jakikolwiek tekst i wprowadzić do niego fajne zmiany. Jeśli korektor czuje dyskomfort przed tym, że wytyka błędy, to może na początku współpracy warto ustalić z klientem, jak chce być informowany o zmianach, jak radzi sobie z ingerencją w tekst, jaki stosunek do korekty ma osoba, która oddaje tekst do korekty. Uzyskanie odpowiedzi na te pytania może uspokoić samego korektora albo też zadecydować, czy klient to osoba, z którą faktycznie chce pracować. Ktoś, kto oddaje teksty do korekty, najczęściej potrzebuje oddelegować pracę z tekstem, by odciążyć się z ilości pracy, albo nie ma wystarczającej wiedzy i potrzebuje kogoś, kto chce to zrobić i lubi to, i się na tym zna. Lub też chce po prostu, żeby jego teksty były profesjonalne. To korektor musi wierzyć, że jego praca jest ważna i potrzebna. A w dobie cyfryzacji, w dobie pracy zdalnej, sprzedaży w Internecie – ciągle zresztą rosnącej – zapotrzebowanie na dobrych korektorów już jest spore.

Jest spore, a będzie jeszcze większe. Coraz więcej osób pisze i coraz więcej ma świadomość (na szczęście), jak ważne jest, by profesjonalista spojrzał na ich tekst, zanim ten tekst zostanie opublikowany. Dlatego nie martwcie się tym, jaka jest przyszłość korekty i korektorów. Myślę, że jeżeli nawet nie jest świetlana, to jest co najmniej obiecująca.

Co korekta daje tekstom?

MJ: Korekta na pewno udoskonaliła moje teksty. Nie powiedziałabym, że były to jakieś drastyczne zmiany. Może dlatego, że sama bardzo lubię pisać i przekazałam do korekty teksty, które moim zdaniem były okej. Na pewno zyskały one na poprawności językowej, stały się bardziej przystępne do czytania przez moich odbiorców czy klientów. Zdania wielokrotnie złożone zostały skrócone. Widzę też w tych tekstach mniej zbędnych słów.

Korektorzy zawsze na posterunku z językowymi nożycami. Jesteśmy do usług! Tniemy dłużyzny, przebijamy wszystkie słowa wydmuszki! Możecie, drodzy autorzy, na nas liczyć – jeżeli coś będzie w tekście niepotrzebne, to my to wskażemy.

AF: Wydaje mi się – choć może moja korektorka jest innego zdania – że oddane teksty nie wymagały obszernej korekty, natomiast na pewno dzięki niej stały się przyjemniejsze w odbiorze. Dochodzi jeszcze walor edukacyjny, o którym już wspomniałam i który bardzo sobie cenię.

Teksty przyjemniejsze w odbiorze, a autor wyedukowany – piękna konkluzja.

EM: Bajki i opowiadania stały się wygładzone, uporządkowane, przyjemniejsze w odbiorze dla czytelnika. A ja sama również wiele się nauczyłam. Chociażby na temat stawiania przecinka, unikania powtórzeń czy redagowania scen. Śmiało można powiedzieć, że korekta zahaczała także o redakcję.

Te dwie kategorie – redakcję i korektę – trudno od siebie oddzielić. NIe będzie teraz rozwijać tego tematu, bo to nie czas ani miejsce. Mówiłam o tym w pierwszym odcinku podcastu PDSK pod znaczącym tytułem „Czym się różni redakcja od korekty i dlaczego to nie ma większego znaczenia”.

Reklama podcastu: PDSK#001 Czym się różni redakcja od korekty i dlaczego nie powinno to mieć dla Ciebie większego znaczenia - podcast

Co korekta dała tekstom Ani?

AOS: Ujednoliciła je, dodała przejrzystości uwypukliła to, co było ważne. Dzięki temu, że czytelnika nie raziły błędy, był w stanie skupić się na faktycznej fabule. Człowiek może próbować samemu je poprawiać, ale bądźmy szczerzy – czasem ciężko dostrzec błędy w tekście, który zna się niemal na pamięć.

DK: W moich tekstach były miejsca, gdzie po prostu trzeba było poprawić interpunkcję czy składnię i nie było się nad czym zastanawiać. Jednocześnie dostałem w komentarzach kilka wskazówek i pomysłów, nad którymi się zastanowiłem, i faktycznie czasami coś zmieniłem, moim zdaniem na lepsze. Dostałem zatem więcej, niż oczekiwałem czy się spodziewałem.

MG: Dzięki korekcie moje teksty mogą być wzorem dla dzieciaków, pokazując, jak powinna wyglądać poprawna polszczyzna. Są zgodne z polską ortografią, interpunkcją, jest zastosowana prawidłowa gramatyka. Oprócz tego, że jest dobra treść, jest także dobra forma. I jestem z tego bardzo zadowolona, gdyż chciałabym, żeby moje książki były edukacyjne – pod każdym względem.

Wy też tęsknicie do świata, w którym można się było uczyć poprawności językowej z książek? Dzisiaj tak dużo i tak szybko (niestety) się wydaje, że przestało to być takie oczywiste. Przestało być oczywiste, że książki są pisane poprawną polszczyzną. Ale im więcej dobrych korektorów i im więcej autorów, którzy powierzą im swoje teksty – tym bliżej nam będzie do tego idealnego świata.


Dziękuję Wam za tę wspólną podróż do świata korekty. Zobaczyliście, jak proces redakcyjny wygląda z perspektywy autorów. I przekonaliście się – mam nadzieję – że nie ma się czego bać. Pamiętajcie: korektor to nie jest wytykacz i nie zrobi skarpet z Waszego swetra. (Naprawdę mi się te metafory spodobały).

Jeśli więc jesteś autorem lub autorką, pamiętaj, że są wśród nas korektorzy, którzy chętnie pomogą Ci w procesie szlifowania Twojego tekstu. A jeśli potrzebujesz korektora już teraz – możesz do mnie napisać na adres kontakt@ewapopielarz.pl – polecę Ci świetnych specjalistów. Pamiętaj też o kontaktach do korektorek będących bohaterkami tego podcastu.

Świat czeka na dobrych korektorów

A jeśli jesteś korektorem lub korektorką, to pamiętaj, że w tym zawodzie jest jeszcze wiele do zrobienia. Świat czeka na dobrych korektorów. Potwierdzą to nasi goście, których na koniec zapytałam o to, czy w przyszłości zdecydują się na oddanie tekstów do korekty. Niech ich odpowiedzi będą optymistycznym finałem tego odcinka.

Monika już znalazła swoją korektorkę.

MJ: Akcja parowania korektorów zapewniła mi osobę do długoterminowej współpracy. Zbudowałam dobry kontakt z korektorem, do którego mam zaufanie. I to się liczy. Oddelegowanie części pracy pozwala mi bardziej skupić się na rozwoju karciano-dialogowych projektów dla moich klientów i bardzo się z tego powodu cieszę. Z tego miejsca chciałabym podziękować Paulinie za udaną współpracę.

Agnieszka – jak się wydaje – też już ma swoją korektorkę.

AF: W przyszłości, zwłaszcza przy ważnych dla mnie współpracach czy tekstach, na pewno będę korzystała z usług korektora. Prawdopodobnie będzie to już w niedalekiej przyszłości, więc z p. Moniką, z którą współpracowałam, pozostajemy w kontakcie.

EM: W przyszłości chętnie skorzystam z takiej pomocy i serdecznie do tego zachęcam. Nie ma się czego bać. Pozdrawiam Was serdecznie.

PU: Na pewno w przyszłości będę oddawać teksty do korekty, szczególnie opowiadania. Zależy mi na tym, żeby były doszlifowane na maksa, żeby były po prostu najwyższej jakości. Bo dopracowane teksty po prostu lepiej się czyta.

A czy Ania odda swoje przyszłe teksty do korekty?

AOS: Zdecydowanie! Katarzyna jest moim in case of emergency w telefonie.

SW: Jeżeli będę miała na tekst profesjonalny budżet, to na pewno, bo pomoc korektora jest po prostu nieoceniona.

DK: Nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek tekst nie przeszedł korekty, ponieważ pozwala to wyczyścić tekst z błędów, poprawić składnię. Dzięki temu tekst jest zwyczajnie lepszy!

Czy Basia jest podobnego zdania?

BM: Zdecydowanie tak. Na pewno kiedy ukończę tekst swojej powieści fantasy, skorzystam z dobrodziejstwa korekty.

MH: Z perspektywy czasu myślę, że akcja parowania twórców z korektorami trafiła mi się jak ślepej kurze ziarno. Oczywiście mam pomysły na kolejne teksty, myślę też nad kontynuacją powieści i wiem, że jeśli spełnią się moje marzenia o debiucie, będę realizować kolejne plany pisarskie. Nowe powieści z pewnością oddam do korekty, co polecam każdemu twórcy tekstów. Dziękuję za możliwość wzięcia udziału w akcji. Uświadomiła mi jako autorce wagę korekty i – kto wie – może ocaliła moją powieść przed odrzuceniem. Dziękuję bardzo!

I jeszcze Małgosia. Czy w przyszłości odda swoje teksty do korekty?

MG: Oczywiście. Nie wyobrażam sobie wypuszczenia czy oddania książki do druku bez korekty. Uważam, że jest to niezbędny element i że każdy szanujący się autor powinien to zrobić, aby później nie wstydzić się, że w jego książce występowały na przykład błędy ortograficzne albo stylistyczne. Korzystając z okazji, chciałabym podziękować zarówno Ewie za świetny pomysł i za możliwość wzięcia udziału w akcji. Natomiast Iwonce dziękuję za świetnie wykonaną robotę. Mam nadzieję, że nasza współpraca na tym się nie zakończy.

Cała przyjemność po mojej stronie! Kolejna akcja parowania korektorów z twórcami rozpocznie się pod koniec IV edycji Akademii korekty tekstu, czyli na przełomie listopada i grudnia. Już teraz zapraszam Was, drodzy autorzy i autorki, do udziału!

A korektorom i korektorkom przypominam, że do Akademii można dołączyć między 2 a 10 września. Więcej informacji o kursie znajdziecie na stronach ewapopielarz.pl i kurskorektytekstu.pl. A jeśli macie jakiekolwiek pytania – po prostu do mnie napiszcie. Czekam pod adresem kontakt@ewapopielarz.pl. Do usłyszenia i do zobaczenia gdzieś w Internecie.

17 odcinków