#82 - Rząd w panice zamyka kraj, a premierowi pali się grunt pod nogami. Czuje to Zbigniew Ziobro, który przystąpił do otwartego ataku na PiS. Czy pandemia wykończy Zjednoczoną Prawicę?

39:55
 
Udostępnij
 

Manage episode 288482772 series 2509931
Stworzone przez Ringier Axel Springer Polska, odkryte przez Player FM i naszą społeczność - prawa autorskie są własnością wydawcy, a nie Player FM, a dzwięk jest przesyłany bezpośrednio z ich serwerów. Naciśnij przycisk Subskrybuj, aby śledzić aktualizacje Player FM, lub wklej adres URL kanału do innych aplikacji podcastowych.

Premier, czując, że przegrywa walkę z pandemią i może za to słono zapłacić, postanowił zastosować unik. Zaatakował opozycję i prywatną służbę zdrowia, przekonując, że gdyby to opozycja rządziła, to sprywatyzowane przez nią szpitale jeszcze gorzej zwalczałaby koronawirusa. Akcja Morawieckiego pokazuje, że pali mu się grunt pod nogami. Premier zdaje sobie sprawę z popełnionych przez rząd błędów i wie, że rzeczywista liczba chorych jest znacznie wyższa od oficjalnych statystyk. Czuje to także Zbigniew Ziobro, który rozpoczął długofalową operację obliczoną na wykończenie Morawieckiego i wysadzenie go z premierowskiego fotela. W mijającym tygodniu ukazał się wywiad z Ziobrą dla skrajnie prorządowego tygodnika „Sieci”, w którym lider Solidarnej Polski po raz pierwszy tak otwarcie atakuje premiera, wprost uznając go za farbowanego lisa, człowieka Platformy, który omotał Jarosława Kaczyńskiego. O tym wszystkim posłuchają Państwo w najnowszym odcinku podcastu „Stan po Burzy”, który prowadzą Agnieszka Burzyńska z „Faktu” oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Déjà vu z koronawirusem

Rząd wprowadzaniem kolejnych obostrzeń funduje nam déjà vu — przypomina wydarzenia sprzed roku, gdy w panice zakazał wszystkiego. Znów zamykane są sklepy, salony fryzjerskie i kosmetyczne, a także przedszkola i żłobki. Ale premier, czując, że przegrywa walkę z pandemią i może za to słono zapłacić, postanowił zastosować unik. Zaatakował opozycję, ale też prywatną służbę zdrowia, przekonując, że gdyby to opozycja rządziła, to sprywatyzowane przez nią szpitale jeszcze gorzej zwalczałyby pandemię. Prawda jest jednak taka, że gdy rządziła koalicja PO-PSL, to nie było prywatyzacji szpitali. W dodatku premier uraził sektor prywatnej służby zdrowia, który — wbrew tezom Morawieckiego — pomaga państwu walczyć z koronawirusem. Szeroko zakrojona akcja szczepień możliwa jest właśnie dlatego, że włączyli się w nią ci „źli” prywaciarze. Za rządów PO nie było mowy o prywatyzacji, pojawił się pomysł komercjalizacji — czyli przekształcenia szpitali w spółki skarbu państwa. Chodziło o to, żeby zmusić dyrektorów szpitali do lepszego pilnowania finansów — długi szpitali to zmora budżetu państwa. Ale nawet komercjalizacja pozostała tylko opcją, a nie obowiązkiem, bo w ówczesnej koalicji rządzącej PO-PSL nie zgody na obowiązkowe przekształcenia. Akcja Morawieckiego pokazuje, że pali mu się grunt pod nogami. Premier zdaje sobie sprawę z popełnionych przez rząd błędów, wie, że rzeczywista liczba chorych jest znacznie wyższa od oficjalnych statystyk i że służba zdrowia właściwie przestała sobie dawać radę z koronawirusem. Zachęcony przez swoich doradców wizerunkowych, próbuje przerzucić odpowiedzialność za własne błędy na innych. Premier, łącząc w jedno dwa określenia — prywatyzacja i komercjalizacja szpitali — robi celowo. Chce postraszyć społeczeństwo wizją prywatnych szpitali, do których zwyczajni obywatele nie będą mieli wstępu. To zresztą już tradycja. Od 2007 r. w chwilach kryzysu PiS atakuje Platformę zarzutami o skrycie planowaną prywatyzację, która zamknie bramy szpitali przed uboższymi. Czy to jeszcze działa na wyborców?

Ziobro beszta Morawieckiego i Kaczyńskiego

Pandemia nie jest jedynym problemem premiera. Mateusz Morawiecki ma też duże kłopoty w obozie władzy. W mijającym tygodniu ukazał się wywiad ze Zbigniewem Ziobrą dla skrajnie prorządowego tygodnika „Sieci”, w którym lider Solidarnej Polski po raz pierwszy tak otwarcie atakuje premiera, wprost uznając go za farbowanego lisa, człowieka Platformy, który omotał Jarosława Kaczyńskiego. Ziobro oskarża premiera o to, że przekonuje szefa PiS do polityki, która rozmija się z programem Zjednoczonej Prawicy. Twierdzi wręcz, że rząd Morawieckiego... realizuje politykę PO i Donalda Tuska. Czy to już rutyna, że minister sprawiedliwości bombarduje premiera, czy to jednak wyjątkowy moment, bo Ziobro czuje słabnącą pozycję Morawieckiego i wie, że może pozwolić sobie na harce? Zastanawiające jest to, że politycy PiS schowali się i nie komentują tego wywiadu. W partii rządzącej nie widać też chęci ukarania Zbigniewa Ziobry za te słowa. A Ziobro wie, jaka jest arytmetyka — Kaczyński nie może go wyrzucić z rządu, bo rząd upadnie. Wiedząc, że Kaczyński jest na niego skazany, Ziobro otwarcie mu się stawia. Ewidentnie przekracza barierę krytyki koalicyjnej, a to oznaczać może tylko jedno: przygotowywanie się do samodzielnego startu w wyborach parlamentarnych.

Słowo o prezydencie na literę „d”

Granice wyzwisk w polskiej polityce zniknęły już dawno. Kiedy jedni o drugich mówią jako o kryminalistach, padają zarzuty o krwi na rękach i spisku z Putinem, zdumiewać może fakt, że jednym słowem można naruszyć godność prezydenta. Pisarz Jakub Żulczyk, komentując zachowanie Andrzeja Dudy, który ociągał się z gratulacjami dla nowego prezydenta USA Joe Bidena, nazwał go debilem. Sprawą zajęła się prokuratura, która złożyła akt oskarżenia do sądu przeciwko pisarzowi. Dla jasności — prezydent nie dopominał się ścigania Żulczyka, prokuratura zrobiła to z urzędu. Tym samym, pisarz otrzymał krajową i światową promocję, o jakiej mógł tylko marzyć. Andrzejowi Dudzie ten proces chwały nie przyniesie. W dodatku łatwo mu wytknąć hipokryzję. Dekadę temu bronił blogera, który utworzył stronę internetową „Antykomor.pl”, na której publikował liczne memy czy fotomontaże z prezydentem Bronisławem Komorowskim w roli głównej. Na tej stronie znalazła się również gra, w której można było postrzelać do ówczesnego prezydenta. Niechętny Komorowskiemu bloger usłyszał wtedy zarzuty i został skazany przez sąd pierwszej instancji. Jak zareagował wtedy PiS i sam Andrzej Duda? Stanęli w obronie twórcy „Antykomora” — i to mimo że miał na koncie także pospolite przestępstwa, takie jak podrabianie dokumentów. Przygotowali całą akcję, której koordynatorką była rzeczniczka Zbigniewa Ziobry Edyta Żyła, a obrońcą oskarżonego został mecenas Bartosz Kownacki, wtedy związany z Ziobrą, dziś poseł PiS. Sprawę komentował także ówczesny poseł PiS Andrzej Duda, zaciekle atakując sądy i broniąc skazanego. Duda przekonywał, że w strzelaniu do wizerunku Komorowskiego chodzi o wolność słowa. Ostatecznie, sprawa znieważenia prezydenta przez „Antykomora” została umorzona. A jak dzisiaj zakończy się sprawa Jakuba Żulczyka?

95 odcinków