#71 - Prezydent Duda obiecywał szczepionki od Donalda Trumpa. Trump odchodzi w niesławie, a słuch o szczepionkach z Ameryki zaginął

40:57
 
Udostępnij
 

Manage episode 281908881 series 2504101
Stworzone przez Ringier Axel Springer Polska, odkryte przez Player FM i naszą społeczność - prawa autorskie są własnością wydawcy, a nie Player FM, a dzwięk jest przesyłany bezpośrednio z ich serwerów. Naciśnij przycisk Subskrybuj, aby śledzić aktualizacje Player FM, lub wklej adres URL kanału do innych aplikacji podcastowych.

W Polsce mamy około 30 milionów dorosłych. Przyjmując dość konserwatywne założenie, że połowa z nas będzie chciała się zaszczepić, to w obecnym tempie — ok. 20 tys. osób dziennie — zajmie to nam dwa lata. To oznaczałoby kolejne miesiące w zamknięciu, zapaść gospodarki, niewiadomą w edukacji i masę problemów w służbie zdrowia.

Rząd: możemy szczepić 4 mln osób miesięcznie

Szczepionka jest szansą na powrót do normalności, a rząd nie traktuje akcji szczepień, jak sprawę życia lub śmierci — jak choćby Izrael, który jest światowym liderem w szczepieniu. Wciąż nie jesteśmy przygotowani na masowe szczepienia, a statystyki zgonów pokazują, że koronawirus ciągle ma się świetnie. Niewydolny i zbiurokratyzowany system służby zdrowia dostał zadanie, z którym trudno mu będzie sobie poradzić. Rząd przekonuje jednak, że ma wszystko pod kontrolą i w szybkim czasie jest w stanie szczepić nawet 4 mln osób miesięcznie. Czemu zatem nie szczepi? Problemem ma być niewystarczająca liczba szczepionek, dostarczona przez Unię Europejską. W zeszłym roku Unia podpisała umowy ramowe z kilkoma konsorcjami firm, nie wiedząc dokładnie, które z nich pierwsze wyprodukuje szczepionkę. Okazało się, ze firmy Pfizer i BioNtech dokonały tego najszybciej i ich szczepionka rozprowadzane jest po krajach członkowskich. Można narzekać, że szczepionek jest za mało i że to wina Unii. Ale — po pierwsze — w Polsce są już setki tysięcy dawek, które czekają na wykorzystanie. A — po wtóre — co by się stało, gdyby UE nie koordynowała zakupów i kraje członkowskie kupowały szczepionki samodzielnie w firmach farmaceutycznych? Czy nasz rząd byłby w stanie zapłacić za szczepionkę tyle, co Niemcy czy Francja?

Gdzie szczepionki od Donalda?

Skoro rząd narzeka, że ma za mało szczepionek, to powinien wykorzystać swe zachwalane kontakty w Ameryce. Na finale kampanii prezydenckiej w Polsce latem minionego roku prezydent Andrzej Duda spotkał się z Donaldem Trumpem. Po spotkaniu, TVP Info podało sensacyjną informację, że Polska zostanie pierwszym krajem, zaopatrzonym przez USA w szczepionkę na koronawirusa. Jak się okazało ani jedna dawka szczepionki od Trumpa nie trafiła do naszego kraju. Zresztą Trump kończy prezydenturę w marnym stylu — nie może pogodzić się z porażką i nie potrafi odejść ze stanowiska. Twierdzi, że wybory w USA zostały sfałszowane — dokładnie tak, jak twierdzili w przeszłości politycy PiS, gdy przegrywali wybory w Polsce. Zachowanie Trumpa doprowadziło do zamieszek, a tłum jego zwolenników zaatakował Kapitol — siedzibę amerykańskiego parlamentu. Większość liderów światowych skrytykowało zarówno prezydenta USA, jak i protestujących. Jak w tej sytuacji zachowała się Polska? Andrzej Duda napisał, że to wewnętrzna sprawa USA, a jego minister Krzysztof Szczerski stwierdził, że zachowanie protestujących przypomina zachowanie polskiej opozycji z przełomu 2016 i 2017 r., gdy doszło do zablokowania sali plenarnej Sejmu. Tę brawurową teorię podtrzymała Telewizja Publiczna, która przypomniała swe epokowe dzieło — film „Pucz”, zrealizowany w tamtym właśnie czasie. Jeśli jednak szukać w polskiej polityce analogii do napastników z Kapitolu, to raczej w środowisku PiS. No bo porównajmy choćby wiarę w spiski. W szturmie na Kapitol udział brali ludzie, wierzący w teorię spiskową QAnon. Według niej Donald Trump toczy wojnę z globalnym spiskiem pedofili. W PiS za to powszechna jest wiara, że Jarosław Kaczyński walczy z tzw. układem — spiskiem polityków, mafiozów, specsłużb i liberalnych mediów. To Kaczyński nazwał protest opozycji z 2016 i 2017 r. próbą „puczu”. Ba, prokuratura za jego życzeniem prowadziła nawet śledztwo w tej sprawie. Co ustaliła?

Szczepienia celebrytów. Janda zawaliła rolę

Celebryci, ludzie mediów, biznesu i polityki zaszczepili się bez kolejki na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Wśród zaszczepionych są: Krystyna Janda, Andrzej Seweryn, Maria Seweryn, Emilia Krakowska, Olgierd Łukaszewicz, Wiktor Zborowski, Magda Umer, Radosław Pazura, Michał Bajor, Grzegorz Warchoł, Krzysztof Materna, współzałożyciel TVN Mariusz Walter, obecni szefowie TVN Katarzyna Kieli (z mężem) i Edward Miszczak (z partnerką), Leszek Miller i jego żona, a także biznesowe klany Grycanów i Erisów. Zaszczepieni mieli różne tłumaczenia. Jedni twierdzili, że byli przekonani, iż szczepią się w ramach kampanii promocji szczepień. Inni — że przypadkiem dowiedzieli się o szczepieniach ze strony internetowej WUM i po prostu sobie przyjechali do gabinetu zabiegowego. Nie trzyma się to jednak kupy, bo — dla przykładu — Leszek Miller załatwił sobie szczepionkę bez kolejki w zupełnie inny sposób niż aktorzy. Skorzystał ze starej, politycznej znajomości. Szczepionki są w tej chwili towarem deficytowym, dla wielu wręcz szansą na przeżycie. Kolejkę do szczepień możemy więc traktować jako kolejkę do życia. W tej sytuacji oczekiwania wobec postaci tak ikonicznych jak Janda — które chcą być autorytetami w sprawach społecznych i politycznych — są proste: dawanie dobrego przykładu. Wybitna aktorka — która poza kolejką zaczepiła swą rodzinę i aktorów swego teatru — w tej roli zupełnie zawiodła. Czy ta przykra historia może przynieść jakieś pozytywne skutki? Czy sceptyczne wobec szczepionek społeczeństwo może zmienić nastawienie?

78 odcinków