#84 - Prezes Kaczyński sfrustrowany swą polityczną niemocą. Czy to się skończy przyspieszonymi wyborami?

41:08
 
Udostępnij
 

Manage episode 289647903 series 2504101
Stworzone przez Ringier Axel Springer Polska, odkryte przez Player FM i naszą społeczność - prawa autorskie są własnością wydawcy, a nie Player FM, a dzwięk jest przesyłany bezpośrednio z ich serwerów. Naciśnij przycisk Subskrybuj, aby śledzić aktualizacje Player FM, lub wklej adres URL kanału do innych aplikacji podcastowych.

Jak zwykle gdy trzeba twardemu elektoratowi wytłumaczyć rzeczywistość, Jarosław Kaczyński wezwał swych podwładnych z „Gazety Polskiej”, by udzielić wywiadu o partii i państwie. I pojechał. Pal licho, że zaatakował opozycję, nazywając ją rakiem — onkologiczne porównania są w jego arsenale, obfitującym w określenia kryminalne, formą i tak dość delikatną. Ważniejsze, jest to, co Kaczyński zasugerował. Otóż, ponieważ koalicjanci mu brykają, to nie da się wykluczyć przyspieszonych wyborów. Ta deklaracja prezesa nakłada się na plotki z politycznego światka, że główni gracze biorą pod uwagę wybory na jesieni tego roku. Bez względu na to, czy to groźba realna, czy nie, w obozie władzy trwa ferment. W tej rozgrywce ważną postacią jest Jacek Kurski. Przede wszystkim, Kurski gra na osłabienie Mateusza Morawieckiego i pozbawienie go premierostwa. Dlatego właśnie „Wiadomości” TVP zaatakowały Pawła Borysa, prawą rękę Morawieckiego w kwestiach gospodarczych i finansowych. Kurski uważa, że to Morawiecki stoi za wyciekami do mediów informacji o Danielu Obajtku — atak na Borysa miał być dla premiera sygnałem ostrzegawczym. Jednocześnie Kurski dobrze się bawi — Antonim Macierewiczem. Właśnie upokorzył byłego wszechpotężnego szefa MON i głównego smoleńskiego śledczego PiS. O tym wszystkim posłuchają Państwo w najnowszym odcinku podcastu „Stan po Burzy”, który prowadzą Agnieszka Burzyńska z „Faktu” oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Gowin patrzy w oczy Kaczyńskiemu

Przez ostatnie kilka miesięcy czytając wywiady liderów Zjednoczonej Prawicy, można było tylko ziewać. Choć w obozie władzy buzowało, to na zewnątrz wszyscy trzymali gardę. Teraz to się zmieniło. W mijającym tygodniu ukazały się dwa ważne wywiady, pokazujące głęboki kryzys obozu władzy. Szef PiS Jarosław Kaczyński wypowiedział się dla „Gazety Polskiej”, a lider Porozumienia Jarosław Gowin dla „Super Expressu”. Po tej lekturze nasuwa się jedno pytanie: co oni jeszcze robią w jednym rządzie? Prezes Kaczyński zaatakował opozycję, nazywając ją rakiem na zdrowej, polskiej tkance, o premierze powiedział, że gdyby nie on, to Morawiecki nie byłby tym kim jest, a przy okazji pogroził także Zbigniewowi Ziobrze. Co jednak ważniejsze, Kaczyński zasugerował, że ponieważ koalicjanci mu brykają, to nie da się wykluczyć przyspieszonych wyborów. Ta deklaracja prezesa nakłada się na plotki z politycznego światka, że główni gracze biorą pod uwagę wybory na jesieni tego roku. Czy to wariant realny? A może Kaczyński tylko grozi Ziobrze i Gowinowi, że jeśli nie będą posłuszni, to rozpisze wybory po to, by wypadli poza Sejm? Warto pamiętać o tym, że Jarosław Kaczyński ma traumę 2007 roku, kiedy przyspieszone wybory doprowadziły do porażki jego rządu i utraty władzy przez PiS na 8 lat. Kaczyński ma swoje lata i nie może ryzykować utraty władzy — wie, że jej już nigdy nie odzyska. Z drugiej strony prezes jest coraz bardziej sfrustrowany własną niemocą — odkąd Ziobro i Gowin zabrali się za uderzanie w PiS, to kilka ważnych dla Kaczyńskiego projektów politycznych zostało zatrzymanych — choćby program gospodarczy Nowy Ład. Rząd buksuje i nie jest w stanie dalej prowadzić rewolucji, o jakiej marzył prezes PiS. Ważąc te racje na tę chwile można powiedzieć, że emocje Kaczyńskiego nie są jeszcze na tyle silne, by doprowadzić do przyspieszonych wyborów. Ale co będzie za parę tygodni? Koalicjanci zaostrzają kurs wobec PiS, co pokazuje wywiad Jarosława Gowina dla „Super Expressu”. Wicepremier po raz pierwszy mówi jasno, że próba rokoszu w jego Porozumieniu była zemstą PiS. Sugeruje, że powiedział Kaczyńskiemu prosto w oczy, że tego nie akceptuje.

Kurski sojusznikiem Obajtka

W tej całej rozgrywce, która się toczy w obozie władzy, ważną postacią jest Jacek Kurski. Przede wszystkim, gra na osłabienie Mateusza Morawieckiego i pozbawienie go premierostwa. Kiedy w zeszłym tygodniu „Wiadomości” TVP atakowały bliskiego współpracownika premiera, szefa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa, nie był to przypadek. To była odpowiedź na podejmowane przez premiera próby usunięcia Obajtka i rozważanie Borysa na jego następcę. Wrogowie Morawieckiego, w tym Kurski, są przekonani, że to ludzie premiera maczali palce w ujawnianych taśmowo skandalach wokół Obajtka. Atak na szefa PFR miał nie tylko skompromitować konkurenta Obajtka, ale — co ważniejsze — pokazać Kaczyńskiemu, że dokładnie ci ludzie w obozie władzy, którzy po publikacjach dotyczących Obajtka domagają się jego odwołania, stanęli w obronie Borysa. To miało doprowadzić do wyświetlenia Kaczyńskiemu frakcji Morawieckiego i jej interesów. Symptomatyczne, że Kurski za materiał o Borysie nie dostał od Kaczyńskiego po głowie.

Pożegnanie z Macierewiczem

To zresztą niejedyna rozgrywka Jacka Kurskiego. Mija właśnie 11. rocznica katastrofy smoleńskiej, a Antoni Macierewicz przygotował film, która jest podsumowaniem prac jego podkomisji. Kurski co najmniej od 2018 roku konsekwentnie wycina Macierewicza z programów TVP, sądząc, że jego zamachowe teorie szkodzą PiS-owi. Co jest więc powodem tego, że prezes TVP zgodził się puścić film szefa podkomisji smoleńskiej? Otóż Macierewicz dostał zgodę władz PiS na emisję filmu, pod warunkiem, że to będzie ostatni jego dokument smoleński. W tym sensie jest to pożegnanie z Macierewiczem. Skąd ta decyzja? W ostatnich miesiącach wokół Macierewicza zrobiło się gorąco. Zaczęły go atakować smoleńskie rodziny związane z PiS, domagając się audytu jego pracy. W finale przeciwko Macierewiczowi wystąpili nawet członkowie jego własnej podkomisji smoleńskiej. Kurski nie byłby jednak sobą, gdyby dodatkowo nie upokorzył Macierewicza. Zgodził się na emisję filmu pod dodatkowym warunkiem — napisania proszalnego listu przez Macierewicza. Chodziło o upokorzenie Macierewicza, bo list z miejsca wylądował w „Wiadomościach”. Sobotni film, w którym Macierewicz powtarza swe teorie o wybuchu na pokładzie tupolewa i sugeruje zamach ze strony Rosjan, jest jego osobistym raportem smoleńskim. Nie stoi za nim szef PiS, nie stoją rodziny smoleńskie, a podkomisji praktycznie już nie ma. Władze PiS po raz ostatni pozwoliły Macierewiczowi obsadzić się w roli smoleńskiego bohatera.

89 odcinków