ODCINEK 69. JAK SIĘ WYRÓŻNIĆ NA RYNKU FOTOGRAFICZNYM?Rozmowa z Małgorzatą Wardaszką- Deręgowską.

1:00:58
 
Udostępnij
 

Manage episode 299109792 series 2966036
Stworzone przez Basiolandia czyli Basia Strzelec, odkryte przez Player FM i naszą społeczność - prawa autorskie są własnością wydawcy, a nie Player FM, a dzwięk jest przesyłany bezpośrednio z ich serwerów. Naciśnij przycisk Subskrybuj, aby śledzić aktualizacje Player FM, lub wklej adres URL kanału do innych aplikacji podcastowych.

Witam Cię w 69 odcinku podcastu WIĘCEJ NIŻ FOTOGRAFIA.

Dziś miałam ogromną przyjemność rozmawiać z wyjątkową Gościnią Małgorzatą Wardaszką Deręgowską, na temat, który nurtuje wielu początkujących fotografów i fotografek. Jak się WYRÓŻNIĆ NA RYNKU FOTOGRAFICZNYM, kiedy wszystko już było?

Żyjemy w czasach kiedy próg wejścia na rynek fotograficzny jest bardzo miski, każdy może kupić aparat i nazwać się fotografem lub fotografką. Dzięki temu rynek jest bardzo nasycony i coraz ciężej się przebić, aby zaistnieć i zostać na rynku na dłużej. Małgosia jest strateżką marki i komunikacji, więc wie, na co zwracać szczególną uwagę w komunikacji, jak stabilnie budować swoją markę, aby się wyróżnić na rynku.

Zapraszam Cię do wysłuchania inspirująca rozmowa, w której poruszamy nie tylko tematy związane z jak się wyróżnić na rynku fotograficznym, ale sięgamy zdecydowanie głębiej do strachu i oceniania przez innych. Przepełniona humorem rozmowa o feminatywach oraz krzywdzącym postrzeganiu kobiet w dzisiejszym świecie.

O CZYM POSŁUCHASZ W TYM ODCINKU:

  • co to jest STRATEGIA MARKI,
  • czy jest jeszcze miejsce na nowe fotograficzne biznesy,
  • co może być może być naszym największym wyróżnikiem na rynku,
  • na co warto postawić podczas komunikacji z potencjalnym Klientem,
  • dlaczego nie warto kopiować innych,
  • czy watro przejmować się opinią innych i wiele, wiele innych wartościowych treści…

KONIECZNIE ODWIEDŹ MAŁGOSIĘ NA wardaszka.com i posłuchaj jej podcastu MARKI TESTOWANE NA LUDZIACH, to jest złoto.

Małgosiu dziękuję Ci z serca za tę inspirującą rozmowę i podzielenie się Twoją ekspertyzą.

Ściskam bardzo mocno, do usłyszenia za tydzień!

Basiolandia 🌸

JEŚLI CHCESZ MNIE ODWIEDZIĆ TO ZAPRASZAM CIĘ DO MOICH MIEJSC W SIECI

✔ FACEBOOK: BASIOLANDIA.FB

✔ INSTAGRAM: BASIOLANDIA.IG

✔ STRONA WWW: BASIOLANDIA.STRONA

✔ YOUTUBE: BASIOLANDIA.YOUTUBE

ZAPRASZAM CIĘ DO MOJEJ GRUPY NA FB: BASIOLANDIA.GRUPAFB. Będziemy tam rozmawiać o tematach poruszanych w podcastach i nie tylko.

GDZIE MOŻESZ SŁUCHAĆ MOJEGO PODCASTU

🎤 na moim kanale YouTube :BASIOLANDIA.YOUTUBE

🎤 katalog w iTunes: BASIOLANDIA.ITUNES

🎤 spotify: BASIOLANDIA.SPOTIFY

🎤 wyszukanie frazy „WIECEJ NIŻ FOTOGRAFIA” w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie

TRANSKRYPCJA ODCINKA:

Witam cię serdecznie w kolejnym odcinku mojego podcastu Więcej Niż Fotografia. Z tej strony Basiolandia.

W dzisiejszym odcinku porozmawiamy o tym, jak się wyróżnić na rynku fotograficznym, kiedy wszystko już było? To pytanie bardzo często pojawia się w głowach osób, które wchodzą dopiero na rynek i bardzo często się zniechęcają. Do tego odcinka zaprosiłam specjalną gościnię Małgorzatę Wardaszkę – Deręgowską, która jest strateżką marki i komunikacji. W swojej pracy udowadnia, że małe marki mogą mieć wielkie strategie.

Porozmawiamy o tym co to jest strategia i czy jest nam potrzebna.

Jeśli interesuje cię, czy jest taki magiczny klucz, aby przejść przez wrota wyróżnienia się rynku fotograficznym, to zapraszam do wysłuchania dzisiejszego odcinka.

Basia: Dzień dobry, witam cię Małgosiu bardzo serdecznie i cieszę się, że przyjęłaś moje zaproszenie do podcastu. Czy mogłabyś powiedzieć o sobie coś więcej i zdradzić, co kryje się pod egzotycznym pojęciem strateżka?

Małgorzata: Cześć. Bardzo mi miło, że mnie zaprosiłaś. Miło mi z tobą rozmawiać. Nazywam się Małgorzata Wardaszka – Deręgowska i jestem strateżką marki i komunikacji. W swojej pracy zajmuję się budowaniem, naprawianiem i przemodelowywaniem marek oraz projektowaniem komunikacji, czyli puszczeniem tego w świat. Jestem autorką podcastu Marki Testowane Na Ludziach, które jest moim ukochanym biznesowym dzieckiem. Udowadniam w nim, że małe biznesy mogą mieć wielkie strategie. I to jest noga biznesu dedykowana małym, startującym markom. Moja druga noga biznesowa jest poważniejsza, choć też nie wymaga formalnego stroju. Między innymi wykładam w Akademii Leona Kuźmińskiego oraz na UW w ramach Inkubatora Przedsiębiorczości. Tam pokazuję słuchaczom jak projektować strategię marki w duchu HCD (Human Center Design), czyli wszystkie rzeczy zorientowane na człowieka, w duchu np. Design Thinking, ale nie tylko. Także mam dwie nogi zawodowe, ale serce należy do Marek Testowanych Na Ludziach.

Basia: Super! Ja jestem ogromną fanką twojego podcastu. Udowadniasz, że małe marki mogą mieć wielkie strategie. Dziś chciałabym porozmawiać, czy według ciebie fotografka, która najczęściej sama buduje swoją małą markę, potrzebuje strategii? A jeżeli tak, to co ta strategia, to łączenie kropek może nam dać i do czego nas doprowadzić?

Małgorzata: Wiesz, misją mojego podcastu jest udowodnić, że małe marki mogą mieć porządną strategię. Wierzę w to mocno i wiem to, bo pracuję z takimi markami. Porządną tzn. zrobioną poprawnie, zawierająca wszystkie elementy, które powinny się w niej znaleźć. Wszystko jest przemyślane. Oczywiście, nie musi to być zrobione ze strategiem, bo to nie jest rocket science. Są elementy, które warto samemu przemyśleć i poukładać, bo one utworzą spójny obraz naszej marki, tego co robimy i w jaki sposób pokazujemy się światu. To my decydujemy, co chcemy ludziom powiedzieć i co oni mają o nas myśleć. Wyobrażam sobie, że fotografce tak samo zależy, aby ludzie myśleli o niej dobre rzeczy, jak np. Coca-Coli. Skala jest inna, ale nie ma znaczenia, tylko narzędzia są inne. Meritum pozostaje to samo. Trzeba stanąć w punkcie i odpowiedzieć sobie na pytania. Do kogo mówię? Kim ja jestem? Co chciałabym, aby te osoby o mnie wiedziały? Warto pamiętać, że jeżeli nie zastanowimy się nad tym co mówić i będziemy komunikować się chaotycznie, bez planu, to może się okazać, że ludzie będą myśleć o nas, nie tak jak chcemy. To jest ten rozjazd, między tym czym nasza marka jest, a rzeczywistością. Słyszałam takie powiedzenie, że twoja marka osobista jest tym, co mówią o tobie, jak wyjdziesz z pokoju. Tak właśnie jest, że dopóki tu jesteś i masz wpływ, to jest w porządku, ale jak wyjdziesz z pokoju, to przestajesz mieć na to wpływ. Myślę, że w branży fotograficznej szczególnie widać to w poleceniach. Jak długo ja polecam cię, ty polecasz mnie i to jest fajne, rozleniwiające. Jeśli ktoś polecił mi ciebie, to pomyślę „aha, ufam koleżance, to ja sobie Basię zatrudnię”. Nie zadaję sobie trudu, żeby sprawdzić, czy mi pasujesz, bo całą robotę robi rekomendacja. Ktoś za ciebie robi robotę. Tylko co gdy chcesz wyjść poza bańkę poleceń, żeby ktoś obcy o tobie mówił? Wtedy nie ma cię w pokoju i koleżanki, która szepnie dobre słowo. Jest tylko to, co opowiesz o sobie w swoich kanałach. I to jest strategia. Planowanie co chcesz powiedzieć. To tak najprościej.

Basia: Fajnie, dodam tylko jedną rzecz. To co o nas mówią, jak wyjdziemy z pokoju, to kwintesencja tego, nad czym trzeba pracować. Z rozmów z moimi kursantkami i klubowiczami wynika, że ciężko się przebić i wyróżnić. To tak nasycony kawałek rynku, że myślą, że się nie da, bo każdy ma przypisanego fotografa i kolejny się nie zmieści. Czy mogłabyś powiedzieć jako ekspertka i potencjalna klientka, czy wyjście ze strategią od początku, z pomysłem na siebie, może ułatwić pierwsze kroki na tym rynku? Czy jest jeszcze coś innego, co osoba przepełniona strachem, która uważa, że wszystko już było i nie ma szans się wyróżnić, może zrobić, aby pomóc sobie zaistnieć?

Małgorzata: Jestem przekonana, że tak jest. Przestrzegam przed myśleniem, że to muszą być fajerwerki. Z jednej strony zgadzam się, że to jest trudny i zepsuty rynek, z całkiem niskim progiem wejścia. Wystarczy kilka dobrych ujęć i już można nazwać się fotografem. To jest pewien ból, zbliżony do kategorii wirtualnej asysty, gdzie też jest niski próg wejścia i zdarzają się tam różne kwiatki. Fotografki, mają jednak tę przewagę, że jest to bardzo sensualny zawód. Dlatego nie podchodź do strategii jak do rocket science, że jak nie znajdziesz wyróżnika, to jest niedobrze i kręcisz się w kółko. Teraz uwaga. To WOW jest w tobie. Tak naprawdę, praca strategiczna w jednoosobowym biznesie, to odkrywanie tego, co jest unikatowego w sposobie, w jakim pracujesz. Fotografia – jasne! Robisz zdjęcia – jasne! Tu się kłania Simon Sinek ze swoim złotym kręgiem. Ludzi nie interesuje, co ty robisz. Oni wiedzą, że robisz zdjęcia i one im się podobają lub nie, ale tak naprawdę zdecydują się na pracę z tobą, ze względu na to jak i dlaczego to robisz. Gdy odpowiesz sobie szczerze na ww. pytania, to okaże się, że nie ma dwóch fotografek, które tak samo robią zdjęcia i z tego samego powodu. Zawsze opiszemy to inaczej. Marka to interpretacja rzeczywistości. Ja, opowiem o jakiejkolwiek wartości inaczej niż każda ze słuchających nas fotografek. To jest clue. Należy szukać w sobie i nauczyć się opowiadać o swojej pracy, a nie szukać jednego zdania JUST DO IT, chcę być jak Nike. Taki claim, który mnie poniesie. No nie. Oczywiście może się on zdarzyć, ale jeśli go nie ma, to bez znaczenia.

Basia: Czyli tak naprawdę trzeba się wsłuchać w siebie i zacząć mówić swoim głosem, a nie oglądać, brać i sklejać po trochę od każdego. Jeżeli się mylę to mnie popraw, ale według mnie, to jest budowanie nie siebie, tylko swojej sztucznej marki, niezgodnej ze mną. Mam przecież mieć przekonanie, że wszystko, co robię, jest moje. U mnie to tak wygląda, więc dla mnie to jest normalne i spójne, ale wiem, poprzez mój kontakt z osobami, które zaczynają, że się zachwycają, mają oko, ćwiczą technikę i stają w punkcie, kiedy muszą wyjść do ludzi z fotografią. Wtedy zadają sobie pytanie „ale którędy? Jak mam to zrobić?” I próbują zlepić swój świat, z tego co obserwują u innych. Ja uważam, że to jest najgorsze, co można zrobić. Czy zgodzisz się ze mną, że to klejenie z różnych osób jest niebezpieczne i się rozpadnie? To takie machanie skrzydłami, które i tak nie doprowadzi nas do tego co chcemy osiągnąć?

Małgorzata: Zdecydowanie. Myślę, że to najkrótsza droga do frustracji, bo ludzie takie rzeczy czują, gdy coś nie pasuje do danej osoby. Poza tym, tak jak mówisz, jeśli coś nie jest twoje, to bardzo szybko zacznie cię uwierać. Po pierwsze ludzie tego nie kupią, a po drugie ty będziesz się kręcić w kółko. Z jednej strony to rozumiem, bo początkujący fotografowie, którzy dopiero zaczynają monetyzować pracę, bardzo się martwią, że jak zawężą sobie grupę odbiorców, to nie będą zarabiać. Często się z tym spotykam i myślę, że fotografki są w tej grupie, że robią zdjęcie dobre dla wszystkich, lub w jakimś najmodniejszym nurcie, bo wydaje im się, że takie zdjęcia trzeba robić. Niedawno miałam 4 fotografki na warsztatach strategicznych. Dwie z nich zajmowały się portretami, a dwie innymi gałęziami fotografii. Każda miała inną motywację, co innego chciały światu powiedzieć i zupełnie z innej strony patrzą na kobiety, którym robią zdjęcia. To jest niesamowite. Można spojrzeć na kogoś i zerżnąć opis od kogoś lub się mocno wzorować, albo zapytać tak naprawdę, o co mi chodzi. Ja te strachy znam, rozumiem i szanuję, ale będę się upierać, że jeżeli chcemy gdzieś dojść, to musimy poszerzać strefę komfortu, zostawiać strachy z tyłu i robić większe kroki. Jednym z nich jest bardzo porządne zastanowienie się, co ja chcę robić, co we mnie jest moje, a co nie. Gdy zaczynamy tak rozmawiać, to okazuje się, że ktoś absolutnie nie chce pracować z dziećmi albo robić fotografii studyjnej, albo chce pracować cały czas w korporacji. Jeśli tak, to dlaczego tak nie robisz? Czemu na twojej stronie wiszą zdjęcia z wesel, z noworodkami znajomych itd. skoro chcesz pracować z czymś zupełnie innym? Wtedy pojawia się strach – bo się boję. Ja to rozumiem, ale po drugiej stronie rzeki jest zupełnie inna jakość, lepsze rzeczy. Musimy się odważyć na to przejście. Teraz mam taki pro tip dla wszystkich wahających się odnośnie zawężania grupy docelowej. Jest tak, że jak już coś robisz i zarabiasz, ale chcesz zmienić grupę docelową (ZUS trzeba opłacić, wiadomo), to rób te dochodowe rzeczy pod stołem, tak długo jak potrzebujesz tzn. do momentu, aż to, co chcesz robić, pozwoli ci mieć finansowy spokój. Jeśli chciałabyś robić portrety biznesowe, a wesela dają ci płynność finansową, to rób takie zdjęcia, ale markę komunikuj tylko do tych nowych ludzi. Na stronie ma być wszystko to, co przyciąga nowych klientów. Pod stołem rób, co chcesz, ale mów do tych ludzi wymarzonych. Skoro na razie co innego daje ci spokój finansowy, to możesz sobie pozwolić na to, żeby zrobić kilka rzeczy do portfolio za mniejsze pieniądze, lub poprosić znajomych, czy możesz im zrobić zdjęcia, żeby wrzucić je na stronę. Chodzi mi to, żeby raz na zawsze oddzielić świat, którego nie chcę (i robię to po cichu tak długo jak potrzebuję), od tego, który chcę i od ludzi, których chcę przyciągnąć do siebie. Gwarantuję, że prędzej czy później oni przyjdą. Trzeba się zdecydować i podjąć ten krok. Druga rzecz. Gdy już wiemy, z kim chcemy pracować, musimy się zastanowić dlaczego, co chcemy im powiedzieć i po co nam ten biznes. Siadamy i z bańki „mój odbiorca”, przechodzimy do bańki „moja marka”. Tu jest cała zabawa strategiczna. Motywacje, moje wartości, z czego to wynika, co ja obiecuję klientom, co jest innego we mnie, czego nie ma nikt inny. Nie na zasadzie porównywania, tylko pomyślenia o sobie filtrem unikalności. Skoro już wiemy, kim jesteśmy, to musimy się zastanowić jak powiedzieć o tym ludziom. Z mojego doświadczenia wynika, że to najtrudniejszy punkt. Masz już wszystko przemyślane i co z tym dalej zrobić? Ludzie nie mają poczucia, że to, co myślą jest ważne. Często czuję taki opór. „No dobrze, zrobiliśmy ćwiczenie, wypisaliśmy wartości i co z tego?” No właśnie to, że masz gotowy materiał do wyjścia do ludzi. W tym masz kopalnię emocji, opowieści, po prostu wszystkiego! „No ale jak mam to zrobić?” Umieść post na Instagramie i napisz co ci w duszy gra, pokaż swoją interpretację. Będę się upierać, że zdjęcie to jest rzecz wtórna. Estetyka, coś mi się podoba albo nie. To jest kwestia wyboru, czy w ogóle wejść na stronę. Ale jak już obserwuję 3 fotografów o podobnej do mojej estetyce, to wybiorę tego, z którym mam wspólne wartości, który mnie ujmie jako człowiek…

Basia: Którego polubisz, prawda?

Małgorzata: Tak! Z którym lubię pogadać przez social media. I jak przyjdzie wydać pieniądze, to wybiorę właśnie tę dziewczynę.

Basia: Super. Bardzo fajnie, że o tym mówisz. Zwróciłaś wcześniej uwagę, żeby pokazywać to, co chcesz przyciągnąć. Ja też tak uważam. Wtedy jest możliwość sprecyzowania się i pójścia do klienta, który cię interesuje. W moim wizualnym świecie, gdzie do klienta wychodzimy z obrazem, fotografki myślą, że wystarczy pokazać zdjęcie i już wszystko będzie zrobione. Traci się wtedy potencjał, o którym wspomniałaś, bo trzeba powiedzieć, co jest za tym zdjęciem. Trzeba pokazać więcej siebie. Tak jak zauważyłaś, pójdziesz do osoby, którą polubisz. Przez to, że pokazujemy zdjęcia nie nasze, tylko naszych klientów, to jest to ucinanie sobie możliwości, aby ktoś z zewnątrz mógł nas właśnie polubić. Zawsze mówię, że jeśli w social mediach zamiast zdjęcia profilowego mamy logo, to trochę dziwnie je polubić, bo nie wiemy co się, za nim kryje. Szczególnie w markach jednoosobowych. To my jesteśmy twarzą tych swoich małych marek. To powinna być taka twarz, którą można polubić, aby oswoić się z człowiekiem. Mam nadzieję, że to, co tak fajnie wcześniej opowiedziałaś, ugruntuje w sobie, że wiem, do kogo chce pójść i co chcę mu przekazać. To będą moje wartości. Nie trzeba się bać, że to są zwykłe rzeczy. Dla mnie np. to jest rodzina. To jest coś, o czym w świecie fotografii dziecięcej i rodzinnej, warto pisać (to ważne dla nas, ale także dla klienta), tak?

Małgorzata: Tak. Są dwie strony tego tak. Ludzi interesuje, co jest dla ciebie ważne, ale trzeba to tak przekazać, aby dla nich też było interesujące i jasne. Warto znać preferencje i potrzeby odbiorców. Nie zasadzajmy się jednak na tym totalnie, aby się nie okazało, że piszemy pod publikę.

Basia: Ale to nie w tę stronę.

Małgorzata: Podejrzewam, że nie o to chodziło. Chodzi o to, że jeśli piszę o swoich wartościach, to odbiorca ma wiedzieć, co z tego ma.

Basia: O, w tę stronę.

Małgorzata: Tak jak rozmawiałyśmy. Dla mnie wartością jest odwaga. Mimo że się boję, to robię. Poszerzam strefę komfortu. Dzięki temu moja marka rośnie, a biznes się rozwija. Odwaga, to jest coś, do czego zawsze będę namawiała małe marki i moich odbiorców. Dlatego powstały Marki Testowane Na Ludziach. Poszerzaj strefę komfortu i rób kolejne kroki. Powiedz ludziom „hej, nie jestem dla wszystkich”.

Basia: Że nie jestem szarlotką… to jest bardzo ważne. Albo zupą pomidorową.

Małgorzata: Dokładnie, i to jest w porządku. Chodzi o to, żeby wytłumaczyć ludziom po drugiej stronie, co to dla nich oznacza. Np. rodzina – że jak jest sobota i niedziela, to nie pracuję. Myślę, że odbiorcy powinny to wiedzieć i ich to ciekawi. Może jakiś szczególny sposób komunikacji nie jest z tobą możliwy, bo masz taką, a nie inną sytuację rodzinną. Dlatego ja nie skupiam się na tym, co chcą przeczytać klienci, bo to ja jestem twórcą i mam coś do przekazania. Jednak we wszystkim, co robię, ludzie muszą znaleźć wartość i muszą znaleźć swoje miejsce.

Basia: Muszą się w tym odnaleźć. Nawet w moich social mediach widzę, że najcieplejszym i żywym odbiorem, cieszą się treści, w których ktoś może się przejrzeć. Ja Basia, 6 lat temu też się bałam, robiąc pierwszą sesję, czy nawet z wyjść z fotografią do ludzi. To u mnie teraz temat na topie, bo rozmawiam z kursantkami, że to jest wyjście ze strefy komfortu. Wiele osób boi się, że za rogiem „czeka fala hejterów”, tak jak to powiedziała Patrycja, moja absolwentka. Okazało się, że się zawiodła, bo ona czekała, a ich nie było. Robimy sobie takie strachy w głowie, a potem miło się rozczarowujemy. Te strachy trzeba przepracować w sobie. Słusznie mówisz, żeby wychodzić na zewnątrz i robić odważne kroki do przodu. Bo jak wiemy, gdzie idziemy, to mamy szansę tam dojść. To bardzo mądre i ważne rzeczy.

Małgorzata: Chcę jeszcze powiedzieć o tej strefie komfortu. Ja nie lubię, stwierdzenia, że opuszczamy strefę komfortu, bo to sugeruje, że tam jest jakaś paszcza lwa. Uważam, że dobrym sformułowaniem jest poszerzać. O kolejne miejsca, ludzi, doświadczenia, w których ciągle czujesz się komfortowo, oprócz tego pierwszego razu. Tak jak nagrywanie live jest już w twojej strefie komfortu.

Basia: Bo doświadczysz tego.

Małgorzata: Chyba że ktoś lubi hard core’y, to może opuszczać. A jeżeli ktoś jest takim moim typem, że wolniej, lub bardzo wolno, to niech nie opuszcza, tylko poszerza. Tak jak czuje.

Basia: Tak, to jest nawet przyjemniejsze w przekazie, że nie wychodzę, tylko poszerzam strefę komfortu. Właśnie! Bo jak wychodzisz, to jak potem wrócisz, gdy będziesz za daleko? A poszerzanie, to robienie sobie miękkiego, wygodnego miejsca, tylko trochę większego. To jest bardzo cenne Małgosiu.

Małgorzata: Serio. Czasem słyszę „a co tu zrobić, żeby tak było? Tak łatwo ci mówić”. Łatwo albo nie łatwo. Pierwszy odcinek podcastu nagrywałam dwa dni.

Basia: Znam to, hihihi.

Małgorzata: Więc łatwo czy nie? To, że dziś przyszłam i mówię ci – nagrywajmy, bo za ścianą mogą się dziać dziwne rzeczy, to jest efekt tego, że kiedyś odważyłam się i wciągnęłam do swojej strefy komfortu nagrywanie podcastów. Teraz nie sprawia mi to trudności. Pamiętam, że zostałam zaproszona na pierwszego live’a 4 lata temu i odmówiłam. Zaproponowałam, że doślę nagranie i to zajęło mi 15 lat! Wysłałam je z drżącymi rękami, bo nie wyobrażałam sobie, jak można przez 50 min, opowiadać o sobie. Nie miałam problemów z wystąpieniami publicznymi, nie jestem człowiekiem, który się boi ludzi, ale to było totalnie nowe doświadczenie. Mogłam robić to co robiłam, ale jeśli nie wychodzisz do social mediów i nie nagrywasz publicznie, to jest zupełnie inna bajka. Można się czuć jak w przedszkolu. Niestety nie mam dobrych wieści, bo każdy myśli, że są na to jakieś magiczne formuły, a ich nie ma. Po prostu trzeba zacząć nagrywać.

Basia: A później nacisnąć publikuj z zamkniętymi oczami. Pamiętam ten pierwszy raz.

Małgorzata: Ta rada jest rozczarowująca.

Basia: Ale jest bezcenna. To trudne, a zarazem proste. Ja mój pierwszy odcinek, nagrywałam 4 -5 razy, bo chciałam nagrać wszystko perfekcyjnie w jednym ciągu. I zawsze zaczynałam od początku. U mnie to był osobisty odcinek, a realizacja zajęła mi 3 – 4 dni. Jak go publikowałam, to zamknęłam oczy. Byłam tak umęczona tym nagrywaniem, że było mi wszystko jedno, że świat się zawali, że usłyszę, że to się komuś nie podoba. Wiedziałam jednak, że dopóki tego nie opublikuję, to nawet się tego nie dowiem. Wiele osób nie próbuje nawet sprawdzić, czy ci hejterzy gdzieś są. W większości przypadków nikt nie puka, że „ale zrobiłaś coś złego” i się rozczarowujemy. Przekładając na świat fotograficzny, to jak masz zdjęcie, maksymalnie najlepsze na dany moment i jak się boisz, to napisz post zgodny z tobą, wyceluj kursorem na przycisk publikuj, zamknij oczy i go naciśnij. Tylko to może – jak to mówi Małgosia – poszerzyć strefę komfortu.

Małgorzata: No wiesz, to jest porada dla ludzi totalnie w stresie. Przecież nawet nie opuszczasz strefy komfortu! Spróbuj, sprawdź, czy ta granica nie jest z gumy. To będzie łatwiejsze. Miałam kiedy taką grupę, która założyłam z koleżanką i nagrywałyśmy codziennie krótki filmik, taki 3, 5, 7- minutowy, żeby nauczyć się mówić do kamery. Rozmawiałyśmy o głupotach. Na początku to było takie drewno, potem mniejsze i zaczęły się śmieszki, a następnie, odważyłyśmy się opowiadać merytorycznie. Sam fakt, że widzi cię jedna osoba, jest komfortowa, bo możesz sprawdzić, w jaki sposób to robisz i się poprawić.

Basia: Nawet technicznie się przygotować. Nabyć praktycznych rzeczy.

Małgorzata: Ja, gdy coś mówię, to patrzę w sufit. Szukam jakichś inspiracji, tak jakbym sama ze sobą prowadziła tam dialog. Przewracam oczami w górę i w dół. Niektórzy, którzy mnie znają, mówią, że to jest takie teatralne, tak jakbym wzdychała „ach, że ja tu muszę z wami siedzieć”, a niektórzy znajomi, mówią, że tak jakbym miała coś tam napisane i czytała. Oczywiście, można to zrobić lepiej, bardziej telewizyjnie, tylko że, to co mam do powiedzenia jest istotne i ważniejsze. Jeżeli komuś przeszkadza, że ja przewracam oczami tzn. że nie jestem dla niego, a to, co mówię, nie interesuje go na tyle, żeby nie zwracać uwagi na wodzenie oczami. Kolejna bardzo ważna rzecz, ale na koniec. Czy my już kończymy?

Basia: Nie, spokojnie. Ale możemy powoli zamykać klamrą.

Małgorzata: Chciałam powiedzieć coś do kobiet. Zostałyśmy wychowane, że ekspert ma wąsy i jest mężczyzną.

Basia: Hihihi, i ma na imię Ryszard.

Małgorzata: Tak, ma na imię Ryszard albo Andrzej. Występuje w telewizji, ma brodę, 38 lat doświadczenia, napisał 4 książki i jest profesorem doktorem habilitowanym. I jak już jesteśmy tam, gdzie on, to mamy prawo wypowiedzieć swoje zdanie, a jeśli nie, to jesteśmy oszustkami i musimy znaleźć swoje mikro grono i mamy sobie tam umniejszać. Jesteśmy wtedy Gosiami, kryjemy się za słowami typu strateg, aby to brzmiało lepiej. Dochodzimy wtedy do momentu, kiedy zdajemy sobie sprawę, że nie musimy być strategiem, żeby mieć coś do powiedzenia. Można być strateżką, ekspertką, chirurżką.

Basia: Można być fotografką.

Małgorzata: Tak. Ostatnio w Pytaniu na Śniadanie, krążył wycinek z wywiadem przyszłej chirurżki, że kobiety w pracy łagodzą obyczaje itp. Kurczę, dziwne. Ja myślałam, że chirurżka leczy, robi operacje, skończyła 150 lat studiów. Ale nie. Ona łagodzi konflikty i sprawia, że innym chirurgom (mężczyznom) w pracy jest lepiej.

Basia: To jest dramat.

Małgorzata: Myślę sobie „matko, ale to jest poważna funkcja”. Wyobraź sobie, że jak się Andrzej pokłóci z Ryszardem, to się operacja nie odbędzie. Ale dzięki temu, że ona wkroczy do akcji (9 lat się uczyła co wtedy zrobić), ma pewną rękę i ona mówi „o nie moi drodzy! Czas już uspokoić, wyciszyć…”

Basia: Hihii „Zaprzestać! Operujmy”

Małgorzata: „Ja będę w 7 rzędzie, tylko się nie kłóćcie chłopcy”.

Basia: „i łagodzić obyczaje, a wy operujcie”

Małgorzata: Tak. To przez to, że jesteśmy wychowane w świecie, gdzie odmawiało nam się głosu. Świat ekspercki należy do mężczyzn. Wzrastałyśmy w przekonaniu, że jeżeli coś mądrego, to musi powiedzieć mężczyzna, a jeśli kobieta, to musi wykuć w skale swoje umiejętności, a i tak ktoś ją potraktuje, jak kogoś, kto łagodzi obyczaje.

Basia: To jest ogromnie krzywdzące.

Małgorzata: Ona skończyła dokładnie te same studia, wie tyle samo, a ktoś sprowadza ją do roli łagodzącej obyczaje. Tak zostałyśmy wychowane i jak rozmawiam z ekspertkami, to pomijając element ekspertyzy, omawiamy wartości marki, mówimy o misji, a dziewczyny myślą „a jak ja to powiem?”

Basia: Że to nawet nie wypada.

Małgorzata: „Ale kogo to obchodzi, co jest dla mnie ważne?” Ja wtedy się egzaltuję, bo ten temat mnie bardzo mocno dotyka. Właśnie wszystkich to interesuje! Twoi odbiorcy przychodzą do ciebie i jeśli obserwują twój profil, to robią to dla ciebie. Twój głos jest ważny. Wracając do ekspertyzy, to zauważam (choć to moja dedukcja), że jest taki moment, że na początku jest niepewność, niezależnie od tego, jakie masz wykształcenie. Zawsze odbijasz się w oczach innych. Gdy ktoś napisze jakikolwiek komentarz, to jest wertowanie książek, bo może się pomyliłam, a może coś się nie zgadza. Dużo wody musi upłynąć, komentarzy i nerwów, ale przychodzi taki moment, że słuchasz kogoś i mówisz „ej, ale on głupoty gada”. Potem słuchasz kolejnej ekspertki czy eksperta i mówisz „ale ja się nie zgadzam z tą teorią, to jest dziwne”. Zaczynasz układać sobie w głowie, że myślisz inaczej.

Basia: Dajesz sobie prawo, że możesz mieć swoje zdanie.

Małgorzata: O to chodzi. A potem przychodzi moment, że czekasz, aż ktoś się z tobą nie zgodzi i będzie super dyskusja, bo masz pełne osadzenie w sobie, pełną zgodę, że „ok, nie zgadzasz się. Wywaliłeś komentarzem całą moją teorię do góry nogami. Chyba sobie zrobię kanapkę ze smalcem”.

Basia: Wczoraj miałam spotkanie z moimi klubowiczkami i tam pojawił się analogiczny temat, że publikujemy zdjęcie i dostajemy nieprzychylny komentarz. Tak jak ja, gdy opublikowałam zdjęcie na jednej z fotograficznych grup. Tam, bardzo często przychodzą osoby, tylko po to, żeby udowodnić, że są najmądrzejsze, ale nic za tym nie idzie. Takie osoby, z niespełnionymi ambicjami, że życie nie pozwoliło im iść w tę stronę, które mają „misję”, mówić o tym co robimy źle. Nigdy nie widzą niczego dobrego, tylko wylewanie goryczy z siebie. Więc gdy opublikowałam zdjęcie i ktoś przysiadł, napisał coś nieprzychylnego, to odpisałam, że jasne, może się tobie to nie podobać, ale moje zdanie jest inne, to moje zdjęcie i takie ma zostać. Wiem, że na początku, gdy nasza pozycja w sobie jest nie ugruntowana, zwracamy uwagę, co mówią inni. Gdy nie jesteśmy pewne swego, to każdy może nas pchnąć w każdą stronę i będziemy się zastanawiać czy ma rację. Ja np. sprawdzam, czy to jest ktoś, kto przeszedł drogę, jest specjalistą/ką i czy coś tam jest wartościowego. Jeśli tak, to można się nad tym pochylić i wziąć coś dla siebie. Jeśli nie, to nie ma się czym przejmować. Dojście do takiego poziomu, gdzie to czytasz i masz odwagę napisać, że „ok, ty masz takie zdanie, ale ja mam inne i przy swoim zostaję. Idę jeść kanapkę ze smalcem” to jest droga, którą idzie się czasem latami. Jest nadzieja, że można tam dojść i jest tam fajnie.

Małgorzata: Też jestem za tym, żeby przejmować się opinią ludzi, którzy są dalej niż ty.

Basia: Bo to może coś wnieść.

Małgorzata: Jasne. Tylko ja widzę różnicę pomiędzy odpisaniem – nawet jeśli ma się sto milionów nagród – „Basia, a może wciśnij tamten zielony guzik na dole, bo tutaj słabo wyszło coś tam”, a „co za gówno”.

Basia: No oczywiście, bez dwóch zdań.

Małgorzata: Bo jeśli ktoś pisze „buhehe”, to nie jest dla mnie konstruktywny komentarz. Ja w ogóle na to nie patrzę. Oczekuję, że jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, żeby napisał, jak można wg. niego poprawić niedociągnięcie. To sprawia, że taki komentarz wezmę do siebie i nacisnę ten zielony guzik. Oczywiście, może się okazać, że naciskałam ten guzik i ten efekt mi nie pasował, dlatego jest bez. Ale komentarz, a komentarz. Jest zasadnicza różnica.

Basia: Myślę, że ważna jest też klasa człowieka, który chce nam coś pokazać. Można napisać wiadomość prywatną, żeby nie roztrząsać wszystkiego na forum publicznym, pod postem. Dobrze droga Małgosiu. Bardzo się cieszę z naszej rozmowy. Jestem przekonana, że jest w niej dużo wartościowych treści, którymi się podzieliłaś. Na koniec chciałabym poprosić o takie potwierdzenie, błogosławieństwo, hihihi, jak w dobrej rodzinie. Czy można powiedzieć, że aby się wyróżnić na rynku fotograficznym, nie trzeba być bardzo wyjątkowym, tylko być autentycznym i działać konsekwentnie?

Małgorzata: Nie zgadzam się. Wyjątkowym, czyli jakim? Każdy jest wyjątkowy.

Basia: Chodzi bardziej o takie WOW!, że nie trzeba mieć zielonych włosów, żeby się wyróżnić.

Małgorzata: A o to chodzi. To tak, nie trzeba mieć zielonych włosów, na pewno. W każdym jest coś. Naprawdę, jakby przyszło do mnie 38 fotografek, to każda z nich wyjdzie z czymś, co byłoby zupełnie inne od reszty. Pracujemy na tym co jest w was. To jest niesamowite, że marka osobista, jest o was, o waszym spojrzeniu, interpretacji rzeczywistości.

Basia: Czyli trzeba być sobą i w tym szukać.

Małgorzata: Tak. Ale jeszcze chciałam powiedzieć o tym smalcu. Żeby był z fasoli. Nie ze zwierząt, tylko z fasoli. Szkoda zwierząt.

Basia: Mmm, z fasoli. Dobry jest. To jest też taka bezcenna rada. Dużo wszelkich treści się pojawiło, hihihi. Czyli to błogosławieństwo było bardzo potrzebne, hihihi. Powiedz jeszcze, gdzie można odnaleźć cię w internetach i posłuchać twojego bogatego w treści podcastu.

Małgorzata: Mojego podcastu Marki Testowane Na Ludziach szukajcie we wszystkich podcastowych aplikacjach, również na Spotify, a całe info i bloga znajdziecie na www.wardaszka.com.

Basia: Można cię jeszcze znaleźć na Facebooku i Instagramie.

Małgorzata: Tak, ale to wszystko jest ze sobą połączone. Jak traficie w jedno miejsce, to łatwo traficie w inne. Zapraszam.

Basia: Zapraszam, żeby odwiedzić Małgosię, bo jest tam naprawdę mnóstwo merytorycznych i pomocnych treści. Dziękuję ci bardzo, było bardzo miło. Cieszę się, że pojawiło się dziś dużo, różnorodnych wątków, włącznie z pogłaskaniem podniebienia smalcem z fasoli. Doceniam i dziękuję.

Małgorzata: Również dziękuję, do usłyszenia.

Basia: Dziękuję, za czas spędzony ze mną i Małgosią. Będę ci wdzięczna, jeśli podzielisz się tym odcinkiem na swoich mediach społecznościowych, albo powiesz swojej koleżance, że jest taki podcast. Ściskam cię mocno i do usłyszenia już za tydzień.

92 odcinków