Odcinek 96. Silna kobieta w drodze po swoje marzenia. Rozmowa z absolwentką AMF Jagodą Kolasińską.

56:35
 
Udostępnij
 

Manage episode 319034633 series 2966036
Stworzone przez Basiolandia czyli Basia Strzelec, odkryte przez Player FM i naszą społeczność - prawa autorskie są własnością wydawcy, a nie Player FM, a dzwięk jest przesyłany bezpośrednio z ich serwerów. Naciśnij przycisk Subskrybuj, aby śledzić aktualizacje Player FM, lub wklej adres URL kanału do innych aplikacji podcastowych.

Witam Cię w 96 odcinku podcastu WIĘCEJ NIŻ FOTOGRAFIA.

Zapraszam Cię bardzo serdecznie na kolejną inspirującą rozmowę z Absolwentką AKADEMII MAGICZNEJ FOTOGRAFII Jagodą Kolasińską. Jagoda jest przede wszystkim mamą cudownej Zosi i wspaniałego Stasia. Jest odważną fotografką, która na swoich sesjach w plenerze oswaja inne dzieci z aparatem 🌸 Kobieta o wielu pasjach i zainteresowanich. Blogerka, wielbicielka tańca 💃 i sportów ekstremalnych 🏄🏼‍♀️

Fotografia w życiu Jagody przewijała się od lat. Ale na poważnie zaczęła o niej myśleć po narodzinach córeczki Zosi. Znalazła mnie w social media i dołączyła do fotograficznego wyzwania, o którym dowiedziała się ode mnie dzień przed jego rozpoczęciem. Po wyzwaniu (a raczej dwóch wyzwaniach 😊) ukończyła kurs “Fotografia dziecięca z odrobiną magii”, po którym już wiedziała, że nie może się zatrzymać. Chciala wiedzieć więcej i robić więcej. Przyszła pora na kolejny kurs “Obróbka w Lightroom z odrobiną magii”. Dołączyła do KLUBU AMF, w którym zdobyła wiedzę o tym, jak wystartować z własnym biznesem☺️ W tym roku ruszył nowy program mentoringowy Masterka AMF – który powstał z myślą o kobietach chcących rozwijać siebie i swój fotograficzny biznes 😊😊😊

Dzięki determinacji Jagody i jej ciężkiej pracy na 100% szybko przyszły efekty, a wraz z nimi pierwsi Klienci. Jak sama mówi, kursy rozwinęły ją w każdym możliwym kierunku i dodały odwagi, aby wyjść z fotografią do ludzi ☺️
Jak wyglądała Jagody droga do zostania Fotografką? Wysłuchajcie sami 😊

O CZYM POSŁUCHASZ W TYM ODCINKU:

  • kim jest Jagoda i czym zajmowała się przed fotografią,
  • jaka droga doprowadziła ją do fotografii,
  • że wszystko zaczęło się od darmowego wyzwania,
  • jak łączyć macierzyństwo z fotografią,
  • że sesje barterowe to strzał w dziesiątkę,
  • czy sesje zdjęciowe w plenerze z dziećmi to dobry pomysł,
  • czy prowadzenie fotograficznego biznesu z dwójką małych dzieci to bułka z masłem.

sesja w plenerze zdjęcie w plenerze

Zdjęcia przed kursem

jesienna sesja w plenerze

zdjęcie w sadzie

Zdjęcia po kursie

Koniecznie odwiedź Jagodę na Instagramie i zostaw jej masę ciepła 🧡🧡🧡

INSTAGRAM

👉 jagodakolasinska

👉 jagodovekadry

JEŚLI CHCESZ TAK JAK JAGODA ZACZĄĆ SWOJĄ PRZYGODĘ Z FOTOGRAFIĄ, DOŁĄCZ JUŻ DZIŚ DO AKADEMII AMF >>>TUTAJ<<<

ZIMOWY EBOOK
20 pomysłów na zimowe zdjęcia w plenerze

Kupisz go >>>TUTAJ<<<

Kompleksowy poradnik jak zrobić magiczne zdjęcia jeszcze tej zimy!

Znajdziesz tutaj konkretne porady, przykładowe zdjęcia wraz z parametrami oraz gotowe palety kolorystyczne, co zdecydowanie ułatwi Ci pracę podczas sesji zdjęciowej w plenerze!
Zdjęcia z Zimowego Ebooka pobudzą Twoją wyobraźnię i kreatywność, a sprawdzone TIP-y ułatwią zaplanowanie zimowej sesji w plenerze!

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ OSÓB ZAINTERESOWANYCH WIOSENNĄ EDYCJĄ KURSU W AKADEMII MAGICZNEJ FOTOGRAFII

>>>TUTAJ<<<

Jeżeli masz ochotę dołączyć do Akademii, to bardzo serdecznie Cię do niej zapraszam.

JEŚLI CHCESZ MNIE ODWIEDZIĆ TO ZAPRASZAM CIĘ DO MOICH MIEJSC W SIECI

✔ FACEBOOK: BASIOLANDIA.FB

✔ INSTAGRAM: BASIOLANDIA.IG

✔ STRONA WWW: BASIOLANDIA.STRONA

✔ YOUTUBE: BASIOLANDIA.YOUTUBE

ZAPRASZAM CIĘ DO MOJEJ GRUPY NA FB: BASIOLANDIA.GRUPAFB. Będziemy tam rozmawiać o tematach poruszanych w podcastach i nie tylko.

GDZIE MOŻESZ SŁUCHAĆ MOJEGO PODCASTU

🎤 na moim kanale YouTube: BASIOLANDIA.YOUTUBE

🎤 katalog w iTunes: BASIOLANDIA.ITUNES

🎤 spotify: BASIOLANDIA.SPOTIFY

🎤 wyszukanie frazy „WIECEJ NIŻ FOTOGRAFIA” w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie

TRANSKRYPCJA ODCINKA:

Dzień dobry! Witam Cię bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu „Więcej niż fotografia”.

Dziś zapraszam Cię na kolejny odcinek z serii Niezwykłe Historie Moich Kursantek, czyli kursantek Akademii Magicznej Fotografii. W dzisiejszym odcinku mam zaszczyt rozmawiać z niesamowitą kobietą, która jest moją kursantką, klubowiczką, a obecnie bierze udział w programie „Masterka AMF”, jest mamą dwóch przecudownych istot – Zosi i Stasia. W swoim życiu robiła przeróżne rzeczy i w tym podcaście dzieli się z nami tą historią. Opowiada jaka droga doprowadziła ją do tej fotografii, a uwierz mi, była zaskakująca. Ja słuchałam tych opowieści z zapartym tchem i teraz zapraszam Cię do wysłuchania mojej rozmowy z Jagodą Kolasińską. Zapraszam Cię na tę inspirującą rozmowę. Oczywiście z filiżanką ulubionej herbaty.

Basia: Witam Cię serdecznie Jagodo. Bardzo się cieszę, że przyjęłaś zaproszenie do mojego podcastu. Na sam początek proszę Cię, żebyś powiedziała kilka słów o sobie.

Jagoda: Hej wszystkim. Bardzo się cieszę, że zaprosiłaś mnie do swojego podcastu, czuję się bardzo wyróżniona. Nazywam się Jagoda Kolasińska i na co dzień jestem mamą rocznego Stasia i czteroletniej Zosi.

Basia: Sama jestem wielką fanką Stasia. Musiałam to powiedzieć, bo to jest po prostu tak przeuroczy młodzieniec, że musiałam to wtrącić, ale przepraszam, że Ci przerwałam Jagoda. Możesz kontynuować.

Jagoda: Głównie zajmuję się macierzyństwem, ale też zaczęłam zajmować się fotografią. W międzyczasie staram się gdzieś wyskoczyć na wake’a, czyli wakeboarding, bo wcześniej uprawiałam, można powiedzieć, że zawodniczo ten sport. Mogę opowiedzieć co nieco o tym, co to jest.

Basia: Jasne, opowiedz o tym, bo to jest bardzo interesujące.

Jagoda: Dokładnie, bo nie każdy wie, o co chodzi. Wakeboarding to jest taki wodny sport deskowy i można go uprawiać za motorówką albo na wyciągu tak, jak ja to robiłam. Ja głównie jeździłam tutaj po całej Polsce i zwiedzałam różne wyciągi i ćwiczyłam. Wyjeżdżałam też za granicę, byłam 2 razy w Tajlandii i tam właściwie skończyła się moja kariera zawodnicza, bo tam zerwałam sobie więzadło w kolanie i tak już się tam posypałam trochę.

Basia: Ale to jest taki bardzo ekstremalny sport.

Jagoda: Tak, to prawda. To jest bardzo przede wszystkim siłowy sport i techniczny, bo to polega na tym, że są 2 rodzaje takich trików, które robisz, niektórzy to nazywają akrobacjami, a fachowo triki. Takie, które wykonujesz z przeszkód, na przykład jakieś slidery, czy kickery – takie skocznie, które wybijają cię w górę i ty musisz zrobić na przykład jakiś przewrót albo chwycić deskę, przełożyć drążek naokoło ciała. Są zawodnicy, którzy 5 razy okręcają się wokół własnej osi i lądują.

Basia: To nie brzmi to, jak spokojna jazda na łyżwach, bądź bieganie.

Jagoda: Nie, ale jest bardzo uzależniające. A drugim rodzajem trików są triki z tak zwanej zacinki, czyli jeżeli masz linę i płyniesz wzdłuż niej, ona cię ciągnie, bo do liny głównej masz podłączony drążek, który trzymasz i on Cię ciągnie do przodu, to musisz odpłynąć maksymalnie pod kątem prostym w bok i tak jakby wyrzucić za siebie nogi i to Cię po prostu wyrzuci tak, jak z procy.

Basia: O! Super!

Jagoda: Ty się zapierasz, puszczasz i lecisz w górę, musisz się okręcić. Są różne rodzaje trików, to trzeba po prostu zobaczyć, bo ciężko wytłumaczyć.

Basia: Jak teraz tak patrzę na Ciebie Jagoda, bo Ty jesteś taką filigranową istotką i połączę to z tym wszystkim, co mówisz właśnie o tym ekstremalnym sporcie, to gdybym nie widziała tego na zdjęciach, gdzieś tam jeszcze na początku Twojego profilu instagramowego – bo tam gdzieś się do nich dokopałam – to powiem szczerze, że ciężko byłoby mi w to uwierzyć. Ogromny szacun, bo ja raczej nie jestem wodolubna, a jeszcze wyprawiając takie akrobacje, to byłoby po prostu dla mnie – przynajmniej patrząc z tego punktu, w którym jestem – nieosiągalne, więc brawo! Powiedz mi, czy po tej kontuzji więzadła, już powrót do tego sportu był niemożliwy? Co się zadziało wtedy?

Jagoda: Wiesz co, to było możliwe, tylko że ja wtedy zaszłam w ciążę, jak już miałam mieć rekonstrukcję kolana, więc musiałam 9 miesięcy odczekać, a później jeszcze 6 miesięcy odczekać, bo do operacji musi być znieczulenie, później są środki przeciwbólowe, więc jeżeli chciałam karmić, to musiałam odczekać 6 miesięcy. Później nastąpiła ta rekonstrukcja, a niestety po ACL-u jest bardzo długa rehabilitacja. Powinna trwać mniej więcej 8-9 miesięcy, takiej regularnej pracy z ciałem i z tą nogą, ale przede wszystkim też trzeba pracować nad wzmocnieniem ciała, bo właściwie przez tydzień po operacji zanika mięsień. Właściwie mi zanikł chyba w połowie mięsień taki, jak miałam w nodze. Ja miałam aż wklęsłą nogę i to trzeba wszystko odbudować. Dla tego więzadła jest bardzo ważne, żeby to miejsce obudować mięśniami, żeby to kolano było stabilne.
Nad tym trzeba pracować, bo wiadomo, jak mięśnie tak szybko się budują i jak szybko zanikają bez pracy. To chyba było najcięższe. Ja chodziłam 3 razy w tygodniu po 4 godziny na rehabilitację. Czasami była tam Zosia w foteliku, czasami nie, więc dużo mnie to kosztowało i później pracy takiej fizycznej na siłowni, żeby wróciła też góra do porządku, bo umówmy się, jak pływasz, to pracuje całe ciało i to jest mega fajne, bo ja na przykład strasznie nie lubię czuć wysiłku fizycznego, takiego na przykład, jak na siłowni, że pocisz się i robisz coś statycznie. Tam po prostu płyniesz, czujesz taki wiatr we włosach i czujesz, że fruwasz skacząc i to jest mega fajne, bo to właściwie jest taka adrenalina, że nie czujesz zmęczenia. Czasami schodzisz z tego wyciągu i dopiero padasz. Endorfiny się uwalniają, Ty wracasz do normy i nie możesz na drugi dzień chodzić, bo masz takie zakwasy. Polecam.

Basia: I aż do następnego razu, tak?

Jagoda: Dokładnie. No zakwasy są potężne naprawdę, jeżeli ktoś tego nie robił, to trzeba to robić naprawdę regularnie, żeby później nie odczuwać zakwasów. Ja na przykład ćwiczyłam bardzo regularnie. Właściwie to codziennie po godzinie to było minimum i wystarczy, że zrobiłam tydzień przerwy i już forma spadała o 30%. Naprawdę trzeba regularnie pływać, żeby nie odczuwać żadnych skutków.

Basia: Super, więc to jest bardzo wymagający sport. Czyli, żeby dopytać, żeby nikogo nie zostawić w niepewności – kolano doszło do swojej formy? Wszystko wróciło po tej operacji?

Jagoda: Tak, wszystko jest w porządku. Jest teraz osłabione z racji tego, że po prostu mniej pływam i ono zawsze będzie bardziej osłabione, ale staram się pracować nad tym i jak mam wolną chwilę, żeby sobie krzywdy później nie zrobić.

Basia: Jasne, to też jest bardzo ważne.

Jagoda: Także Basiu, jakbyś bardzo chciała, jak kiedyś w Polsce będziesz, to zapraszam, ja Cię wszystkiego nauczę.

Basia: Dziękuję bardzo za zaproszenie, ale nie wiem, czy jestem gotowa na żegnanie się z moim życiem w tak wczesnym wieku.

Jagoda: Jesteś, jesteś. Nauczyłam mojego tatę, to wszystkich nauczę, naprawdę.

Basia: O matko. Dobrze, więc jak kiedyś będę chciała podjąć wyzwanie, to jak najbardziej się zgłoszę. Na razie staram się zgłębić tajniki nart biegowych i po tym są też zakwasy, więc nawet nie chcę sobie wyobrażać co jest po takim weak’u, bo to musi być kumulacja, po prostu wszech miar. Cudownie. W ogóle ja bardzo lubię takie historie, takich filigranowych kobietek, które po prostu robią takie niezwykłe rzeczy. Chciałabym teraz przejść trochę do tej fotografii. Jak w ogóle na tę fotografię trafiłaś, skąd to się wzięło, czy to się pojawiło właśnie w momencie, kiedy pojawiła się Zosia, czy historia z fotografią zaczęła się wcześniej? Podziel się z nami swoją historią.

Jagoda: Tak właściwie to mój tata był takim freakiem fotograficznym. Nigdy nie robił jakoś zawodowo zdjęć, ale potrafił przejechać pół Polski na rowerze, żeby pojechać po jakąś część, która ważyła więcej niż rower i sobie kompletował. Mam na przykład po nim starego Zenita z obiektywami. Naprawdę taki sztos. Więc skądś to się wzięło u mnie, ale tak naprawdę to ja kiedyś prowadziłam bloga, jak miałam 12 lat.

Basia: Niesamowite.

Jagoda: Dokładnie, bo wtedy wszyscy musieli mieć tego bloga, więc ja miałam też. Były takie 2 rodzaje stron, gdzie mogłaś sobie go założyć. Jeden to udostępniał szablony, właściwie tylko obrazki wstawiałaś i gotowe, a w drugim musiałaś pisać swój własny HTML. Ja oczywiście wybrałam to. Jestem po prostu takim człowiekiem, że jak już się zaprę, to ja przewertuję chyba całe internety, żeby się nauczyć tego i tak też zrobiłam. Nauczyłam się pisać HTML.

Basia: Wow! Po raz kolejny wow.

Jagoda: Ściągnęłam sobie Photoshopa i tam tworzyłam swoje pierwsze grafiki właśnie na tego bloga.

Basia: Chciałabym podkreślić, że tu jesteśmy w wieku 12 lat, tak? 12-letnia Jagoda. Chciałam to podkreślić.

Jagoda: Dokładnie tak. Może to brzmi tak przerażająco, może nie każdy to robił, ale każdy prowadził bloga. Ja to się strasznie zajarałam czymś takim i właściwie to godzinami siedziałam, jak tylko miałam czas i zgłębiałam wiedzę na ten temat.

Basia: O jakiej tematyce był ten blog, powiedz mi.

Jagoda: Właściwe wtedy każdy chyba prowadził o życiu, co robił, co u niego. Taki osobisty właściwie blog, trochę zdjęć. Ja już nawet nie pamiętam, czy wstawiałam jakiekolwiek zdjęcia, ale treści pisałam, mimo że nie jestem jakimś twórcą, jestem lakoniczną osobą, więc moje wypowiedzi były bardzo krótkie. Wertowałam sobie Internety, szukałam innych stron i tak się też przez to uczyłam HTML-a. Wchodziłam sobie w plik źródłowy i czytałam po wcześniejszym nauczeniu się komend, rozróżniałam, co jest czym, co i gdzie, i pisałam sobie powoli. Później ruchome grafiki sobie robiłam, dalej gify.

Basia: Wiesz, świetnie. Myślę Jagoda, że każdy, jak miał 12 lat to, to robił. Ja powiem Ci, że ja nawet nie wiedziałam, co to jest HTML w wieku 12 lat, więc imponująca jest ta Twoja historia. Kontynuuj, bo chyba zaczynam odnosić wrażenie, że coś mnie w dzieciństwie ominęło.

Jagoda: Ja to długo robiłam, już nie pamiętam, chyba do 15. roku życia. Nie wspomniałam o tym nigdy, że ja byłam tancerką od 6 roku życia. Główną moją pasją był taniec i w wieku 15 lat pojechałam na warsztaty. To też bardzo śmieszna historia. Ja pochodzę z takiej małej miejscowości pod Toruniem, z Rypina i pojechałam na warsztaty, to były warsztaty pierwszej edycji You Can Dance. Ja tam zobaczyłam takiego choreografa i po prostu się zakochałam. Pojechałam, zapisałam się do niego na warsztaty, ale nie było na poziom podstawowy miejsc, więc zapisałam się oczywiście zaawansowany, gdzie wiedziałam, że nie mam szans po prostu tam przetrwać, ale musiałam tam być, więc tak też uczyniłam. Po pierwszym dniu okazało się, że miałam rację, bo po prostu zginęłam na tych zajęciach. Tam już byli zawodowi tancerze po balecie, po wszystkim, po jazzach – bo to był jazz modern jazz. Generalnie, jak to ja, jeszcze stanęłam w pierwszej linii i właściwie wszystko na odwrót robiłam. Po warsztatach zagadałam do tego choreografa, że przepraszam, ale ja musiałam być na tych warsztatach i że sobie nie radzę. On mi załatwił miejsce w tej podstawowej grupie i się okazało, że jesteśmy prawie z jednej miejscowości. On z Torunia, ja z Rypina i on powiedział, żebym przyjeżdżała do Warszawy, to on mnie nauczy tańczyć.

Basia: Wow! Super!

Jagoda: No i tak już zostałam. W wieku 15 lat zmieniłam szkołę. Właściwie to nikogo tu nie znałam w Warszawie, jak się przeprowadzałam. Zaczęłam tańczyć i długo, długo to się ciągnęło. Oczywiście doznałam kontuzji, która uniemożliwiła mi dalszy rozwój. Nie wiem, czy powinnam mówić, ale przywodziciel odklejał mi się od kości, a to przy wszystkich szpagatach, przy wszystkich wyrzutach po prostu mega bolało, więc zrezygnowałam i wtedy zaczął się wakeboarding. Też przypadkiem, bo poznałam jakichś ludzi, którzy to uprawiali.

Basia: Ale to chyba nie było takie delikatne po tej wcześniejszej ciężkiej kontuzji tanecznej? To tak dość odważnie, bo jednak poszłaś w ekstremalny sport.

Jagoda: Tak, ale to zupełnie inna praca ciała. To, co mi się stało, to w ogóle nie przeszkadzało mi w uprawianiu wakeboardingu. Tak właściwie, to z początku mi się w ogóle nie podobał ten sport. Ja właściwie to zrobiłam – taki pikantny szczegół zdradzę – zrobiłam to dlatego, żeby zrobić na złość mojemu byłemu, bo ja sobie kupiłam deskę, kupiłam cały sprzęt, na który zbierałam całe życie, bo wtedy cały taki sprzęt to kosztował 6-7 tysięcy, a ja byłam małolatą, no to co. Jemu to się bardzo nie spodobało i się rozstaliśmy. Ja mówię: „no to ja Ci pokażę” i znalazłam życzliwych ludzi, między innymi z tego sklepu, co kupowałam sprzęt. Michał pomógł mi bardzo, bardzo i tak jakoś się zaraziłam tym wakeboardingiem.

Basia: Poszło po złości: „ja Ci tu pokaże”, a potem była z tego super przygoda. Niesamowite.

Jagoda: Bo ja jestem taką osobą, że jak już coś zacznę, to muszę robić to najlepiej, taki profesjonalizm, który z jednej strony jest super, bo zmusza mnie do pracy i ja cały czas robię coś, żeby robić najlepiej, ale z drugiej to jest też mega niszczące, bo nigdy nie jestem zadowolona ze swojej pracy i zawsze twierdzę, że zawsze mogę coś zrobić lepiej, ale pracuję nad tym.

Basia: To się da wypracować. Ja wiem dokładnie, o czym mówisz, bo ja też jestem perfekcjonistką i da się z tym pracować, i warto to robić, bo szkoda czasami życia tak naprawdę, żeby uparcie jeszcze chcieć ulepszać to, co jest dobre. Także powiedz kochana, gdzie się ta fotografia pojawiła, bo była, przewijała się, ale kiedy tak faktycznie stwierdziłaś, że ta fotografia to będzie kolejny taki krok? Czy jeszcze coś po drodze było?

Jagoda: O kochana, było, było. Jak miałam 18 lat, zapragnęłam mieć swoją pierwszą lustrzankę. Jakaś taka mega amatorska, ale właściwie to ja chodziłam, porobiłam kilka zdjęć mojej siostrze, porobiłam kilka zdjęć sobie i stwierdziłam, że: „a nie mam czasu na to i w ogóle”. I tak leżała i leżała. Kupiłam sobie drugą lustrzankę, bo tamta mi się uszkodziła, żeby nagrywać filmiki na wake’a. Tyle mojej styczności z aparatem. Praktycznie to ja zaczęłam robić zdjęcia właściwie, jak Zosia się urodziła, bo każda mama chce uwiecznić, jak najwięcej momentów ze swoim dzieckiem, jak jest malutkie i jak rośnie, i każdy moment. Ja właściwie robiłam zdjęcia telefonem. Praktycznie wszystkie zdjęcia na moim profilu – do momentu zapisania się na kurs – są zrobione telefonem. Chyba że ktoś mi robił, to wstawiłam zdjęcia robione aparatem. Stwierdziłam, że fajne to i mogłabym się kiedyś zająć, ale nigdy nie pomyślałam, że mogłabym się zająć tym na poważnie i na tym zarabiać. Takim momentem to był właśnie Twój profil na Instagramie, który wyświetlił mi się tak przypadkiem, bo był po prostu link sponsorowany i ja weszłam i mówię: „o nie, ja muszę robić takie zdjęcia”.

Basia: Czyli byłam kolejnym takim „ja muszę takie”?

Jagoda: Dokładnie. Od razu do Ciebie napisałam, jaki sprzęt jest potrzebny, co byś doradziła i w ogóle. Okazało się, że Ty masz na drugi dzień wyzwanie, foto wyzwanie, więc od razu się zapisałam.

Basia: I Ty byłaś na tym wyzwaniu, w którym planowałyśmy projekt fotograficzny, prawda? To była ta edycja wyzwanie?

Jagoda: Szczerze, to naprawdę nie pamiętam. To było jesienią 2020. To chyba był właśnie projekt, coś takiego było. Ja oczywiście wzięłam w tym udział, ale nie miałam jeszcze aparatu i intensywnie myślałam, co by tu zrobić. I mówię: „nie no, trzeba postawić wszystko na jedną kartę”. Wzięłam kredyt, dopóki jeszcze jestem zatrudniona. Mówię: „biorę kredyt i idę kupować” i w taki oto sposób zakupiłam sobie pierwszy sprzęt, ale generalnie wiesz, jak jest z wydatkami. Zaraz ruszał kurs i stwierdziłam, że po prostu nie dam rady finansowo i poczekam na drugą edycję. Przed tą edycją też było foto wyzwanie, wzięłam w nim udział i w końcu upragniony kurs.

Basia: I tak trafiłaś. Czyli zaczęło się od przypadkowego posta, potem było wyzwanie. Powiedz mi, czy już właśnie na poziomie tego wyzwania, czy coś Ci się już rozjaśniło? Czy to było dla Ciebie pomocne?

Jagoda: Bardzo. Tam były małe rzeczy, ale tak bardzo ważne, które tak ułatwiają pracę później i kolejne etapy pracy. Ja też oczywiście myślałam, że iść zrobić zdjęcie, to jest takie „idę zrobić zdjęcie i o, samo się wszystko zrobi”. Już pomijając fakt, że trzeba nawiązać kontakt z klientem. O tym już w ogóle nie pomyślałam, jak to ja.

Basia: Tutaj powiem Ci, że większość osób tak myśli, więc nie możesz się czuć w tym gronie osamotniona. Niestety wiele osób tak myśli, że: „mam aparat, co to jest, pójść zrobić zdjęcie. To przecież każdy potrafi”, a myślę, że nawet właśnie na poziomie wyzwania, które było teraz i ono było – powiemy może krótko osobom, które nie brały w nim udziału – to było wyzwanie, na którym ja tłumaczyłam krok po kroku, jak zrobić projekt fotograficzny, czyli taką sesję TFP. Jak to przygotować, jak w ogóle siebie przygotować, jak przygotować ogłoszenie, więc tam było krok po kroku. Przez to właśnie wyzwanie – w sumie, które przeszłaś dwa razy – więc się utwierdziłaś w tym przekonaniu, że to jest dobry pomysł i trafiłaś na kurs. To był Twój pierwszy krok w Akademii. Powiedz mi, moja droga, co ten kurs, tak naprawdę dla Ciebie zmienił, co on wniósł? Czy on Ci otworzył oczy na pewne aspekty? Jak to z Twojej strony wyglądało?

Jagoda: Ja jestem takim samoukiem. Ja wszystko, co potrafiłam zrobić, nauczyłam się sama. Oczywiście szperając w internecie, przeszukując setki stron i oglądając godzinami jakieś filmiki, ale muszę przyznać, że tam było bardzo dużo, nawet takich podstawowych z obsługi aparatu, bo ja przyznaję, że nigdy nie robiłam na automacie.

Basia: To dobrze. To bardzo dobrze. Do takich rzeczy się trzeba przyznawać.

Jagoda: Ale wszystkie ustawienia i testy, to były takie albo będzie, albo nie będzie. Często były po prostu błędne. Nie wiedziałam co, z czego wynika. Nie wiedziałam, jak to ustawić, żeby osiągnąć taki efekt. Kurs mi to pokazał, bo tam była wiedza zawarta od zera właściwie. Przeprowadzony przez wszystko. Przez każdy etap w fotografii, w robieniu zdjęć. Potem była obsługa aparatu, wszystkie ustawienia. Ja teraz wiem, na przykład, co to jest krótki czas albo długi.

Basia: I potrafisz to zastosować. To jest najważniejsze.

Jagoda: I potrafię to zastosować, dokładnie.

Basia: I nawet, jak Stasiu chce uciekać, to i tak go uchwycisz, bo wiesz, jak zamrozić ruch.

Jagoda: Dokładnie. Wiem, jak zamrozić ruch. Aczkolwiek ze Stasiem to jest bardzo specyficzna praca, więc tutaj jeszcze trzeba wiele czynników spełnić, żeby w ogóle cokolwiek wyszło. To jest dziecko, które nie usiedzi nawet sekundy w miejscu. To trzeba sposoby mieć.

Basia: Ale Ty, jako mama jego wiesz najlepiej, co na Stasia działa.

Jagoda: Tak też myślałam do ostatniego wypadu niestety. Jeżeli dziecko ma zły humor, to można się dwoić i troić, i tak nic z tego nie będzie.

Basia: Nic na siłę, zdecydowanie nie. A powiedz mi, bo jak tak naprawdę decydowałaś się na pierwszy kurs w akademii, czyli „Fotografia Dziecięca z Odrobiną Magii”, czy przeszło Ci w ogóle przez myśl, że mogłabyś się zająć tą fotografią zawodowo? Czy po prostu chciałaś przyjść na ten kurs, żeby robić lepsze zdjęcia swoim dzieciom?

Jagoda: Ja pierwsze co pomyślałam, to, że ja potrzebuję tego kursu, żeby zająć się tym. Ja po prostu, jak zobaczyłam Twoje zdjęcie, to ja pomyślałam, że ja muszę to robić. Wtedy obudziły się wszystkie jakieś wspomnienia związane z fotografią. Wiem, że lubiłam to robić i właściwie byłam w takim momencie swoim życiowym, że szukałam czegoś, żeby czymś się zająć. Czymś, co lubię robić, co mi sprawia przyjemność i to właśnie było takie „dzyń, to fotografia”. Właściwie to ja już wiedziałam, że ja chcę to robić i to mnie tak popchnęło, żeby kupić sobie aparat, koniecznie iść na ten kurs i czegokolwiek się nauczyć, żeby robić to dobrze i profesjonalnie. Tak to u mnie było, bo myślę, że właściwie jakbym nie trafiła na Twój profil na Instagramie, nie dowiedziała się, że Ty w ogóle robisz coś takiego, to pewnie bym się nie zajęła tą fotografią. Tak mi się wydaje, bo nie miałabym takiego bodźca i motywacji.

Basia: Ja wychodzę z założenia, że nic się nie dzieje bez przyczyny, więc podejrzewam, że tak po prostu miało być, że gdzieś tam trafiłaś na mnie. I co było potem, po tym pierwszym kursie? Bo Ty się po tym pierwszym kursie nie zatrzymałaś. To nie był koniec naszej przygody.

Jagoda: Oj nie, absolutnie nie. Ja czułam, że muszę więcej. Z Twoich opowieści i ogólnie z tego, czego uczyłaś, to wywnioskowałam, że robić zdjęcia to jest jedno, ale żeby prowadzić swój biznes, to jest już zupełnie inna sprawa. Muszę jeszcze o tym wspomnieć, że po prostu moduł o kontakcie z klientem, z którym ja zawsze mam problem, bo może się zdaje, że jestem odważna, ale jestem bardzo nieśmiała. To było fantastyczne i bardzo Ci za to dziękuję. Aczkolwiek dla mnie to było mało i postanowiłam dołączyć do klubu AMF, co było chyba najlepszą decyzją w moim życiu. Tam to już w ogóle były takie informacje, że ja bym w życiu o takich nie pomyślała. Informacje, które są bardzo istotne, które bardzo pomagają w życiu i w pracy. Właściwie bez nich to nie ruszysz do przodu ze swoim biznesem. Taka jest prawda, bo to są takie szczególiki, które pomagają Ci jak najlepiej wystartować i jak najlepiej poprowadzić ten biznes. Może kiedyś byś do tego doszła bez tego, ale kosztowałoby Cię to kupę czasu i ciekawe, czy byś się nie poddała już szukając tych informacji albo w ogóle dowiedzieć się o tych informacjach, że coś takiego w ogóle istnieje. Chociażby samo podsumowanie roku, co bardzo dużo daje do myślenia i bardzo układa ten Twój rok i podsumowuje. Widzisz na własne oczy, czego dokonałeś i nad czym możesz popracować w następnym roku, ale oczywiście nie tylko to. To jest też prowadzenie mediów społecznościowych, czy też jak ułatwić sobie życie, czyli optymalizacja pracy.

Basia: To jest bardzo ważne, bo tu każda minuta jest na wagę złota. Myślę, że szczególnie na przykład w Twoim przypadku, gdzie przy dwójce dzieci to myślę, że na minuty jest walka momentami.

Jagoda: Organizacja czasu jest bardzo ważna tutaj i wiadomo, nie zawsze wychodzi, jak wychodzi, bo dzieci mają zmienny humor i raz jest ok, a raz nie jest ok. Aczkolwiek to bardzo pomaga, w szczególności dział pod tytułem „oferta” też mi bardzo zaimponował. Super. Naprawdę bardzo polecam. Jeżeli ktoś jeszcze się zastanawia, to musicie dołączyć.

Basia: To w przyszłym roku będzie kolejna edycja, bo to jest faktycznie taki bardzo intensywny 6-miesięczny program. Ja też mogę z ręką na sercu powiedzieć, że on jest w 100% przemyślany i przeprowadza krok po kroku. Jagoda mówi, że to faktycznie się sprawdza i te tematy, o których wspomniałaś, czy „oferta”, czy „optymalizacja pracy”, to jest coś, co jeżeli przerobimy i wdrożymy, to nam zdecydowanie przy optymalizacji pracy bardzo pomoże. A już oferta dobrze skonstruowana takiej, która faktycznie ma być przemyślana, a nie napisana tak na kolanie z niczego to, to jest podstawa, żeby można było normalnie zacząć zarabiać w swoim biznesie i żeby pewne rzeczy wynikały z pewnych rzeczy. I Ty to tak naprawdę Jagoda wprowadziłaś. Wprowadziłaś i zaczęłaś działać, i cały czas działasz. Ja tu naprawdę podziwiam, że dajesz radę i nie szukasz wymówek przy dwójce dzieci, bo to nie jest lekkie. Umówmy się, sama jak mówisz, dzieci mają swoje różne dni. To jest normalne. A Ty pomimo tego przerobiłaś kurs, byłaś aktywną członkinią klubu, a teraz nadal jesteś w Akademii – przynajmniej w momencie, kiedy nagrywamy ten odcinek – bo jesteś członkinią kolejnego programu „Masterka AMF”, więc dalej idziemy kolejne 6 miesięcy razem, co mnie przeogromnie cieszy. Chciałabym Cię zapytać – bo wiem i można to zobaczyć na Twoim Instagramie – że zaczęłaś fotografować też inne dzieci, poza swoimi. Czy mogłabyś opowiedzieć jak z tego etapu, do tego etapu przeszłaś? Bo to jest też bardzo interesujące, bo to są te takie początki biznesu, na którym trzeba zacząć zarabiać, tak?

Jagoda: Dokładnie. W moim przypadku to nie była łatwa sprawa, bo zdecydować się na to dla mnie było ciężko, bo nie wiedziałam, czy dam radę też czasowo, żeby ogarnąć opiekę dzieciom, bo jedno chodzi do przedszkola, drugie jest ze mną, ale nie zawsze jest w tym przedszkolu, tak jak jest teraz. 3 ostatnie miesiące dały mi popalić. Po prostu cały czas w domu siedzieliśmy i naprawdę trzeba się dwoić i troić, żeby znaleźć i wygospodarować ten czas, ale jak już się pierwszy raz zrobiło taką sesję, to później poszło z płatka. Moimi głównymi dylematami były też aspekty, że nie wiem, czy spodoba się moja praca, nie wiem, czy dam radę, czy ja będę umieć z innym dzieckiem. Wiadomo, że z własnymi dziećmi możesz sobie na o wiele więcej pozwolić. Możesz je wystawić na o wiele trudniejsze warunki atmosferyczne. Nie każdy toleruje coś takiego. Tak, jak teraz na przykład sesja zimowa w plenerze, to raczej spotykałam się z odmowami, aż nie pokazałam własnych dzieci – że można.

Basia: Dokładnie. I to jest to, co ja po prostu mówię. To jest to, o czym jest napisane w nowym, Zimowym E-booku, że trzeba pokazywać. Chciałam właśnie do tego też nawiązać, że Ty pokazywałaś Stasia. Stasiu ma teraz ile?

Jagoda: Rok z kawałeczkiem. 14 miesięcy.

Basia: Dokładnie. I Stasiu stał bez kurtki, ale jestem przekonana, że był ciepło ubrany, bo wiesz jak przygotować dziecko, żeby było ciepło ubrane. I co się wtedy zadziało, jak pokazałaś, że Stasiu, jeszcze zadowolony tak naprawdę podczas tej sesji zimowej w plenerze? Co się zadziało?

Jagoda: Osoby, które preferowały domową sesję, jednak uznały, że może zrobimy kilka ujęć na próbę i zobaczymy, jak to będzie. Już zupełnie inne podejście do tego mieli, bo zapewniłam ich, że naprawdę dziecku się krzywda nie dzieje. Tylko taka sesja wygląda zupełnie inaczej. Ona jest krótsza, odbywa się bardzo szybko i dziecko musi być po prostu odpowiednio przygotowane do takiej sesji, czyli ciepło ubrane, na cebulkę. Ludzie troszeczkę inaczej zaczynają patrzeć na plener i ogólnie na sesje gdzieś na zewnątrz, w trudnych warunkach. Ja też pokazuję, że w deszczu też da się robić. Tak, jak ostatnia sesja właściwie wyszła przypadkiem, bo poszliśmy na spacer, złapał nas okropny deszcz, ale dziecku to w ogóle nie przeszkadzało, mi też to w ogóle nie przeszkadzało, ja byłam przygotowana, miałam foliówkę.

Basia: Pełna gotowość. Moja kursantka. Pełna gotowość.

Jagoda: Dokładnie. Da się w każdych warunkach zrobić zdjęcie, tylko trzeba chcieć i mieć pozytywne nastawienie do tego.

Basia: Super. Miód na moje serce, kiedy mówisz te słowa, bo to jest cała prawda. Zresztą Ty wiesz, ja to bardzo często mówię w Akademii, ale chcę to jeszcze powiedzieć tutaj, że naszą rolą – fotografek – jest to, żeby edukować naszych klientów, żeby im pokazywać właśnie. Ty jesteś Jagoda, tak naprawdę doskonałym przykładem tego, że robisz zdjęcia swoim dzieciom i pokazujesz je w przeróżnych warunkach. To są różne pory tak naprawdę, bo czasem są to zdjęcia późnym wieczorem, to są różne warunki atmosferyczne, czy to właśnie deszcz, czy śnieg i to jest super. To jest właśnie ta edukacja, taka najlepsza przez pokazywanie swoim własnym przykładem. Więc brawo. Nawet nie wiesz, jaka jestem dumna, kiedy słyszę to, co mówisz. Po prostu wow. I ci klienci zaczęli się tak, jak mówisz, przekonywać, że nikomu się nie stanie krzywda i zaczęli się na te sesje plenerowe chętniej decydować?

Jagoda: Tak. Dokładnie tak. Wiadomo, że jeszcze muszę po prostu dojść do ludzi i na ludzi wyjść. To nie są jeszcze jakieś takie tłumy, ale powoli coraz więcej osób się odzywa. Dużo osób do mnie pisało, że właściwie wstydziło się zagadać i w ogóle, bo ja prowadzę 2 konta. Dopiero od niedawna mam takie drugie konto, gdzie wstawiam sesje z klientami, bo też nie ukrywam, mam dzięki mojemu prywatnemu profilowi – nie jest aż taki prywatny, bo każdy ma do niego dostęp, ale pokazuję tam swoją codzienność – mam bardzo dużo współprac z innymi firmami i ja to sobie bardzo cenię. Muszę wspomnieć o tym, co to są za firmy. To są firmy z ubraniami, to są firmy z pościelami, z dodatkami. Głównie dla dzieci, bo ja fotografuję dzieci. To jest dla mnie mega fajna opcja, ponieważ ja dostaję jakieś rzeczy, które też przydadzą mi się później w sesjach zdjęciowych. Robię zdjęcia i mogę po prostu robić zupełnie coś innego, niż sesja taka plenerowa. To jest bardziej sesja produktowa i to jest tak jakby rozwój dla mojej osoby, bo idę zupełnie w innym kierunku. Ludzie to widzą, ludzie to doceniają i im się to bardzo podoba przede wszystkim. To jest dla mnie najważniejsze, że moja praca się podoba.

Basia: I to są po prostu sesje na zasadzie, tak jak mówisz – barteru. Czyli po prostu produkty, które fotografujesz, Ty później dostajesz, jako wynagrodzenie. Super, ale ja myślę, że Ty też to robisz, bo to też trzeba wspomnieć, że to trzeba robić mądrze. Jak ja Cię obserwuję, to Ty to robisz właśnie mądrze. Nie wiem, jakie masz propozycje, ale z obserwacji tego, co pokazujesz u siebie, to to są bardzo spójne rzeczy. To widać, że to jest zgodne z Tobą. Myślę, że to jest kluczowe, bo współprace na Instagramie są dość popularne. Żyjemy w takich czasach, że Instagram jest takim jednym z głównych i dobrze prosperujących miejsc, na których producenci pokazują swoje produkty tak naprawdę, ale sztuką jest dobrze wybierać. Jak patrzę na Twój profil, to myślę, że teraz, jak o tym mówisz, to może bardziej wpatrzę się, gdzie jest, jaki post na przykład związany z jakąś współpracą. To nie jest takie nachalne. To jest jakby wpisane w Twój profil, myślę, że też w styl waszego życia. To wszystko wygląda dobrze i jeżeli Ty jeszcze mówisz, że to Cię rozwija, to ja uważam, że to jest jak najbardziej fajne. Też super, że wspomniałaś o tym, że jakby tym punktem otwarcia się na klientów – ja to mówię w Akademii wbiciem flagi „jestem i mogę zrobić dla Ciebie sesję” – było stworzenie tego drugiego konta, gdzie zaczęłaś pokazywać, że można się do Ciebie też umówić na sesję. Rozdzielenie tych dwóch światów, nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, które i tak są integralne, bo tutaj są zdjęcia i tutaj są zdjęcia, ale jakby stworzenie tego konta, można powiedzieć firmowego, zdjęciowego było ważnym krokiem, prawda? Żeby pójść w kierunku klientów zdjęciowych. Zgodzisz się ze mną?

Jagoda: Tak, dokładnie. Umówmy się, trzeba rozdzielić te dwie rzeczy, bo wchodząc do mnie na profil prywatny, ludzie nie widzą, że ja jestem fotografem, że robię też zdjęcia innym osobom, niż swoim dzieciom, a tam jest to widać. Tam są też zdjęcia innych osób, klientów i to najróżniejszych właściwie. W plenerze, czy też w pomieszczeniu, bo też ostatnio robiłam sesję świąteczną u kogoś w domu. Mają czysto, jasno napisane.

Basia: I mają czytelne BIO, z którego wynika, co tutaj u mnie możesz.

Jagoda: Dokładnie. Którego nauczyłam się w klubie, bo dla mnie to nie było takie oczywiste, ale zawsze wchodząc na czyjś profil, zawsze mnie denerwował brak jakiejś informacji. A przede wszystkim to, gdzie fotograf wykonuje dane sesje. Ja później wchodziłam na strony internetowe i zanim ja się tego doszukałam, to się zdenerwowałam 50 razy. Mówię: „kurczę, pojechałabym na przykład do innego fotografa zrobić sobie taki typ zdjęcia, ale gdzie on w ogóle robi te zdjęcia?”. I zmęczyło mnie po prostu samo szukanie tego gdzie, co i jak. Jakby to było jakieś poufne, tajne info.

Basia: Dlatego nie popełniasz tego błędu i jest jasno napisane, gdzie Ty działasz.

Jagoda: Nie popełniam. Ja dokładnie zostałam nauczona.

Basia: I wprowadziłaś – to jest bardzo ważne.

Jagoda: I wprowadziłam, dokładnie tak. Także ja mam tam po prostu stricte profil taki biznesowy, żeby jakiś potencjalny klient mógł wejść, zobaczyć „o, ona robi takie i takie zdjęcia, ma ofertę, takie i takie ceny, ma miejscowość, gdzie wykonuje zdjęcia i jaki to jest rodzaj sesji”. Wszystko jest tam zawarte.

Basia: Super. To skoro mówimy o Instagramie, to możesz od razu powiedzieć, jak Cię można znaleźć na tym jednym koncie, czyli tym takim bardziej współpracowym i tym drugim, na którym faktycznie klienci mogą Cię odszukać jako fotografkę, którą mogą tak naprawdę wynająć na sesję swoją własną, czy to dziecięcą, czy rodzinną. Powiedz gdzie, czego szukać.

Jagoda: Oba konta to Instagram. Jedno konto, takie moje prywatne to jest: jagodakolasinska, a drugie biznesowe jest: jagodovekadry.

Basia: Super. Oczywiście linki damy w notatkach, więc ja już was teraz zachęcam, żeby odwiedzić Jagodę i po prostu zobaczyć mojego ulubieńca Stasia. Oczywiście Zosia też jest przecudowna, ale Stasiu autentycznie skradł moje serce. Ja jak oglądałam story, to zawsze rano patrzę, czy Jagoda wstawiła Stasia dzisiaj, co tam dzisiaj u Stasia, czy Stasiu z czegoś chce skakać. Ja oglądam takie Stasiowe przygody u Ciebie i tu się mogę do tego przyznać, że czekam codziennie na Stasia.

Jagoda: Ja też również czekam, co on jeszcze wymyśli. Niektórych rzeczy nie udostępniam, bo niektórzy mogliby zadzwonić po MOPS, bo to są takie sytuacje, że już po prostu ręce opadają, ale najśmieszniejsze zawsze wstawiam, żeby trochę można było się uśmiechnąć.

Basia: I rozładować.

Jagoda: I zobaczyć jak wygląda macierzyństwo, problemy, dylematy.

Basia: No tak, dokładnie. To nie są tylko te piękne kadry, w których faktycznie myślę, że po wielu staraniach uchwycisz Stasia w pięknym kadrze, tylko to też są takie właśnie kadry, które tak, jak mówisz, zostają do domowego albumu, w których jest bardziej ekstremalnie i bardziej domowo. Cudownie. Czyli już tak naprawdę wiemy, jak ta cała przygoda się odbyła. Ja jestem absolutnie zaskoczona tą całą historią od początku, bo to nie jest tak, że ja się najpierw wszystkiego dowiaduje o mojej kursantce, a później tak udajemy, że jaka ja jestem zaskoczona. Tylko faktycznie te rozmowy się odbywają, tak idąc na żywo i wiele rzeczy fantastycznych nam wychodzi. Na koniec tego wszystkiego – bo myślę, że już naprawdę opowiedziałyśmy o wielu rzeczach – gdybyś miała zebrać tak naprawdę, co Tobie tak łącznie dała Akademia. Czyli gdybyś miała wziąć kurs, klub i teraz początki Masterki, czy byłabyś w stanie powiedzieć, co to zmieniło w Twojej fotografii, a może w Twoim życiu idąc dalej?

Jagoda: No właściwie to wszystko. Decyzję, że w ogóle tym się zajmę. To przede wszystkim to, ale właściwie to usystematyzowało moją wiedzę, która wydawała mi się duża, a okazała się znikoma i właściwie poprowadziła mnie w każdym możliwym kierunku, o którym nie miałam pojęcia w tej fotografii. Dla mnie to wyglądało tak, że i właściwie to tak myślą w ten sposób też klienci, że: „co to jest ta fotografia, że pójdzie, zrobi zdjęcie i co, dostanę zdjęcie i to wszystko”, „dlaczego to tak dużo kosztuje” i w ogóle. A to okazuje się, że to jest naprawdę ciężka praca, bo fotografia to nie jest tylko zrobienie zdjęcia, to prowadzenie własnego biznesu, to są opłaty, na to naprawdę tyle czynników się składa. Sam czas, który poświęcasz na przygotowanie. Czyli sprawdzenie pleneru, dojazd, zakup jakichś kostiumów, a później godzinna obróbka. Oczywiście zależy kto, w jaki sposób obrabia zdjęcia. Mnie to zajmuje naprawdę sporo czasu, bo taki mamy klimat i taki chcę robić klimat, i to się też ludziom podoba, więc mi to wystarcza. To jest naprawdę bardzo dużo pracy i bardzo jest to czasochłonne. Przy takim trybie, który ja prowadzę, jestem mamą i naprawdę muszę się dwoić i troić, to naprawdę jest bardzo dużo pracy i trzeba ten czas sobie na przykład bardzo zorganizować. Nauczyć się, jak to wszystko prowadzić przede wszystkim. To, za co sobie cenię to wszystko, największą wartością, to są też przyjaźnie, które zdobyłam. To są dziewczyny naprawdę niesamowite. Każda ma wspaniałą historię, z którymi miałam się ostatnio przyjemność spotkać na wigilii i było mega zabawnie, mega miło. I z tobą Basiu, mogłam Cię dotknąć na żywo i zobaczyć, że jesteś prawdziwa.

Basia: Jagoda mówi o naszym spotkaniu wigilijnym, bo po wielu staraniach udało się w tym roku zorganizować takie spotkanie na żywo wigilijne, które odbyło się w Krakowie, w grudniu i to było dla mnie też absolutnie coś niesamowitego, bo tak naprawdę my się znamy od ponad roku Jagoda, tak? Bo Ty zaczęłaś swoją przygodę w 2020 roku, jak się pojawiłaś tak naprawdę w wyzwaniu? A do Akademii trafiłaś na kurs w 2021, w tej wiosennej edycji. Znałyśmy się tak naprawdę tylko z internetów, czy to właśnie ze spotkań w kursie live, czy później ze spotkań w klubie, ale takie spotkanie na żywo, kiedy z żywym człowiekiem po drugiej stronie możesz zjeść barszcz – bo jadłyśmy barszcz na wigilię.

Jagoda: Był bardzo dobry.

Basia: Był bardzo dobry, zdecydowanie tak. To jest coś niesamowitego. Myślę, że jeżeli tylko będzie taka możliwość, to w 2022 roku postaram się, żeby takich spotkań na żywo było więcej. Te osoby, które przychodzą do Akademii i są w niej właśnie tak, jak Ty, czyli kurs, potem klub, teraz kolejny program „Masterka”, to już nie są zwykli kursanci, to już nie są zwykłe kursantki. Wy też między sobą się bardzo dobrze poznajecie, wspieracie się tak, jak to było w Klubie. Dla mnie jest to absolutnie niesamowite, jaka wokół tego stworzyła się fantastyczna społeczność, która – nie wiem, czy się ze mną zgodzisz – potrafi się wspierać bez zazdrości, bez jakiejś rywalizacji, bez jakichś takich rzeczy, którymi niestety, obserwując świat fotograficzny, trochę jest wypełniony.

Jagoda: Dokładnie tak jest. My zawsze z dziewczynami wchodzimy na swoje konta, zawsze zostawiamy tam serduszko, zawsze jakiś komentarz i się wspieramy. Jeżeli czegoś nie wiemy, piszemy między sobą, informujemy się nawzajem. To jest mega fajne. Ja zyskałam taką drugą rodzinkę moją, z którą nie chcę się nigdy rozstać. Te znajomości są bardzo, bardzo wartościowe, naprawdę. Pod każdym względem, nawet takim towarzyskim. To są osoby z każdego zakątka Polski.

Basia: I nie tylko Polski, bo mamy światowo tak naprawdę.

Jagoda: Tak. Mamy też Wielką Brytanię, chyba Szkocję, Norwegię.

Basia: Szkocję, Holandię, Norwegię, Stany mamy obecnie teraz nawet. Tak że to jest w ogóle wow.

Jagoda: Więc naprawdę tu można nawiązać takie wartościowe, wspaniałe znajomości i przyjaźnie. Coś niesamowitego, ja to naprawdę cenię. Lubię poznawać nowych ludzi i jeszcze jeżeli dostajesz w zamian wsparcie, to jest skarb.

Basia: Dokładnie, skarb. Myślę, że tutaj bardzo cenne jest to, że Akademia gromadzi osoby, które mają jeden cel tak naprawdę. Każda po swojemu idzie do tego celu, bo w Akademii ja tak naprawdę pomagam spełniać kobietom z różnych części świata – bo już mogę tak mówić, że z różnych części świata, bo faktycznie to się dzieje – pomagam im spełniać foto marzenia. Każda z was ma to swoje foto marzenie i do niego idzie. Pomimo tego, że jesteście z różnych części świata, macie totalnie różne tak naprawdę warunki, bo są dziewczyny, które są mamami, są dziewczyny, które nie są mamami, są dziewczyny, które mają takie maluszki, bardzo malutkie, są dziewczyny, które mają już starsze dzieci, więc każda de facto jest w innym punkcie, ale jest jeden wspólny mianownik, że każda idzie po swoje. To wsparcie, ta atmosfera i to wszystko, co jest wokół tego, jest absolutnie fenomenalne. Ja nawet jak teraz o tym mówię, to mam w gardle takie coś, że zaraz zacznę się wzruszać, ale ja jestem z tego absolutnie dumna. Jestem absolutnie dumna Jagoda z Ciebie, bo tak naprawdę wiele mam odpuściłoby. Odpuściłoby, powiedziałoby, że: „no przecież nie mam jak. Przy jednym dziecku nie mam jak, a przy dwójce to już w ogóle nie ma szans”, aty jesteś doskonałym przykładem na to, że można i powiem więcej, że można w pięknym stylu, bo to nie jest takie, że Ty robisz byle jak, że Ty robisz, żeby zrobić. Ty naprawdę robisz bardzo jakościowo. Twoje zdjęcia są piękne. Mogę powiedzieć, że jestem dumna i życzę Ci dalszych sukcesów. Bezwzględnie dalszych sukcesów.

Jagoda: Bardzo dziękuję. Zaraz się wzruszę.

Basia: Po tej absolutnie niesamowitej historii, którą dzisiaj opowiedziałaś, jak to się odbyło i ten blog w wieku 12 lat – zastrzeliło mnie totalnie. Jestem przekonana, że teraz, jak postawiłaś na fotografię, to jestem przekonana, że tutaj w tej dziedzinie też pójdziesz bardzo, bardzo mocno do przodu i mam nadzieję, że będzie Ci to cały czas sprawiało ogrom radości i wybudujesz ten swój biznes w zgodzie z sobą, bo to jest najważniejsze. Ja zawsze mówię i wielokrotnie to powtarzam w Akademii, że pieniądze, które przychodzą z tego, są takim dodatkiem. A to, co my dajemy ludziom, te zdjęcia, zapisywanie ich historii, to jest coś ponadczasowego. Myślę, że jak to wiesz, to jestem o Ciebie absolutnie spokojna. Jeszcze powiedz tylko na koniec, żeby było wiadomo, gdzie ciebie szukać, jakby ktoś cię szukał i chciał u ciebie zrobić zdjęcia, to musi wiedzieć w jakim mieście, żeby się nie poirytował. Na pewno znajdzie to na Twoim Instagramie, ale jeżeli nie ma teraz pod ręką Instagrama, to powiedz jeszcze, na jakim terenie działasz, na jaką sesję można się z Tobą umówić. Jestem przekonana, że po tym odcinku na pewno ktoś się do Ciebie odezwie, więc żeby wiedział gdzie trafić na Jagodę.

Jagoda: Zapraszam wszystkich. Ja działam głównie Ząbki, Warszawa. Ząbki to jest miejscowość zaraz przy Warszawie. Czasami jak jeżdżę do rodziców, to oferuję tam, że Toruń i Rypin, też mogą się zgłaszać. Bardzo zapraszam. Proponuję głównie sesje plenerowe, bo takie sprawiają mi największą radość i takie lubię najbardziej. Aczkolwiek zawsze jestem chętna i otwarta na nowe pomysły. Wiem, że z sesji takich domowych też będę mega zadowolona i też je z chęcią dla wszystkich wykonam. Maluszki, czy też rodzinne zdjęcia – mam doświadczenie dzięki dzieciom.

Basia: Zdecydowanie.

Jagoda: Dokładnie. Więc nie bójcie się, potrafię się obchodzić z dziećmi.

Basia: Zdecydowanie, można to sprawdzić na Instagramie. Dzieci piękne, zdrowe, po prostu sfotografowane, ujęte na zdjęciach. Najprościej, jeżeli ktoś będzie chciał się z Tobą skontaktować to przez Instagram, tak?

Jagoda: Najlepiej przez Instagram, tak. Tam mam podanego maila, ale chyba najłatwiej i najszybszą drogą będzie odezwanie się na Instagramie poprzez prywatną wiadomość, a później już przejdziemy sobie dalej na maila.

Basia: Do komunikacji mailowej. Moja kursantka. Po prostu prawidłowo. Super. Czyli Warszawo kochana, macie tam pod ręką Jagodę. Korzystajcie, bo naprawdę warto. Cudownie. Myślę, że to będzie bardzo inspirujący odcinek. Bardzo Ci dziękuję Jagoda za tą rozmowę i życzę Ci sukcesów, moja droga. Sukcesów i dużo cierpliwości do Stasia.

Jagoda: Bardzo dziękuję. Muszę to jeszcze raz powtórzyć, że czuję się wyróżniona i bardzo szczęśliwa, że mogłam wziąć udział w Twoim podcaście, bo to jest naprawdę już dla mnie wielkie osiągnięcie, że ktoś chce w ogóle ze mną rozmawiać. To znaczy, że moje prace się podobają.

Basia: Ogromna przyjemność z Tobą rozmawiać. Jeszcze taka historia.

Jagoda: Tak że bardzo Ci Basiu dziękuję. Wiesz, że bez Ciebie tego by nie było i to chyba ja powinnam Ci dziękować, że mnie tak wyszkoliłaś. Właściwie muszę to powiedzieć, bo uważam, że Basia jest wspaniałym mówcą i powinna iść na prezydenta. Żartuję sobie, bo Basia zawsze mówi, że nie chciałaby być prezydentem, ale jest po prostu tak wspaniałą osobą, jest takim motywatorem, że właściwie bez Ciebie to ja nie wiem, czy bym dała radę, bo zawsze jak już poddawałam się, to Ty zawsze odpalałaś ten live i jedziemy.

Basia: Oj jak mi miło. Mam ciarki w ogóle, zaraz się tu popłacze, ale jest mi niezmiernie miło i bardzo się cieszę, ale pamiętaj, że to, co osiągnęłaś, to jest Twoja zasługa. Ja tylko daje miejsce, mówię, co można zrobić, daję narzędzia, ale tak naprawdę każda z was, każda z kursantek, każda z klubowiczek tę pracę, którą wykonujecie, wykonujecie same. Więc absolutnie bądź z siebie dumna. Ja jestem z Ciebie dumna. Ściskam Cię z całych sił i myślę, że na następnym spotkaniu na żywo uściskam cię 4 razy mocniej jeszcze za to, co teraz powiedziałaś. Jest mi niezmiernie miło i bardzo Ci dziękuję za tą rozmowę i podzielenie się swoją historią.

Jagoda: Ja również dziękuję i buziaczki dla wszystkich słuchających.

Basia: Buziaki.

Ależ to była cudowna rozmowa. Przeogromnie się cieszę, że Jagoda podzieliła się swoją absolutnie wyjątkową historią. Opowiedziała jaka droga doprowadziła ją do fotografii i jestem przekonana, że zajdzie jeszcze bardzo, bardzo daleko. Cieszę się, że przychodzą do mnie mamy, które dzielą się swoimi historiami, które nie zostawiają tak naprawdę swojego życia gdzieś na boku, tylko starają się to swoje macierzyństwo łączyć z rozwojem siebie i to jest bardzo ważne. Mam nadzieję, że ta rozmowa była dla Ciebie inspirująca. Odwiedź koniecznie Jagodę. Miejsca, w których ją znajdziesz na Instagramie, będą oznaczone w notatkach do tego odcinka, więc idź tam. Zostaw jej falę serc i masę dobrych słów, bo naprawdę na to zasługuje.

Ja bardzo Ci dziękuję za wysłuchanie tego odcinka, Jagodzie jeszcze raz dziękuję za przyjęcie zaproszenia i podzielenie się swoją historią. Do słyszenia już w kolejnym odcinku. Pamiętaj, że będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielisz się informacją o tym podcaście z innymi. Możesz to zrobić na przeróżne sposoby: na Instagramie, na Facebooku, we wpisie na mediach społecznościowych, bądź na blogu. Zawsze to jest dla mnie mega pomocne i jestem za to mega wdzięczna.

Ściskam i do usłyszenia w kolejnym odcinku.

Basiolandia 🌸

103 odcinków