Ayn RAND i Mike MENTZER czyli człowiek jako HEROS

1:53:45
 
Udostępnij
 

Manage episode 285013286 series 1508007
Stworzone przez Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić and Zen Jaskiniowca – zrozumieć, odkryte przez Player FM i naszą społeczność - prawa autorskie są własnością wydawcy, a nie Player FM, a dzwięk jest przesyłany bezpośrednio z ich serwerów. Naciśnij przycisk Subskrybuj, aby śledzić aktualizacje Player FM, lub wklej adres URL kanału do innych aplikacji podcastowych.

Główne założenie tego wpisu jest bardzo proste: mamy dziś za mało heroizmu a za dużo traumatymu. I już tłumaczę o co mi chodzi: we wpisie tym zajmę się tym, jak każdy z nas może zmienić swoją filozofię i zacząć postrzegać życie przez pryzmat bycia herosem osiągającym wielkie rzeczy zamiast, co teraz popularne i powszechnie obowiązuje – przez pryzmat bycia ofiarą urazów, kompleksów i “przepracowywania” traum. A pomoże nam w tym Ayn RAND, z którą w wielu aspektach zupełnie się nie zgadzam, jednak która była – moim zdaniem – najpotężniejszą kobietą XX wieku. A to dlatego, że stworzyła własny rodzaj filozofii, tzw. obiektywizm i napisała co najmniej dwie książki – “Źródło” i “Atlas zbuntowany”, które miały kluczowy wpływ na wielu wypierdalaczy drugiej połowy XX i początku XXI wieku.

Już po objęciu urzędu Donald J. TRUMP porównał się do głównego bohatera “Źródła” Howarda ROARKA. Były Sekretarz Stanu w administracji Trumpa – Rex TILLERSON rozsmakował się z kolej w “Atlasie zbuntowanym” – to jego ukochana książka. Były szef CIA, Mike POMPEO, były Sekretarz Pracy Andrew PUZDER czy spiker Izby Reprezentantów – Paul RYAN – wszyscy oni czytają RAND regularnie. Podobnie jak założyciel i były szef UBER’a Travis KALANICK, który jest jej wyznaczą do takiego stopnia, że fragment okładki “Atlasu” był jego avatarem na Twitterze. Steve JOBS i Steve WOZNIAK uznawali “Atlas zbuntowany” za jeden z swoich najważniejszych przewodników po życiu. Miliarder i właściciel klubu NBA Dallas MAVERICS, Mark CUBAN na cześć “Źródła” nazwał swój jacht, ponieważ: “Książka ta zachęciła mnie do myślenia jak indywidualista, do podejmowania ryzyka by osiągnąć cele oraz brania odpowiedzialności własne sukcesy jak i porażki.”

“Atlas Zbuntowany” znajduje się również w TOP-20 książek polecanych przez Elona MUSKA.

I to dlatego uważam, że Ayn była najważniejszą kobietą XX wieku – bo wychowała całą grupę samców i samic alfa, które teraz tym światem rządzą lub mają znaczny wpływ.

Jej ideał człowieka – tak kobiety jak i mężczyzny – był bardzo prosty:

  1. Człowiek racjonalny, wiedziony wyłącznie przez rozsądek
  2. Niezależny, samodzielny i samowystarczalny
  3. O ogromnym i głębokim poczuciu własnej wartości

Jednak charakterystyka ta nie wynika z tego, że takim się urodził, tylko z tego, że obrał pewien rodzaj filozofii, który leży pod spodem bycia tego typu herosem. I żeby ten rodzaj filozofii poznać i zrozumieć, musimy najpierw udawać się w komiczną podróż a następnie rozbić się na obcej planecie…

Trump. Racjonalny. ROTFL.

Oddajmy głos Ayn RAND:

“Załóżmy, że jesteś astronautą a twój statek rozbija się na obcej, nieznanej ci planecie. Odzyskawszy przytomność sprawdzasz, że nie masz poważnych obrażeń i pierwsze trzy pytania, które powinny pojawić się w twojej głowie brzmią:

  1. Gdzie jestem?
  2. Jak się tego dowiedzieć?
  3. I co mam zrobić?

Na zewnątrz widzisz nieznaną ci roślinność, nie ma tam jednak tlenu, którym można oddychać; słonce wydaje się świecić słabiutko i jest znacznie zimniej. Zaczynasz patrzeć w niebo ale natychmiast przestajesz. (…) jeśli w nie nie spojrzysz, przynajmniej nie dowiesz się przynajmniej, że najprawdopodobniej jesteś zbyt daleko od planety Ziemia skąd powrót jest niemożliwy; jednak póki tego nie wiesz, możesz wierzyć we wszystko co chcesz i doświadczać tego ulotnego ale przyjemnego poczucia nadziej wymierzanej z poczuciem winy.

Zwracasz uwagę na instrumenty pokładowe i widzisz, że są uszkodzone – nie wiesz jednak na ile poważnie. I wtedy przeszywa cię strach: skąd możesz wiedzieć, że nadal możesz im zaufać? Skąd mieć pewność, że nie wprowadzą cię w błąd? Skąd masz wiedzieć, że sprawdzą się na obcej planecie?

Odwracasz uwagę od instrumentów bo zauważasz coś innego – że nie masz ochoty robić czegokolwiek. Dużo bezpieczniejszym wydaje się po prostu czekać i liczyć, że ktoś ci pomoże; lepiej będzie – wmawiasz sobie – nie robić gwałtownych ruchów. I wtedy gdzieś tam w oddali zauważasz jakieś żywe istoty zmierzające w twoim kierunku: nie wiesz czy to istoty ludzkie, chociaż poruszają się na dwóch nogach. To one, decydujesz finalnie, powiedzą ci co robić dalej.

A potem słuch o tobie ginie…

Że to tylko fantazja, powiadasz. Że nigdy nie zareagowałbyś jak ten astronauta? Być może. Ale w dokładnie ten sposób żyje większość ludzi tu na planecie Ziemia. Większość ludzi bowiem uchyla się od odpowiedzi na 3 pytania. A odpowiedzi te leżą u podstaw wszystkich twoich myśli, odczuć i działań, tak tych świadomych jak i nieświadomych:

  1. Gdzie jestem?
  2. Skąd to wiem?
  3. Co mam zrobić?

Naiwnie wydaje im się, że znają odpowiedzi. Gdzie jestem? Powiedzmy, że w Nowym Jorku. Skąd to wiem? To dość oczywiste. Co mam zrobić? I tu jasności zaczyna brakować, więc odpowiedzią zwyczajową jest: robić to co robią inni. Problem jednak leży w tym, że ci inni nie wydają się za bardzo aktywni, za bardzo pewni czy za bardzo szczęśliwi i dość regularnie odczuwają lęk niewiadomego pochodzenia czy poczucie winy, którego źródła nie potrafią wyjaśnić i których nie mogą się pozbyć.

1943 – portret Talbota

Nie odkryli oni bowiem tego, że ich bolączki pochodzą z tych trzech pozostawionych bez odpowiedzi pytań i że jest tylko jeden rodzaj nauki, który pomoże im na nie odpowiedzieć: FILOZOFIA.

FILOZOFIA

I dalej Ayn RAND, z tego samego przemówienia do absolwentów West Point z 1974 roku:

“Filozofia oczywiście nie powie ci, czy jesteś w NY czy w Zanzibarze, ale oto w czym może ci pomóc: Czy znajdujesz się w świecie, którym rządzą prawa naturalne, a tym samym w świecie, który jest stabilny, namacalny i absolutny a tym samym – który można rozumowo poznać? Czy też panuje niepojęty chaos, dzieją się niewyjaśnialne cuda, wszystko zmienia się w sposób nieprzewidywalny tak, że twój umysł nie jest w stanie niczego pojąć. Czy wszystko to co widzisz wokół siebie jest prawdziwe, czy jest jedynie iluzją.(…) którą można zmieniać je na życzenie?

W ZALEŻNOŚCI OD TWOICH ODPOWIEDZI – NATURA TWOICH DZIAŁAŃ ORAZ TWOJA AMBICJA – BĘDĄ SIĘ RÓŻNIŁY.”

Zwróć uwagę na to, czego RAND nie robi – oni nie pyta Ciebie o to KIM JESTEŚ. Ona pyta Ciebie GDZIE JESTEŚ, czyli jaka jest natura otaczającej Cię rzeczywistości. I bardzo słusznie, bo by wiedzieć KIM JESTEŚ (lub raczej KIM SIĘ STANIESZ) musisz znać kontekst, czyli otaczające Cię środowisko.

I jednocześnie, upraszczając i prymitywizując to co RAND powiedziała, temat jest prosty: jeśli uważasz, że rzeczywistość jest skrajnie skomplikowana, że rządzą nią tajemne siły poza naszą kontrolą, że nie jesteś w stanie pojąć jej rozumiem – a tym samym nie masz realnie szans – to odetnie Ci prąd. Koniec ambicji, koniec działania, koniec sprawczości. To dlatego tak bardzo lubię i cenię te 3 cytaty:

Odrzuć iluzję skomplikowanego świata – Chris HYATT

Sukces jest procesem logicznym, którym zarządzają istoty emocjonalne – Steve CHANDLER

Kto trywializuje, ten realizuje – Rafał MAZUR

Wracamy do Ayn RAND:

“W zależności od twoich odpowiedzi – natura twoich działań oraz twoja ambicja – będą się różniły. (…) Podobnie zresztą jak będzie różnił się poziom twojego poczucia własnej wartości oraz poziom odniesionego przez ciebie sukcesu. A wszystko to w zależności od odpowiedzi, które uznasz za prawdziwe.” [pytania o naturę rzeczywistości – R.M.]

Struktura Obiektywizmu – grafika: Pinterest

Jeszcze raz, prosto a nawet prostacko – kiedy będzie Ci łatwiej: kiedy uznasz, że sukces (niezależnie od tego jak go definiujesz) ma swoją strukturę, którą możesz poznać, czy wtedy kiedy uznasz, że sukcesem rządzą niezrozumiałe, tajemnicze siły z obcej planety a dostępu do niego strzeże grupa trzymająca władzę? Która z tych opcji doda Ci więcej pewności, optymizmu, sił i animuszu? Odpowiedź jest, nomen omen, prosta.

“Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie rodem z metafizyki i epistemiologii: Czy człowiek jest istotą racjonalną, zdolną do radzenia sobie z rzeczywistością czy też, jak wielu woli, bezradną i bezbronną, ślepym wyrzutkiem, korkiem targanym falami wszechświata? Czy tu na Ziemi możliwe jest dla ludzi osiągnięcie szczęścia i cieszenie się życiem – czy też skazani jesteśmy na porażki i cierpienie? I, w zależności od odpowiedzi udzielonych na te pytania, zajmij się pytaniami z kategorii etyki: Co dla człowieka jest dobrym a co złym – i dlaczego? Czy naszym najważniejszym zadaniem winno być dążenie do szczęścia i radości czy też ucieczka od cierpienia? Czy głównym życiowym celem człowieka powinno być dążenie do spełnienia czy do samozagłady i autodestrukcji? Czy człowiek ten powinien postępować zgodnie z własnymi wartościami czy przekładać interesy innych ludzi ponad swoje? I: czy powinieneś dążyć do szczęścia czy składać się w ofierze?

Teraz, oczywiście, możesz powiedzieć: ‘A tam, nigdy nie myślę w tak ogólnych i abstrakcyjnych kategoriach. Chcę radzić sobie z konkretnymi, namacalnymi życiowymi problemami – więc na co mi ta twoja filozofia?’ Na co odpowiem: ‘Właśnie po to, byś radził sobie z konkretnymi, namacalnymi życiowymi problemami – takimi chociażby jak życie na Ziemi’

Bowiem system filozoficzny jest zintegrowanym sposobem postrzegania naszych doświadczeń. I jako istota ludzka, chciał nie chciał, potrzebujesz jakiejś filozofii. Zatem twoim jedynym wyborem jest to czy dojdziesz do swojej filozofii poprzez świadomy, racjonalny proces zdyscyplinowanego logicznego myślenia – czy też pozwolisz by twoja podświadomość zbierała hałdy śmierci na które składają się bezpodstawne wnioski, fałszywe uogólnienia, niezbadane sprzeczności, nieprzetrawione slogany, niezidentyfikowane zachcianki, lęki i wątpliwości a wszystko to wymieszane w jedną wielką kupę o bardzo określonym ciężarze cząsteczkowym – zwątpieniu, braku zaufania do siebie; jak kula u nogi w miejscu, gdzie powinny wyrosnąć ci skrzydła rozsądku.”

I znowu przypominają mi się słowa HYATTA o tym, że naszym największym narkotykiem, od którego większość ludzi nie uwolniła się nigdy, jest dogmatyzm. Przypominam, że jednym z jego zaleceń było usuwanie wszystkich założeń – o sobie, o innych i o świecie – wszystkich założeń, których nie możesz przetestować lub które nie przeszły próby testu. Na tym właśnie polega programowanie swojej podświadomości poprzez użycie świadomości. Większość ludzi kojarzy przeprogramowywanie ze stosowaniem afirmacji, hipnozy czy – po części – medytacji. Ale jeśli zwrócisz uwagę na źródłosłowie (idąc za artysta Kazikiem) to sama nazwa PODświadomość pokazuje Ci, że jest ona POD świadomością a tym samym, możesz programować się po prostu przez logiczne, racjonalne i intencjonalne działanie i myślenie – do czego jeszcze wrócimy, a o czym pomoże nam sam Elon MUSK.

Swoboda & wdzięk we wszystkim…

I dalej Ayn RAND:

“Twoja podświadomość jest jak komputer – bardziej skomplikowany niż jakikolwiek stworzony przez człowieka – a jej głównym zadaniem jest integracja idei. Zatem, kto powinien ją programować? Umysł świadomy. Jednak w trybie domyślnym, jeśli nie zadasz sobie trudu świadomej introspekcji, programuje ją przypadek, zdajesz się bowiem na potęgę idei bez wcześniejszego ich sprawdzenia. Tak czy inaczej, twój komputer wyrzucać będzie wydruki (…) w postaci emocji, które to odpowiadać będą wartościom, które przyjąłeś. Jeśli zaprogramujesz swój komputer w sposób świadomy – będziesz znać naturę swych wartości i emocji. Jeśli nie – to nie.

Wielu utrzymuje, że nie da się żyć w oparciu o samą logikę i że musimy brać pod uwagę emocjonalny aspekt naszej ludzkiej natury i pozwolić sobie na dyktat emocji. Zupełnie jak astronauta z mojej opowiastki. Za co oczywiście przyjdzie zapłacić cenę. TO NASZA PERSPEKTYWA NA ŻYCIE DETERMINUJE NASZE WARTOŚCI I EMOCJE. Jako, że najważniejszych i najwyższym programistą twojej podświadomości jest TWOJA FILOZOFIA (…).”

Jeszcze raz wracamy do tego prostego kontrastu – czy wierzysz – NAPRAWDĘ WIERZYSZ – że sukces jest procesem logicznym, który to proces możesz zrozumieć i wcielić – czy też kastrujesz swój potencjał mistycznymi siłami, niezrozumiałą emocjonalnością czy niesprawdzonymi “prawdami objawionymi”?

EMOCJONALNOŚĆ

“Człowiek wiedziony emocjami, jest jak osoba, która nie jest w stanie odczytać wydruków z własnego komputera.. Nie ma zatem pojęcia, czy jego programowanie jest prawdziwe czy też nie (…) czy prowadzi go do sukcesu czy do porażki i czy aby na pewno służy jego najlepszemu interesowi. Jest ślepy na obu frontach: ślepy na świat zewnętrzny i ślepy na świat wewnętrzny, bez możliwości zrozumienia rzeczywistości i własnej motywacji i w pełnej trwodze przed jednym i drugim. Albowiem EMOCJE NIE SĄ NARZĘDZIAMI POZNANIA. Zatem ci, których filozofia interesuje najmniej, najbardziej jej potrzebują – bowiem już są jej bezbronną ofiarą.

Ludzie, których filozofia nie interesuje chłoną ją z otaczającej ich atmosfery kulturowej: ze szkół, książek, magazynów, gazeta, filmów czy telewizji [wtedy nie było jeszcze Internetu – R.M.]. A kto ma największe przełożenie na kulturę? Garstka ludzi – filozofów właśnie. Reszta za nimi podąża – bezmyślnie lub z własnego przekonania. I od niemal 200 lat głównym nurtem filozoficznym jest Immanuel KANT z jego jedynym celem: zniszczeniem ludzkiego umysłu i podważeniem zaufania do możliwości rozumu. Jesteśmy właśnie u szczytu tej fali [Nie Ayn, nawet nie byliście blisko – RAND zmarła w 1982 roku – R.M. Gdyby żyła dziś, miałaby wklęśnięte czoło od face-palmów.]

Źródło

“Kiedy rozsądek opuści człowieka, dość szybko przekonuje się on, że emocje są nie tylko kiepskim doradcą, ale również że prowadzą do jednej, dominującej emocji – TRWOGI. Szerzenie się wśród młodych ludzi narkomanii, pokazuje jak bardzo nie do wytrzymania jest wewnętrzny stan ludzi, których pozbawi się narzędzi poznania i którzy rozpaczliwie poszukują ucieczki od rzeczywistości – czyli ucieczki od przerażającej ich niemocy radzenia sobie z własnym życiem. Zwróć uwagę na na ich strach przez niezależnością i to obsesyjne dążenie do ‘przynależności’, do podłączenia się do jakiejkolwiek grupy, kliki czy gangu. Większość z nich nigdy nie słyszała o jakiejkolwiek filozofii, czują jednak, że brakuje im fundamentalnej odpowiedzi na pytanie, którego boją się zadać – liczą zatem na to, że plemię powie im jak żyć. Zatem z gotowością oddają się w ręce różnego rodzaju doktorów, guru czy dyktatorów.

A jedną z najniebezpieczniejszych życiowych decyzji jest oddanie własnej moralnej autonomii w ręce innych ludzi: zupełnie jak ten astronauta z mojej historyjki (…) nie mając nawet pewności czy są ludźmi.”

MIŁUJ SŁABEGO SWEGO JAK SIEBIE SILNEGO???

“Ta dzisiejsza ckliwa troska, to współczucie dla wszystkich słabych, wadliwych, cierpiących czy winnych, jest jedynie zamaskowaną, czysto kantowską (od KANTA) nienawiścią do tego co niewinne, silne, zdolne, godne, pełne sukcesów, zalet, pewności i szczęśliwości. Bowiem filozofia której celem jest zniszczenie ludzkiego rozumu jest z definicji filozofią nienawiści do człowieka, do ludzkiego życia i wszystkich humanitarnych wartości. Nienawiść do dobrych za to, że są dobrymi jest znakiem rozpoznawczym XX wieku. To jest wróg, z którym przychodzi ci się mierzyć.”

Jak zapewne się już domyślasz, nie była ci nasza Ayn największą miłośniczką KANTA. Mówiąc wprost – w chuj go nienawidziła. Był za to jeden filozof, którego kochała ponad wszystkich. W sumie cofam to co napisałem przed chwilą – był tylko JEDEN filozof, którego kochała i wyznawała. I nie – nie był to Nietzsche, któremu zarzucała mistycyzm. Był to ARYSTOTELES – i tak jak RAND miała wpływ na chłopaków, których wymieniłem we wstępie, ARYSTOTELES miał kształtujący wpływ na Ayn RAND, dlatego teraz, dla lekkiej odmiany, zajmiemy się tym, co głosił i w co wierzył.

Jako, że nie jest to lekcja historii filozofii, temat potraktujemy ogólnikowo, nie chodzi nam o to by zajmować się detalami. Patent jest taki, że Arystoteles stał w opozycji do Platona, tak jak P.O. stoi w opozycji do PIS. W sumie to też cofam – na chwilę zapomniałem o tym, że w Polsce nie ma opozycji. Zatem – nie zgadzali się ze sobą.

Platon miał taki oto pomysł na świat: żeby wszyscy byli happy i żeby żyło się szczęśliwie i dostatnio, wszystkich musimy ukształtować na jedną, z góry założoną modłę. Dopiero gdy wszyscy będziemy homogeniczni – na świecie będzie zajebiaszczo.

Wywoływało to wkurw w Arystotelesie, który uważał, że im większa różnorodność w mieście (czytaj w polis) tym lepiej i że dobra i zdrowa całość składa się z różniących się elementów. Czyli – żeby żyć szczęśliwie i dostatnio, ludzie muszą mieć możliwość wyrażania swojej inności. W skrócie chodziło mu o INDYWIDUALIZM a nie KOLEKTYWIZM.

Ukochany Ayn RAND

Czyli – w tym sensie, Platon był trochę jak teraz Korea Północna, a Arystoteles jak – w założeniu Ojców Założycieli (wyznawców Arystotelesa, zresztą) – Ameryka Północna. Mówię jak w założeniu, bo dziś niewiele ma to wspólnego z ich wizją…

Arystoteles był mądry chłopak, więc zrobił to, co jego znacznie późniejszy kolega po fachu – JUNG. Mianowicie bardzo bogato się hajtnął, co definitywnie załatwiło kwestię martwienia się o sprawy rachunków. Być może właśnie dlatego, że nie mieli palącej potrzeby zwracania na siebie uwagi debilizmami i Arystoteles i Jung są tak bardzo rozsądni – jeśli porównamy ich do filozoficznych rywali. A tym samym OSHO miał rację mówiąc, że znacznie lepiej myśli się w Rollsie niż na osiołku. Prawdę tę, jak się wydaje, posiadł również nasz rodzimy wielki filozof chrześcijański – Ojciec Dyrektor, z tym, w swoim czasie, kontemplacji oddawał się w produktach niemieckiej myśli inżynieryjnej. Najwyraźniej Niemcy nie są tacy źli we wszystkich kontekstach…

Wracamy do Arystotelesa: ważnym z jego rozumieniu jest to, że wywodził się z rodziny lekarskiej, zatem miał dość specyficzny i pragmatyczny sposób patrzenia na sprawy. Lubił bowiem rozkładać całość na mniejsze fragmenty, zastanawiać się jaki dany organ (fragment) ma sens a następnie składać wszystko ponownie do kupy. A tym samym wychodził z prostego założenia, że skoro swój cel ma oko – widzieć, nos – czuć, albo język – smakować – to swój cel – nadrzędny i dominujący – musi mieć i sam człowiek.

Bowiem – i to jest do zapamiętania – jego ulubionym pytaniem było PO CO? Wszystko u niego sprowadza się do tego właśnie pytania – PO CO tu jesteś? PO CO robisz to co robisz? PO CO nie robisz to czego nie robisz. To rodzaj rozkmin, nad którymi przesiadywał. W wnioski z tego wyszły dość ciekawe. Oto te najważniejsze:

WRODZONY CEL

Jak już mówiłem, Arystoteles mówi nam, że wszystko ma swój cel, zatem my go również mamy. Mówiąc inaczej – mamy wrodzoną INTENCJĘ. I celem tym NIE jest po prostu bycie żywym, bo to jest celem roślin czy zwierząt. Zatem ‘po prostu żyć’ odpada. To mus być coś innego, charakterystycznego dla naszego gatunku, rozmyślał Arystoteles. I jego zdaniem, odpowiedź jest oczywista: celem tego gatunku jest UŻYWANIE ROZUMU, czyli ROZSĄDKU, bo tylko my go posiadamy. A skoro posiadamy coś tak wyjątkowego, to nie jest to przypadek – zatem nasz cel musi być z ROZUMEM ściśle powiązany, wymyślił Arystoteles.

Atlas Zbuntowany

Zanim wrócimy do rozumu, przyjrzymy się ETYCE SZCZĘŚCIA, którą również się zajmował.

ETYKA SZCZĘŚCIA:

Mówiłem już o tym, że nasz grecki Ari był chłopakiem pragmatycznym i nie przepadał za komplikowaniem tego, co wg. niego było proste. Mówiłem też, że stał w kontrze do Platona. Platon szukał recepty na odczuwanie szczęścia perfekcyjnego. Arystoteles z kolej uważał, że szczęście jest wynikiem działania – szczęście to coś co odczuwasz kiedy zrobisz to co trzeba i/lub nie zrobisz tego, czego NIE trzeba. Czyli – jeśli seria działań, opartych o rozumowanie, okaże się słuszna – poczujesz szczęście. Jeśli nie słuszna – to go nie poczujesz. Mówiąc inaczej:

SZCZĘŚCIE JEST WYNIKIEM PODEJMOWANIA WŁAŚCIWYCH DZIAŁAŃ

Potem zobaczymy to założenie w wykonaniu Ayn RAND, ale teraz dalej jedziemy z greckim Arim. Podobnie jak ponad 2000 lat później w NLP, jednym z głównych założeń Arystotelesa było to, że u źródła każdego czynu jest DOBRA/POZYTYWNA INTENCJA a głównym dobrem, którego pragniemy jest SZCZĘŚCIE. Czyli – upraszczając – rzeczy robimy po to, żeby poczuć się lepiej. Zatem, logicznym wnioskiem jest tutaj ten, że wszystko sprowadza się do tego jak MAKSYMALIZUJEMY SWOJE SZCZĘŚCIE.

Arystoteles rozumiał oczywiście, że przyjemności są super – niestety nie wszystkie, zatem Twoim zadaniem jest ODKRYĆ, które przyjemności ci służą, które są neutralne a które wręcz Ci szkodzą. I które z nich – i to jest najważniejsze – w finalnym rozrachunku, czynią Cię szczęśliwym – bo nie wszystko co przyjemne czyni Cię szczęśliwym.

Wnioski z tego są dwa:

  1. Rób więcej tego co jest dla Ciebie dobre, co sprawia Ci przyjemność i czyni szczęśliwym
  2. Nie rób tego co Ci szkodzi, odbiera przyjemność i szczęście

Mówiąc prościej:

  1. Wiedź DOBRE życie
  2. Nie wiedź CHUJOWEGO życia

Na Twoje pytanie – no dobrze Panie Fafale, ale co to jest to dobre życie, odpowiedź brzmi: SZCZĘŚLIWE, czyli DOBRE życie, to takie, którego chcieliby mądrzy, racjonalni ludzie. W tym sensie bardziej chodzi o szczęście, które można pochwalać niż samą przyjemność, którą właśnie odczuwasz. Jeszcze raz podkreślam absolutnie kluczowy fakt, że w rozumieniu Arystotelesa, do szczęścia prowadzi WŁAŚCIWE DZIAŁANIE, zatem bez działania, nie ma szczęścia.

Ponieważ, co już wiemy, jesteśmy jedynym gatunkiem posiadającym ROZUM, szczęśliwie życie to życie ZDOMINOWANE przez ROZSĄDEK – czyli nie bycie głupim chujem – bowiem poprzez bycie rozumnym i poprzez rozumne działanie spełniamy naszą gatunkową powinność. W tym sensie, Warren BUFFETT prowadzi(ł) znacznie bardziej szczęśliwe życie niż bohater ‘Wilka z Wall Street” Jordan BELFORT – bo BUFFETT nie robił głupich, impulsywnych rzeczy – a BELFORT się w nich (przynajmniej w pewnym momencie) specjalizował.

Są węgle, jest szczęście! (foto – https://fm.cnbc.com/)

Czyli – szczęście, tutaj, nie wynika z tego jak się czujesz, tylko z tego jak używasz swojej powinności – czyli racjonalności. To dlatego Ayn RAND wkurwia się i zieje jadem na każdego, kto, jej zdaniem, umniejsza możliwości ludzkiego rozumu. I dlatego ludzi takich – patrz Immanuel KANT – uważa za nieetycznych.

Jednak to, że Twoim życiem kieruje ROZUM & ROZSĄDEK nie oznacza, że masz postawić sobie za cel Nobla z matematyki – tym bardziej, że nie ma Nobla z matematyki. Chodzi jedynie – lub aż o to – że zmierzając się z życiowymi wyborami, masz wybrać w sposób ROZSĄDNY. Przykład – możesz w sposób rozsądny wybrać to CO JESZ i ILE JESZ, to CO PIJESZ i ILE PIJESZ, to czy ćwiczysz i jak ćwiczysz. Dla ułatwienia dodam, że ROZSĄDNY wybór leży pomiędzy dwiema skrajnościami – dla przykładu: nie jeść w ogóle jest równie głupim wyborem jak zażeranie się. Masz jeść nie za mało, nie za dużo – w sam raz. A co oznacza akurat dla Ciebie, tu i teraz w sam raz? A to właśnie w sposób rozsądny masz odkryć i to właśnie doprowadzi Cię – w danym kontekście – do szczęścia.

Aha – bym zapomniał. To Arystoteles był twórcą zasady Złotego Śródka.

No dobrze – wyczuwam, że co twardszy elektorat ZenJaskiniowca przebiera nóżkami ze zniecierpliwienia, mówiąc: “Dobra Zen, nie pierdol mi tu o szczęściu, tylko pokazuj jak osiągać.” I, jako wierny sługa tegoż elektoratu, oczywiście przechodzę już do konkretniejszych konkretów, przypominając jednocześnie fakt, że to Arystoteles był prywatnym nauczycielem największego wypierdalacza starożytności – w może i wszechwieczności – Aleksandra WIELKIEGO. Filip MACEDOŃSKI wiedział co robi.

Przechodzimy zatem do tych lekcji Arystotelesa, które pomogą nam w HIGH-PERFORMANCE a zaczynamy od:

DUSZA DOSTOJNA:

W rozumieniu Arystotelesa, dusza organizuje to jak ciało funkcjonuje. Twoja dusza jest Twoim CEO i to ona ma podręcznik Twojego postępowania. Jest źródłem Twojego ruchu – lub bezruchu. Twoja DUSZA to Twój POTENCJAŁ. Jednocześnie dusza Twa ma swoje lęki i swoje pragnienia. I Arystoteles wymienia 3 potężne motywatory, które napędzają nas do działania (czytaj, które podniecają Twoją duszę):

  1. PRZYJEMNOŚĆ
  2. PODZIW
  3. MĄDROŚĆ

(czyli przyjemność, podziw i mądrość sprzyjają rozwojowi Twojego potencjału).

I jako człowiek rozsądny, musisz odnaleźć rozsądny kompromis pomiędzy wszystkimi tymi trzema potrzebami. Czyli pomiędzy poszukiwaniem przyjemności, chwały i szacunku oraz życiem kontemplacyjnym. Tylko łącząc te 3 elementy, jesteś w stanie osiągnąć to, co liczy się najbardziej: DOSKONAŁOŚĆ.

Jest nieźle Mike…

I powiedzmy, że w większości przypadków kompromis ten wygląda mniej więcej jak skład diety śródziemnomorskiej: 40/30/30 gdzie 40% to mądrość a reszta to szukanie przyjemności czy też chwały / podziwu / szacunku. A może inaczej – mądre poszukiwanie przyjemności oraz podziwu. Rozsądek musi przeważać – ale nierozsądnym byłoby zaspokojenie tylko jego – musi być również miejsce na resztę potrzeb. I to dlatego Arystoteles w żaden sposób nie namawia nikogo na ascetyzm. On zachęca Cię do rozpoczęcia pracy nad dążeniem do DOSKONAŁOŚCI polegającej na mądrym łączeniu potrzeb.

Uważał on bowiem, że zbyt moralizatorskie, czyli skrajne podejście do moralności oraz całkowite ignorowanie potrzeb cielesnych będzie miało opłakane skutki, gdyż żądze to sposób, w jaki ciało komunikuje duszy swoje potrzeby. W tym sensie Twoim zadaniem jest być własnym menedżerem: i w tym pomoże Ci zasada złotego środka. Swoich potrzeb nie ignorujesz (to jedna z form głupoty) ale też bezwolnie im nie ulegasz (to druga forma głupoty). Twoje działania mają być umiarkowane i mają sprawiać Ci przyjemność.

Oczywiście zasada złotego środka nie obowiązuje np. w przypadku zabijania, kradzieży, gwałtów czy rozbojów – mówiliśmy bowiem, że chodzi o DOBRE ŻYCIE, które pochwalać będą inni dostojni i mądrzy ludzie.

Kolejną cechą duszy dostojnej jest to, że właściwe działanie sprawia jej przyjemność. Nie ma tu nakurwiania na siłę i gogginsowania (do tego jeszcze wrócimy). Dla przykładu: będąc duszą dostojną umiarkowanie w piciu i jedzeniu jest dla Ciebie naturalne, sprawia Ci przyjemność i nie wymaga napinania siły woli. Wynika bowiem z tego kim jesteś a nie z tego co “wypada” czy uważasz, że “musisz”.

Dlatego jednym z najważniejszych z naszego punktu widzenia założeń jest to, że:

WSZYSTKO CO NATURALNE MA SWÓJ NAPĘD W ŚRODKU
WSZYSTKO CO NIE-NATURALNE – NA ZEWNĄTRZ

Kluczowym jest dla nas fakt, że SPRAWIA im to PRZYJEMNOŚĆ – wiemy bowiem, że przyjemność jest jedną z naszych podstawowych potrzeb. My dziś nauczeni zostaliśmy myślenia w kategoriach obowiązków i zobowiązań – ale najbardziej do podziwiania, zdaniem Arystotelesa, są ludzie, którzy osiągają dla radochy osiągania. To są bowiem dusze dostojne. A dusze dostojne – duchowa arystokracja – to ludzie, którzy zdają sobie ze swojej dostojności sprawę i godnie się zachowują: PODKREŚLAJĄ SWOJĄ WIELKOŚĆ i DOSTOJNOŚĆ jednocześnie nie przeginając i nie tracąc dobrego smaku. Czyli – w starym dobrym stylu arcymistrza Talleyranada: ujmuj swój narcyzm i megalomanię w karby lekko wyniosłej kurtuazji.

Poczucie wyższości tych ludzi (które podkreślają, dodam jeszcze raz), jest w pełni zasłużone przez to KIM SĄ, CO ROBIĄ i JAK ŻYJĄ. Nie ma więc to mowy o znanej nam skromności i nadmiernej pokorze. Jeśli jesteś Achillesem, to masz się zachowywać jak Achilles – jeśli nie będziesz bowiem zachowywał się jak Achilles, oznaczać to będzie, że udajesz kogoś kim nie jesteś (udajesz bycie duszę nie-dostojną) a to jest już nierozsądne nadużycie. Achilles nie był zwykła osobą, więc nie może zachowywać się jak zwykła osoba…

Jakie piękne i wyzwalające, prawda? Silni mogą więcej…więc wystarczy być silnym!

Lekko próżny Achilles z Corfu

No dobra, rodzi się zatem logiczne pytanie: jak zostaje się taką silną duszą dostojną?

Odpowiedź jest prosta:

TRENING:

Arystoteles kumał, że w życiu nie ma gwarancji i bywa nie fair. Rozumiał jednak, że TRENING ROZSĄDNEGO ŻYCIA zwiększa Twoje szanse na to, że dostąpisz szczęścia. Zatem, żeby być dobrym człowiekiem (nie w rozumieniu chrześcijańskim, tylko w rozumieniu DUSZY DOSTOJNEJ) musisz to TRENOWAĆ. I dlatego uważał – słusznie zresztą – że posiadanie pokaźnego majątku jest tak bardzo ważne – daje Ci bowiem okazję do trenowania hojności i mądrego lokowania pieniędzy. Poza tym musisz mieć odpowiedni poziom materialny, by móc aktywować pewne możliwości. O czym wiedział najlepiej…

W tym kontekście Arystoteles zgadzał się z Sokratesem: władza, wpływy i majątek są korzystne O ILE posiadają je mądrzy, rozsądni ludzie, którzy potrafią zrobić z nich użytek. Dla siebie i dla innych.

Pamiętasz jak pisałem, że duszom dostojnym bycie dostojnym przychodzi łatwo, naturalnie i przyjemnie? Dlaczego? Bo się wytresowali. U nas cnota oznacza działanie idące pod prąd ludzkiej naturze, siłowanie się z nią, wieczne zapasy. To właśnie jeden z powodów, dla których Ayn RAND tak bardzo nienawidziła KANTA. Twierdził on bowiem, że bycie moralnym nie ma nic wspólnego z przyjemnością. Odwrotnie niż Arystoteles, który nie postrzegał duszy ludzkiej jako słabej i plugawej, tylko jako DOSTOJNĄ albo zagubioną / nie wytrenowaną.

Bohaterowie powieści RAND nie mają wewnętrznych konfliktów – albo są po prostu dobrzy (w jej i Arystotelesa rozumieniu) albo są po prostu źli. To jest właśnie główny zarzut jaki postawił jej pisarstwu Jordan PETERSON – brak wewnętrznych konfliktów. Jednak RAND reprezentuje nurt romantyczny – czyli przedstawia najwyższy możliwy potencjał. Dla jej bohaterów bycie duszą dostojną jest łatwe, bo tak się wytrenowali i łatwiej jest im takimi być niż takimi nie być. Achilles nie musiał wysilać się by być Achillesem – był odważny i waleczny bo takim się uczynił: zachowywanie się w sposób tchórzliwy byłoby dla niego wstydem tak wielkim, że nie byłby w stanie ze sobą żyć. Zatem, miał tak dobre nawyki, że spaskudzenie ich byłoby trudne czy wręcz niemożliwe.

Najważniejszym nawykiem – w więc najważniejszym celem treningu – jest NAWYK RACJONALNOŚCI, czyli kognitywna elastyczność i siła, która umożliwi Ci dokonywanie słusznych wyborów. Jeśli nawyk ten sobie wyrobisz, będziesz regularnie dokonywać właściwych wyborów i będzie to sprawiało Ci przyjemność – a co za tym idzie, osiągniesz szczęście. Zatem, nawyk racjonalności, jej automatyzm, będzie automatycznie dawał Ci szczęście i spełnione życie. A dlaczego? A dlatego, że zdaniem ARYSTOTELESA i RAND świat jest miejscem, które możemy rozumieć a nasz umysł jest naszym najwyższym darem.

I to właśnie dlatego, dla greckiego Ariego, różnica pomiędzy człowiekiem dobrym a złym nie jest kwestią moralizowania, tylko kwestią TRENINGU. Masz takie życie, na jakie pozwalają Ci Twoje nawyki, bo Twoje nawyki przekładają się na Twoje wybory.

W skrócie:

  • CHUJOWE NAWYKI – CHUJOWE WYBORY
  • ZAJEBISTE NAWYKI – ZAJEBISTE WYBORY

Jesteś tu po to, by robić jak najlepiej to, do czego zostałeś stworzony – do bycia tak racjonalnym, jak się tylko da. I to da Ci przyjemność, i to da Ci spełnienie i szczęście – na takiej samej zasadzie, na jakiej najbardziej szczęśliwy sportowiec to ten, który właśnie wygrał Olimpiadę – a nie ten, który na niej najładniej wyglądał czy po prostu był.

Zatem – jeśli przywrócimy tu sobie na chwilę Warrena BUFFETTA i jego przyjaciela Charliego MUNGERA i zastosujemy tak bardzie kochaną przez nich INWERSJĘ wyjdzie nam oto coś takiego: jeśli chcesz być nieszczęśliwy, dokonuj durnych i szkodliwych wyborów. I właśnie dlatego Warren BUFFETT musi być – moim zdaniem – szczęśliwym człowiekiem: nie dlatego, że ma w chuj pieniędzy (a ma), tylko dlatego, że ma nawyki myślowe, które pozwalają mu popełniać MNIEJ BŁĘDÓW i podejmować LEPSZE DECYZJE. A szczęście pada pod kątem 90 stopni od tego typu postawy, właśnie.

Ciężkie jest brzemię sukcesu… (foto: https://image.cnbcfm.com/)

Czyli – mamy do czynienia z TEORIĄ HABITUACJI – stajesz się tym, co trenujesz. Dlatego dla Arystotelesa tak ważnym było środowisko, w którym zostaliśmy wychowani – daje bowiem ono odpowiednie wdruki. Nie oznacza to, że jeśli nie uzyskałeś odpowiedniego wychowania w odpowiednim środowisku to nie masz szans – oznacza jedynie, że będzie musiał więcej trenować by najpierw oduczyć się tego co niewłaściwe a potem nauczyć tego co niezbędne.

A oto czym różni się efekt prawdziwego treningu od “zwykłej” samodyscypliny: w wyniku właściwego treningu robisz co trzeba naturalnie i sprawia Ci to przyjemność. W przypadku samodyscypliny, robisz to co trzeba, bo tego od siebie lub tego od Ciebie wymagają. Ale, oczywiście, droga do właściwego treningu wiedzie przez samodyscyplinę: od Ciebie zależy to, czy samodyscyplinę uznasz za cel sam w sobie, czy za środek do stania się duszą dostojną.

I tutaj pytanie: kogo podziwiałbyś bardziej: tego, któremu w wyniku treningu wynik przychodzi naturalnie, czy też tego, który osiąga dzięki nadludzkiemu samozaparciu? Bo ten pierwszy JEST a ten drugi ROBI. Kim zatem wolisz być?

DYSCYPLINA JEST ZAJEBISTA
WARUNKOWANIE JEST ZAJEBIŚCIEJSZE

Podsumowując Arystotelesa:

  • CHARAKTER SIĘ BUDUJE
  • U podstaw budowania charakteru leżą WYBORY
  • wybory są podstawą ludzkiej WOLNOŚCI
  • Ty masz wolność wyboru
  • a Twoje wybory mają KONSEKWENCJE

Właściwe cechy charakteru – takie jak UMIARKOWANIE czy ODWAGA, pozwolą Ci na pokonywanie życiowych przeszkód – a trafisz na życiowe przeszkody. W tym sensie, każda przeszkoda, każdy życiowy wybój, jest SZTANGĄ, którą możesz budować MUSKULATURĘ SWOJEGO CHARAKTERU. Pokonywanie tych przeszkód, czyli dokonywanie właściwych wyborów, wzmocni Twój charakter i uczyni Cię dostojnym i zajebistym. To, ze jakaś potrzeba w dane chwili głośno krzyczy NIE oznacza, że z punktu widzenia Twojego charakteru jest NAJWAŻNIEJSZA.

W tym sensie, każdy WYBÓR oznacza albo:

  1. rysę na charakterze
  2. jego wzmocnienie

Twoje wybory albo Cię budują, albo Cię niszczą – mówi Arystoteles. Czyli – co przerabialiśmy już na tym blogu oraz w programie Szkoła Wewnętrznego Przywództwa – witaj w kontraście. Mówiąc inaczej – za każdym razem gdy dokonujesz jakiegoś wyboru, albo wzmacniasz stary nawyk, albo wyrabiasz nowy. I właśnie ten kontrast, świadomość tego, że albo się budujesz, albo się rujnujesz, pozwoli Ci zmienić to co czujesz (chociażby poprzez uczynienie z tego gry). Poprzez zmianę tego co czujesz w związku z działaniem – zmieni się samo działanie. I nie ma żadnego znaczenia, czy wierzysz w wolną wolę (oby!) czy determinizm – bowiem dla duszy dostojnej robienie rzeczy dostojnych jest przyjemne – i dlatego z czasem staje się automatyczne.

ARYSTOTELES w jednym zdaniu, to:

ŚWIADOME ŻYCIE & DĄŻENIE DO DOSKONAŁOŚCI

A teraz, jeszcze raz, ideał człowieka – HEROSA – według Ayn RAND:

  1. Człowiek racjonalny, wiedziony wyłącznie przez rozsądek
  2. Niezależny, samodzielny i samowystarczalny
  3. O ogromnym i głębokim poczuciu własnej wartości

Howard ROARK – ucieleśnienie obiektywizmu

MIKE MENTZER

Mike MENTZER był (był, bo nie żyje od 2001 roku) kultowym kulturystą, wyznawcą Obiektywizmu i dla wielu ludzi w sportach sylwetkowych, punktem odniesienia. Ja rozumiem, że część drapie się teraz w głowę, zastanawiając, czegóż to można nauczyć się od kulturysty. Otóż wiele, jak pokazują poniższe cytaty z książki Johna LITTLE: The Wisdom of Mark MENTZER:

“Mike MENTZER stale utrzymywał, że budowanie charakteru jest znacznie ważniejsze niż budowanie muskulatury. Sam był żywym przykładem osiągania perfekcji formy poprzez precyzyjne użycie swojego rozumu. Jego wyżyłowane ciało było personifikacją triumfu ludzkiej woli nad siłami natury oraz miesięcy, czy lat bólu, wyrzeczeń i nadludzkiego wysiłku, niezbędnego by zbudować ciało, które wygląda jak żywa, ruszająca się forma sztuki. Był symbolem nie tylko tego co możliwe, gdy nakierujemy na to swój umysł, ale przede wszystkim tego, że każdy człowiek – kobieta i mężczyzna – może osiągnąć coś podobnego [po dodaniu bardzo porządnej ilości Deca-Durabolinu, uczciwie dodajmy – R.M.]

OK – kumam. Kulturystyka nie jest daniem dla każdego. Nie każdemu musi podobać się ta estetyka. To jasne. Nie ma problemu i nie chodzi o to. Jednak zwróć uwagę na to, że dla MENTZERA, kulturystyka – czyli jego styl życia i bycia – była właśnie (zgodnie z tym co mówił Arystoteles) narzędziem dążenia do DOSKONAŁOŚCI. Większość z nas ma jakieś cele związane z ciałem i jego wyglądem – czy też rozpatrujesz je przez tę optykę? Też patrzysz na swój trening, żywienie i suplementację jako na drogę do doskonałości? Czy jako na przejebany obowiązek, któremu trzeba sprostać, bo inni naciskają, żeby jako tako wyglądać?

Jak zatem budować swój CHARAKTER? Oto rady udzielone przez MENTZERA:

“Najważniejszym elementem jest WYBÓR. Musisz postanowić budować swój charakter; musisz uznawać sam charakter i proces jego budowania za wysoką wartość. To krok numer jeden. Po tym jak zrozumiesz, że posiadasz coś takiego jak wola, czyli kiedy uzmysłowisz sobie POTĘGĘ WYBORU, musisz rozpoznać CECHY charakteru, które ci imponują a następnie uczynić je integralną częścią swojej osobowości. Co u większości ludzi rodzi pytanie: ‘Ale jak mam to zrobić?’ Na tym etapie pierwszym krokiem jest określenie, jak już wspomniałem, tego które cechy charakteru uznajesz za wartościowe i znaczące. Wiele z nich jest, oczywiście, uniwersalnych i niewiele osób podważy ważność i potrzebę szczerości, spójności i uczciwości, pracowitości, dyscypliny i tym podobnych.

Dużo skupienia, dużo dyscypliny i dużo Deca Durabolinu!

Kiedy już je określisz, reszta w znacznym stopniu wydarzy się poniekąd automatycznie, szczególnie jeśli jedną z tych wartości będzie ROZSĄDEK – wtedy wszystko stanie się bardziej logiczne i dużo łatwiejsze. Bo już sam fakt, że ten ściśle określony typ charakteru jest dla ciebie czymś bardzo ważnym i osobistym, podobnie jak i jego budowanie, oznaczać będzie, że jesteś człowiekiem POSZUKUJĄCYM – poszukującym PRAWDY. A jeśli bardzo chcesz poznać PRAWDĘ, wcześniej czy później trafisz na FILOZOFIĘ, która zacznie przewodzić twoimi działaniami. Nie zapomnij jednak używać ROZSĄDKU jako elementu kluczowego.”

OK – nieco górnolotne wytłumaczenie. Ale przypominam, że on jest dokładnie z tej samem mapy do RAND i ARYSTOTELES – z mapy świadomego i rozsądnego wyboru życiowej filozofii – opartej na ROZUMIE a nie zabobonach. Dajmy sobie ponownie prostacki przykład – załóżmy, że idąc za grackim Arim, wybierasz jego zasadę Złotego Środka jako jeden z najważniejszych elementów Twojej życiowej filozofii – i że zasadę tę, z umiarem oczywiście, zastosujesz w każdym możliwym aspekcie życia. Tylko to będzie miało kolosalne przełożenie na sposób w jaki będziesz funkcjonować i na dokonywane wybory. Odrzucisz, automatycznie, wszelkie skrajności – te z lewa, te z prawa, te z dołu i z góry. W wyniku serii tych racjonalnych wyborów, zaczniesz odczuwać MNIEJ skrajnych emocji, które tak często wypierdalają nas z torów. Skończą się zjebane życiowe dramaty rodem z telenoweli – skończy się toczenie wojen i gaszenie pożarów które nie wnoszą do Twojego życia niczego poza chaosem, poczuciem zajętości, pseudo-sensu i pseudo-ważności.

Przywrócimy sobie tutaj, przy okazji budowania charakteru, ARYSTOTELESA: jego formuła, oparta na treningu – jest bardziej przejrzysta: określasz cechy, które chcesz posiadać (które mają stać się automatyzmem dla Twojej duszy dostojnej) i zaczynasz się zachowywać tak, jakbyś je już posiadał. Jak aktor – z tym, że cech tych nie odgrywasz przez innymi – odgrywasz je przed sobą. To Ty masz się na to “nabrać”. To ma być Twój automatyzm a wszystko co naturalne wychodzi ze środka – nie z zewnątrz. Achilles nie musi udawać przez innymi, że jest Achillesem – przerabialiśmy to już, prawda?

I tu jeszcze dwa bardzo ważne patenty:

Trenujesz swój charakter – czytaj: cechy, które są dla Ciebie ważne i w chuj osobiste. To jedno. Trenujesz je, bo nie chcesz grać w grę, której nie da się wygrać – czyli w wiarę, że zawsze wystarczy Ci siły woli. Trenujesz się – tresujesz swoją neurologię jak kurwa psa – po to, żebyś nie potrzebował siły woli. Pies Pawłowa. Automatyzm. Automatyczny automatyzm 🙂 To było jedno.

Drugi ważny element to to, że poza swoim charakterem, musisz tresować swoje LĘKI & PRAGNIENIA. Pamiętasz, że MĄDROŚĆ, czyli ROZSĄDEK mają przeważać, powiedzmy stanowić 40%, jak węgle w diecie śródziemnomorskiej? Pamiętaj również, że tresowanie swoich pragnień nie oznacza, że je wypierasz. Ten element psychologii Arystotelesa przerobiliśmy ciut wcześniej. Chodzi o to, by zgodnie z tym co mówię i w GRACZU 3 i w moim najnowszym płatnym programie ODWRÓĆ GRĘ! – chodzi o to, żebyś nie był dziwką swoich pragnień a ich alfonsem. To Twoja Dusza Dostojna dowodzi – reszta, jak tresowane pitbulle, podąża za przewodnikiem stada. I słuchasz tego stada – ale to Ty robisz ruchy – i oby to kurwa były ruchy logicznie prowadzące do celu.

“Wszystko to czym jestem – i czym nie jestem – jest bezpośrednią konsekwencją dokonanych przeze mnie wyborów. Oraz tych nie dokonanych” – powiedział Mike. Uważał on, że celem każdego kulturysty (pamiętaj, że to się generalizuje więc kulturystyka jest tylko przykładowym tłem) – zatem, że celem każdego kulturysty powinno być osiągnięcie pełni swojego potencjału JAKO CZŁOWIEKA – a nie jedynie potencjału fizycznego. Mówiąc inaczej – ciągłego poprawiania siebie, ciągłego zbliżania się do doskonałości. We wszystkich aspektach, dlatego: “Mike studiował filozofię, by lepiej odróżniać prawdę od fałszu, sztukę by lepiej zrozumieć jej znaczenie i cel, logikę, by bardziej precyzyjnie wyrażać swoje myśli, nauki, które pozwalały mu głębiej poznać fizjologię ludzkiego ciała i sposoby jego wzmacniania, biznes, by żyć godnie nie z pracy dla innych a z pracy dla siebie samego – i na własnych warunkach oraz komunikację by lepiej wyrażać wszystko to, czego już się nauczył.”

Estetyka Obiektywizmu

“Jedynym sposobem uzyskania i utrzymywania najwyższej samooceny jest bezwzględne trzymanie się rzeczywistości i rozsądku. Ci, którzy tej zasady nie stosowali byli całkowicie poza obszarem mojego zainteresowania. Nieboraki te bez przerwy wpadały w pułapki kolejnej mody czy trendu. Tego typu histerycznym mistykom nie dawało się niczego wytłumaczyć. Nic nie przerażało ich bardziej niż odłączenie się od tego, co robi większość. Wszystko co inne, wszystko co nie miało akceptacji większości – wpędzało ich w trwogę. Nigdy tego nie rozumiałem, bo nigdy tej zadziwiającej wady nie posiadałem – tego potwornego pragnienia akceptacji i uznania. Zamiast, jak winorośl ciasno oplatać wysokie drzewo, zawsze wolałem stać samotnie, pozostając INTELEKTUALNIE, EMOCJONALNIE i MORALNIE SAMOWYSTARCZALNYM.”

“Cechował go niezmordowany ETOS POSTĘPU – całkowite przeciwieństwo stagnacji. Ta obsesja ROŚNIĘCIA – nie tylko fizycznie ale i mentalnie – pozwalała mu uczyć się w oparciu tak o zwycięstwa jak i porażki. (…) Mike doszedł bowiem do wniosku, że jedyne nagrody, które mają naprawdę znaczenie to te, które dostajesz za JAKOŚĆ włożonej pracy, a jakość ta wynika z rozsądnej oceny (…).”

“Absolutną podstawą mojej etyki jest RACJONALNY EGOIZM, który stanowi całkowite przeciwieństwo etyki opartej na poświęcaniu siebie innym. Jest jednak kluczowym by rozumieć, że EGOIZM RACJONALNY nie polega na słuchaniu i zaspokajaniu własnych zachcianek – bo to jest domena zwykłego, wulgarnego egoizmu, czy też takiego jaki znamy z zachowania dzieci – gdzie wszystko i wszyscy muszą zostać podporządkowani zaspokojeniu kolejnej chwilowej zachcianki. Nie w ten sposób działa wyznawca RACJONALNEGO EGOIZMU. Będzie on bowiem działał w sposób przemyślany i perspektywiczny, biorąc pod uwagę konsekwencje krótko i długoterminowe. Czyli biorąc pod uwagę jak jego pragnienia, jego wartości wpłyną finalnie tak na niego jak i na innych – w dłuższej perspektywie.”

John LITTLE następnie pisze – a my to za chwile odniesiemy to co naszego życia:

“Mike MENTZER, z tego co mi wiadomo, był pierwszym w historii kulturystą, który dział filozofii zwany estetyką potraktował bardzo poważnie. Każda poza była bardzo dokładnie wybrana i określona – nie tylko po to, by wyeksponować daną grupę mięśni, ale, przede wszystkim, by stała się inspirującym przekazem dla wszystkich oglądających. Większość kulturystów traktuje pozowanie jako formę zapewniania rozrywki. Zamiast przekazywać coś publiczności (intencję sztuki) pragną oni by to widownia przekazywała coś im (miłość, podziw, entuzjazm). Jednak prawdziwa SZTUKA KULTURYSTYKI nie polega na podlizywaniu się grupie czy naprawianiu swojego kruchego ego (…)”

Legendarny finał 1980…

Nna ile to co Ty robisz w życiu robisz by przekazać swoje wartości i filozofię – a na ile by zebrać parę punktów od publiki? Ile Twoje ciało mówi o Twojej FILOZOFII? A Twoje finanse?

Celem sztuki jest rozpalenie w duszy płomienia, który nie zgaśnie nigdy – Mike MENTZER

“MENTZER był przekonany, że kulturystyka opiera się na najwyższej umiejętności człowieka – umiejętności KREATYWNEGO TWORZENIA. Umysł nakazuje a ciało słucha i w ten sposób, dzięki sile umysłu i sile ciała powstaje IDEAŁ – a tym samym powstaje SZTUKA.”

“(…) Twój perfomance, na scenie i poza nią, jest odzwierciedleniem twojego charakteru [struktury duszy idąc za Arystotelesem – R.M.] – niczego innego. Czy jestem DUMNYM i DOSTOJNYM, czy MARUDNYM i NARZEKAJĄCYM? I, oczywiście, WYBÓR jest twój.”

“Czy podziwiasz umiejętność osiągania postawionych sobie celów, charakterystyczną tylko dla tego gatunku? Niezależnie od tego, czy chodzi o wysłanie ludzi na Księżyc i z powrotem, heroiczne postępowanie w obliczu śmiertelnego zagrożenia, odkrywanie tajemnic atomu czy też budowanie imponującej masy mięśniowej? Jeśli odpowiedź brzmi ‘tak’ UDOWODNIJ TO SWOIMI DZIAŁANIAMI. W końcu również jesteś przedstawicielem tego wyjątkowego gatunku a osiągnięcia najwybitniejszych ludzi w historii mogą być wodą na twój młyn. To twoje dziedzictwo. Więc niech ten podziw cię zainspiruje. Przestań zajmować się tym co bezcelowe, małe i pokurczone. (…) I nigdy nie spadnij do poziomu przeciętności, porzucając swoje ideały, wartości, cele – i w finalnym rozrachunku: swoje poczucie wartości. Trzymaj się tej WIELKIEJ DOSTOJNEJ WIZJI i nigdy nie zdradź ognia; nadaj mu jednak kształt, cel i rzeczywisty wymiar. Nigdy nie sprowadź się jedynie do bycia kulturystą – niech twoje mięśnie będą symbolem siły woli i zwycięstwa ROZSĄDKU. Bądź najlepszym kulturystą jakim TY MOŻESZ BYĆ!”

“(…) Masz bowiem POTĘGĘ WYBORU tego kim się STANIESZ i tego, co PRZEKAŻESZ. A przekaz ten może być albo pozytywny, albo negatywny, korzystny lub niekorzystny, godny lub niegodny. Zależeć będzie to w głównej mierze od tego jak postrzegasz siebie [czy jako DUSZĘ DOSTOJĄ czy też nie – R.M.], swoją rolę w tym świecie i od tego, co Mike lubił nazywać ‘wartościami metafizycznymi’. Jeśli uważasz, że jesteś ofiarą, nieważne czego – społeczeństwa, losu czy własnego intelektu, twoje sceniczne pozy będą płaskie i słabe. Jednak, jeśli uważasz, że zdolny jesteś do wyrównanej rywalizacji z najlepszymi – automatycznie dobierzesz pozy i muzykę, która podkreśli TWÓJ HEROIZM i to co w dumnym człowieku najważniejsze. Tak jak robił to MENTZER.”

Przekaz

TY JAKO HEROS

“Moja filozofia, w wielkim skrócie – mówi Ayn RAND – oparta jest o postrzeganie człowieka jako ISTOTY HEROICZNEJ, z jego WŁASNYM szczęściem jako moralnym życiowym kompasem, z produktywnością jako najwyższą formą szlachetności i rozumem jako jedynym absolutem. Chcę – zarówno w literaturze jak i filozofii – zdefiniować i przedstawić człowieka IDEALNEGO – ten specyficzny, konkretny obraz tego jakim człowiek taki powinien być. (…) W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że fundamentalnie nie zgadzam się ze wszystkimi istniejącymi systemami filozoficznymi – w szczególności z ich moralnymi zaleceniami. I dlatego stworzyłam system własny, choćby po to, by umożliwić istnienie wspomnianego przeze mnie człowieka IDEALNEGO. Musiałam bowiem stworzyć system przekonań, o który człowiek taki mógłby oprzeć swój byt.”

“(…) Czasami nazywam ludzi takich Nowymi Intelektualistami, i są to kobiety i mężczyźni, którzy naprawdę chcą myśleć. To ci, którzy rozumieją, że życie musi opierać się o rozsądek, a nie uczucia, zachcianki, kaprysy lub mistyczne objawienia. To ci, którzy autentycznie cenią swoje życie i którzy nie chcą poddać się panującemu powszechnie kultowi popadania w rozpacz, cynizm i impotencję. To wszyscy ci, którzy nie chcą poddać się mrokom średniowiecza i złożyć w ofierze kolektywu.”

“Za pierwszego prawdziwego intelektualistę uznaję Arystotelesa – to był intelektualista z prawdziwego zdarzenia. Pierwszymi intelektualistami Ameryki byli Ojcowie Założyciele [Jefferson, Franklin, Washington, Hamilton, Adams, Adams i Paine – R.M.] a to dlatego, że byli nie tylko myślicielami, ale również ludźmi czynu. Wiedzieli, że ROZUM powinien prowadzić ludzi przez rzeczywistość i że osiągnięcie idealnego stylu życia również możliwe jest jedynie dzięki dominacji rozumu. Rozumieli jednak, że aby rozum mógł być twoim przewodnikiem, potrzebujesz żyć w kraju wolności. Oraz to, żeby radzić sobie w życiu za pomocą narzędzi zwanych handlem i perswazją – a nie siłą.”

Zdaje się, że jesteśmy bardziej zacofani niż USA 150 lat temu. Zresztą samo USA też jest bardziej zacofane niż to samo USA 150 lat temu… Oddzielny temat.

“Zapisane w amerykańskiej konstytucji prawo dążenia do szczęścia oznacza realnie, że człowiek ma prawo do określenia swoich własnych celów i wartości – i osiągania ich. Szczęście bowiem jest stanem świadomości wynikającym z życia zgodnego z własnymi zasadami. Bo cóż może być bardziej wartościowego? Szczęście nie oznacza chwilowej przyjemności czy oddawania się bezmyślnemu folgowaniu sobie. Szczęście oznacza potężne, głębokie, pozbawione poczucia winy poczucie własnej wartości i dumy ze swoich osiągnięć. Oznacza radość z życia, możliwą do osiągnięcia tylko dla człowieka racjonalnego, opierającego się o racjonalny moralny kod postępowania.”

Mount Rushmore (fot: NYT.com)

Na pytanie prof. Jamesa McConnella o to, jak w takim razie zostać takim herosem, Ayn RAND odpowiedziała co następuje:

“Po pierwsze potrzeba spójnej i zintegrowanej filozofii życiowej. Potrzeba uważnego myślenia bo niczego nie można brać na wiarę. Potrzeba również pogodzić się fundamentalnym założeniem: po pierwsze z tym, że EMOCJE NIE SĄ NARZĘDZIAMI POZNANIA. Emocje to nie wiedza i nie służą jako przewodnik po rzeczywistości. A to oznacza, oczywiście, że przewodnikiem tym powinien być ROZUM i że stosunki między ludźmi powinny odbywać się tylko w oparciu o rozsądek. Nie ma bowiem mowy o komunikacji, jeśli dwoma osobami kierują jedynie emocje. Kiedy jednak emocje umieszczone zostaną na swoim właściwym miejscu – czyli jako konsekwencja użycia rozsądku a nie jako siła napędowa – wtedy ludzie znajdują wspólny język (…).

Pamiętasz jak wspominałem, że cechą HEROSÓW jest produktywność. Zobacz ten piękny fragmencik rozmowy pomiędzy RAND a Johnny CARSONEM:

– Ludzie powinni pracować na tyle, na ile pozwalają im ich możliwości. W żadnym wypadku nie chodzi o to, żeby zaharowywać się na śmierć. Ludzie mogą mieć bowiem w życiu również inne zainteresowania. Jednak jeśli pyta mnie pan, czy najważniejszym celem i pierwszą wartością ma być produktywność – to owszem, jak najbardziej. Bo jeśli człowiek nie chce być produktywnym – jest niemoralnym.

– Zdaje się, że kiedyś użyła pani terminu – emocjonalny pasożyt.

– Jeśli stawia innych ludzi ponad swoją produktywną karierę – ponad swój kreatywny umysł – to tak, jest emocjonalnym pasożytem.

– Czy pani w takim razie przywiązuje się emocjonalnie do ludzi, czy ma pani przyjaciół?

– Oczywiście.

– Jednak nie przedkłada pani ich interesu ponad swój?

– Nigdy nie dochodzi do tego typu zgrzytów, bo ja przyjaźnię się jedynie z racjonalnymi ludźmi. A między ludźmi racjonalnymi nie ma tego typu tarć.

– Co jednak zrobić z tymi, którzy, z dowolnego powodu, nie mogą być produktywnymi?

– Zostawić w świętym spokoju. Jeśli prawdą jest to, że z jakiegoś powodu nie są w stanie niczego wytwarzać, tym bardziej należy zapewnić więcej wolności tym, którzy produkują.

– Jednak niektórzy ludzie utrzymują, że pani spojrzenie na rozum prowadzi do czystego egoizmu, że nie jest oparte na zdrowych ludzkich relacjach i nie pozostawia miejsca na emocjonalne zaangażowanie.

– A to już zależy od rodzaju emocji. Czy wierzy pan w to że wszystkie emocje, z definicji, są koniecznie nieracjonalne? Bo ja nie. Człowiek winien być postępować zgodnie ze swoim rozumiem i jeśli wybierze dla siebie racjonalne wartości, nie grozi mu odczuwanie nieracjonalnych emocji. Bowiem jego emocje i jego umysł będą spójne. Twierdzę wręcz, że jedynie w pełni racjonalny człowiek może odczuwać głęboko i prawdziwie, bowiem nie ma on wewnętrznych konfliktów.”

“Jestem więc myślę” – Ayn RAND

W temacie wewnętrznych konfliktów, Ayn RAND oczywiście:

“Najważniejszym i głównym problemem jest KONFUZJA, która zazwyczaj prowadzi do niezasłużonego poczucia winy. Czasami poczucie winy jest zasłużone – wtedy kiedy ludzie świadomie postąpili w sposób zły. Jednak znacznie bardziej tragicznym jest niezasłużone poczucie winy, które dotyka szczególnie ludzi młodych – choć nie tylko – i akceptowane jest przez nich jako jakiś dziwaczny moralny standard i nakaz. Tak na dobrą sprawę ludzie ci nie są winni niczemu, poza byciem wmanewrowanymi w to poczucie przez dzisiejszą kulturę.”

Pamiętasz jak pisałem o tym, że Arystoteles dzielił ludzi na tych DOSTOJNYCH i tych zagubionych / nie wytrenowanych? Masz tu przedłużenie tej filozofii. Upraszając to co RAND powiedziała Carsonowi: możesz czuć – i nawet na pewno czujesz – zbędne, niezasłużone poczucie winy, wstydu, lęku czy zagubienia bo nie posługujesz się właściwą filozofią (opartą o rozum a nie o emocjonalne straszenie, grożenie i mistycyzm), nie przeszedłeś właściwego treningu (czyli nie wbiłeś swojej nowe filozofii do swojego układu nerwowego na stałe) i skupiasz się na swoich odczuciach zamiast na produktywności. Czyli, co jest tematem tego wpisu: skupiasz się na traumatyźmie zamiast na własnym heroiźmie – bo, znowu, masz błędną filozofię w wyniku której skupiasz się na byciu ofiarą a nie producentem.

“Żyjemy dziś, ponad wszystko, w epoce zawiści i nienawiści: zawiści i nienawiści do wszystkiego tego co naprawdę dobre i do bycia naprawdę dobrym. Ale najsilniej nienawiść ta skierowana jest na rozum. Ludzi ci nienawidzą wszystkiego tego co w człowieku racjonalne, co silne i co niezależne. Cała psychologiczna perwersja polega na tym, że nienawidzi się właśnie najbardziej tego, co w człowieku najbardziej cenne. (…) Stałym motywem sączonym nam do głów jest: ‘Wszyscy jesteśmy z natury źli – i bezradni – niczego nie możemy osiągnąć – i nie ma po co spodziewać się w tym temacie poprawy. Kiedy ktoś słyszy to dniami i nocami, o ile nie jest nadzwyczaj silną intelektualnie i moralnie jednostką, to musi upaść. Sięgnie wtedy po narkotyki jako drogę ucieczki od poczucia zagubienia i bezradności. Gdybym miała wskazać jednego winowajcę problemu narkomanii to byłaby to współczesna, progresywna edukacja, która całkowicie niszczy umiejętność niezależnego myślenia dziecka. (…) Uważam, że jeśli dorosła osoba chce się narkotyzować, to ma do tego pełne prawo. Jednak jest to najbardziej niemoralny z występków, bo niszczy rozum. No ale jeśli ktoś chce go sobie zniszczyć, w końcu to jego rozum.”

“(…) Dodajmy do tego religijną moralność, która wmawia ludziom, że są gatunkiem gorszym. A przecież nie są. Z tego co nam wiadomo, to my stworzyliśmy najwyższą formę cywilizacji. Pomysł, by na wiarę zaakceptować istnienie jakiejś bliżej nie określonej siły wyższej, która jest od nas lepsza pod dosłownie każdym względem i do perfekcji której nie masz nawet po co aspirować, jest prostą i skuteczną drogą do kompleksu niższości i samoponiżenia.”

“Mój IDEAŁ człowieka robi rzeczy ŚWIADOMIE i dlatego, że uznał, iż to jest słuszne. W żadnym wypadku – bo to najwyższa obraza, nie robi czegoś ‘bo poczuł taką potrzebę’. Jest jak najbardziej w porządku mieć odczucia i emocje, ale one mają być wynikiem naszych myśli a nie motorem naszych działań. Rozsądny człowiek nie powinien również przejmować się tym, co pomyślą sobie o nim inni – nie zmienia to faktu, że musi brać pod uwagę szacunek dla praw innych ludzi. Nie może oczekiwać i wymagać, żeby ktoś poświęcał się dla niego i na tej samej zasadzie nie powinien poświęcać się dla innych. Owszem, ma brać pod uwagę niezależność innych ludzi ale nie oznacza to, że ma brać na siebie za nich odpowiedzialność.”

Symbol

Pamiętać musisz, że Ayn RAND reprezentowała w swojej sztuce szkołę romantyczną: nie w sensie romansidła, tylko pokazywania ludzi i świata takimi, jakimi mogliby i powinni być. Przedstawiała zatem ideał i mówiła: tak to powinno wyglądać i do tego powinniśmy dążyć. Wszystko co nie jest tym jest niepełne i niedoskonałe. W tym sensie romantyzm w sztuce jest formą tworzenia modeli a jej celem jest zainspirowanie odbiorcy poprzez ukazanie potencjału wielkości człowieka – rozpalenie w duszy płomienia, który nigdy nie zgaśnie, jak powiedział Mike MENTZER

“Piszę z myślą o stworzeniu CZŁOWIEKA IDEALNEGO w działaniu, którego czytelnik będzie podziwiał i szanował – i którego próżno szukać we współczesnym życiu codziennym.” – powiedziała RAND.

“Jednak założenie, że człowiek powinien żyć w swojej głowie, ignorując świat zewnętrzny, przeczy podstawowym założeniom OBIEKTYWIZMU. Obiektywizm zakłada bowiem, potrzebę integracji umysłu i ciała [patrz poglądy Mike’a MENTZERA na kulturystykę – R.M.]. Co zatem oznacza właściwe użycie umysłu? Oznacza zastosowanie myślenia celem osiągnięcia tego co się ceni w świecie materialnym.”

Bardzo ważny moment – nie chodzi o to, żeby być teoretykiem, który wszystko rozumie ale niczego nie osiąga, tylko po linii prostej, za pomocą rozumu, sięgać po to, co naprawdę cenisz i czego naprawdę chcesz. I od Ciebie zależy co to takiego będzie.

“Przypominam, że pieniądze, są produktem umiejętnego myślenia i osiągania. Pieniądze są tym, co dostajesz w zamian za swoje osiągnięcia. I gdyby wszyscy zachowywali się jak dzisiejsi politycy, nie byłoby żadnych pieniędzy, bo nie byłoby czym handlować.”

W skrócie, chodzi jej o to, że politycy niczego nie wytwarzają – poza chaosem może – a po prostu rozporządzają pieniędzmi tych, którzy potrafili je zarobić.

– Czy nakłada pani jakiś limit na ilość zewnętrznej satysfakcji czy też materialnych korzyści, jakich człowiek może chcieć? – spytał Garth R. ANCIER

– Zacznijmy od tego, że ani ja ani pani, ani nikt inny, nie mamy prawa nakładania ograniczeń na osiągnięcia i aktywności innych ludzi. Po drugie, w prawdziwie wolnej gospodarce, zarabiasz tyle pieniędzy ile twój biznes potrzebuje. Jednak celem każdego prawdziwego industrialisty, nie są pieniądze jako takie, tylko PRODUKTYWNOŚĆ. Tylko politycy z Waszyngtonu chcą wszystkich pieniędzy bez zarobienia ich. Człowiek, który chce zarabiać więcej musi bez przerwy rozwijać swój biznes i poprawiać swój produkt. Proponując jakiś limit, mówimy tak naprawdę ‘Zatrzymajmy się w rozwoju’.

“Uważam, że dzisiejszy biznes jest zbyt przepraszający; a niby za co mają przepraszać? Usprawiedliwiają się w taki straszny sposób, zamiast być dumnymi ze swojego motywu finansowego.”

Następnie, w tej samej rozmowie z 1976 roku pada fascynująca wymiana zdań w temacie usuwania wewnętrznego konfliktu. Sporo już o tym napisałem, ale rzućmy jeszcze raz okiem na to, jak robiła to sama Ayn RAND:

– Twierdzi pani, że jeśli określimy świadomie własne wartości, to emocje w sposób idealny się do nich dostosują. Czyli wierzy pani, że nie będzie wtedy konfliktu – np. emocjonalnej potrzeby zrobienia czegoś stojącego w sprzeczności z naszym świadomie określonym celem.

– Dokładnie tak. Może pan to sprawdzić na sobie w sposób naukowy i doświadczy pan tego czego ja doświadczałam przez całe życie – a jestem już dość stara – że nigdy nie miałam żadnej irracjonalnej emocji, która kolidowałaby z moimi celami czy wartościami, dłużej niż jeden dzień. Jeśli to była jakaś skomplikowana emocjonalna reakcja, której nie potrafiłam zidentyfikować i powodów której nie znałam, mogło mi to zająć właśnie dzień lub ciut dłużej. Jednak najpierw musimy przyjrzeć się statusowi nauki zwanej psychologią. Psychologia dziś jest na poziomie znachorstwa. W żaden sposób nie można nazwać jej jeszcze nauką – jest w fazie zarodkowej.

Jest wesoło! (foto: https://biologydictionary.net/)

Jedynym co psychologii udało się udowodnić jest kolosalna irracjonalność dzisiejszej kultury. Winna temu jest oczywiście obowiązująca filozofia, jako że psycholodzy nie są filozofami. Psycholodzy zatem robią to na co pozwala im filozoficzny klimat – a to realnie oznacza, że ich również ogarnęło szaleństwo i przy okazji sami tworzą nowe ofiary. To jest najbardziej tragiczna rzecz.

Wracając do tematu ludzkiej wiedzy i emocjonalnych reakcji. Po pierwsze należy nauczyć ludzi introspekcji. Bowiem nasze emocje generuje to co wiemy i to w co wierzymy. Podam panu prosty przykład, przykład tak zwanej obiektywistyczej teorii emocji. Dr. Peikoff, bez żadnego ostrzeżenia, zaczął rozdawać studentom pierwszego roku studiów test egzaminacyjny. Wpadli w panikę i wykrzykiwali, że nikt nie ostrzegł ich, że ma być jakieś egzamin. Peikoff pozwolił im panikować jeszcze przez jakiś czas a potem wskazał, że cała ta scenka pokazuje, że źródłem ich emocji jest ich wiedza i ich wartości. Uznawali oni, że egzamin stanowi formę zagrożenia, dlatego czuli się wściekli i zagrożeni. Gdy tylko powiedział im, że był to eksperyment, ich myślenie zmieniło się razem z emocjami. Ot, taki prosty dowód rodem z eksperymentu.”

Nie ma chuja we wsi – przy obecnej ilości odbiorców moich materiałów, mamy liczną grupę ludzi, którzy korzystają (lub korzystali) z pomocy psychologów czy psychoterapeutów. Zatem, czy ktokolwiek z korzystających dostał od rzeczonego specjalisty pytanie pod tytułem: ‘Proszę mi powiedzieć jaka jest Pani/Pana filozofia życiowa, jaka jest w tej filozofii rola ROZUMU a jaka emocji i jakie WARTOŚCI świadomie wybrał Pan/Pani jako dla siebie kluczowe?’ “Jaka jest wg. Pani natura rzeczywistości?” Jest kurwa dokładnie odwrotnie – jedna ofiara braku świadomej filozofii przychodzi do drugiej ofiary braku świadomej filozofii po pomoc. W innym wypadku psycholog wpierdala pacjenta w swoją ramę – czyli narzuca mu swoją filozofię. Jeśli jest to coś z nurtu CBT czy ACT, to pół biedy, bo te kurty akurat stawiają na trening i dominację rozumu. CBT swoją drogą wywodzi się w prostej linii właśnie od Arystotelesa.

Kto by pomyślał, że głównym sposobem usuwania wewnętrznego konfliktu u racjonalnej Ayn RAND będzie użycie ROZUMU i ŚWIADOMOŚCI zamiast noszenia amuletów czy modlenia się leżąc krzyżem w kościele…

Zostawmy jednak wewnętrzne konflikty i traumy i wróćmy do tego co u HEROSA, vel IDEAŁU, najważniejsze – wróćmy do produktywności:

“Na dobrą sprawę każda praca – poza jakąś kompletnie irracjonalną – jest produktywna. Bo właściwie każdy rodzaj pracy tworzy wartość. Zatem na ile produktywnym trzeba być? Tak bardzo produktywnym jak chcesz i tak bardzo produktywnym jak możesz. Jeśli twój potencjał intelektualny pozwala ci jedynie na stanie przy taśmie w fabryce – to jest to dokładnie poziom, na którym masz być. Jeśli jednak stać cię na więcej, ty podnosisz odpowiedzialność za pięcie się, za rozwijanie swojej inteligencji i dobieranie bardziej wymagających zadań – dopóki nie dotrzesz do poziomu, który w pełni wyczerpuje twoje możliwości. (…) Tak więc, znalezienie pracy czy zajęcia, które W PEŁNI wykorzystuje twój potencjał jest twoim moralnym obowiązkiem.”

Mała ciekawostka: Ayn RAND pracowała (w sensie pisania) 6 godzin dziennie 6 dni w tygodniu. Od 12:30 do 18:29. Żadnych telefonów, żadnego rozpraszania. O 18:30 jadła kolację i albo wracała do pracy, albo do niej nie wracała.

“Z radiem na uszach i wartości swej w pełni świadomy, świadomy, że hej!”

– Zatem, jaki jest sens życia? – zapytał RAND Raymond NEWMAN w 1980 roku

– To nie jest właściwe pytanie. Właściwe pytanie brzmi: ‘Jaki jest sens MOJEGO życia?’, bo pytając o to jaki jest sens życia ogólnie można odnieść wrażenie, że jakaś nadnaturalna siła określiła go a my teraz musimy tę odpowiedź znaleźć i zaakceptować [patrz – “Życie nie polega na tym, żeby się odnaleźć tylko na tym, żeby się stworzyć” – kiedy określisz, samemu, co jest sensem TWOJEGO życia, zaczynasz TWORZYĆ SWOJE życie – R.M.]. Nie ma czegoś takiego jak ‘sens życia’ bo życie jest celem samo w sobie. Życie jest celem życia. I natura dała nam bardzo dobry sposób sprawdzania tego, czy spędzamy je w sposób wartościowy czy też nie – chodzi mi to o poczucie szczęścia lub jego brak.

Twoim MORALNYM OBOWIĄZKIEM jest dążenie do najwyższej formy własnego szczęścia. Nie oznacza to, że możesz wymordować cały kontynent, czy nawet jedna osobę i powiedzieć: ‘Zrobiłem to bo uczyniło mnie to szczęśliwym.’ Nie masz do tego moralnego prawa. Jednak jeśli twoje wartości są racjonalne, to twoje życie okaże się szczęśliwe. Szczęście bowiem to emocjonalny stan którego zaznajesz dzięki osiągnięciu tego co dla ciebie wartościowe i to ty wybierasz czym szczęście jest dla ciebie. A wachlarz wyborów – racjonalnych wyborów – jest przeogromny. Niezbędne jest jednak określenie racjonalnego celu – nie za pomocą zjawisk nadprzyrodzonych czy presji społecznej – tylko dzięki twojemu rozumowi a następnie logiczne udowodnienie sobie wartościowość tego wyboru.”

Wtedy – i tylko wtedy – nie będzie żadnych zgrzytów pomiędzy twoim bytem a twoją radością z życia. Po prostu mówisz: “Oto czego chcę i nawet jeśli będzie trudno, zrobię co trzeba i dopnę swego – bo tego chcę.” I formuła ta jest całkowicie moralna i prowadzi do DOBREGO ŻYCIA. Nadaje TWOJEMU życiu sens. A każda osoba, która próbuje choćby określić – nawet nie mówię że narzucić – choćby określić z góry sens życia jest potworem bez moralnej legitymacji.”

Dodam w tym miejscu, że RAND postanowiła zostać pisarką w wieku 9 lat i osiągnęła wszystko co zaplanowała – z nawiązką.

“Człowiek by żyć, musi działać; by działać musi dokonywać wyborów. by dokonywać wyborów musi znać swoje wartości [“Gdy wartości są jasne, wybory są proste – PENA – R.M.] a by określisz wartości musi wiedzieć KIM JEST i GDZIE JEST – to znaczy musisz znać naturę własną oraz świata, w którym przyszło mu działać. W skrócie – potrzebuje FILOZOFII. I od tej potrzeby nie da się uciec; jedyną alternatywą jest to czy filozofia ta wybrana zostanie świadomie czy nie.

ZMYSŁ ŻYCIA:

W filozofii RAND ‘a sens of life’ to podświadomy, podprogowy ‘klimat emocjonalny’ który odczuwasz na myśl o sobie, innych ludziach, świecie i Twojej w nim roli. Angielskie słowo ‘sense’ oznacza sens ale też zmysł. I dla przykładu, w oparciu o to co twierdzi RAND, zmysł życia w Rosji początku XX wieku był pesymistyczny, pełen mistycyzmu, poczucia beznadziei, wrogości i posłuszeństwa jednocześnie. Z kolej amerykański ‘zmysł życia’ z tego samego okresu był optymistyczny, konstruktywny, zorientowany na osiąganie i – przede wszystkim – indywidualistyczny. Zatem – kiedy mowa o ‘zmyśle życia’ mowa o klimacie emocjonalnym, który panuje w Twojej głowie i bezpośrednio przekłada się na to kim jesteś i nie jesteś i na to co robisz lub czego nie robisz. Zmysł życia zawsze jest głęboko osobisty, odnosi się do prawdziwych wartości oraz odbierany jest jako forma tożsamości – naszej, gatunku, świata itd. Zwróć np. uwagę na to, że ludzie prości mają zazwyczaj więcej energii niż skomplikowani – patrz “Grek ZORBA”. W skrócie ZMYSŁ ŻYCIA to osobista, emocjonalna reakcja na istnienie, podświadome postrzeganie świata i roli ludzi.

Wujek Grigorij przesyła pozdro z Rosji!

Jeśli umysł człowieka nie zapewni mu odpowiedniej perspektywy zapewni mu ją jego podświadomy ‘zmysł życia’ – i te lęki i niepokoje, rok po roku będą się kumulować aż okaże się, że przepełnia go niepojęte poczucie mroku i oczekiwanie rychłego sądu ostatecznego. Człowiek ten nie zdaje sobie sprawy, że każdy jego dzień już jest dniem sądu ostatecznego – codziennie bowiem płaci za swój tryb domyślny, za kłamstwa, za sprzeczności i wypieranie rzeczywistości.

Jednak ‘zmysł życia’ nie jest modelem zamkniętym. Można go zmienić i można go poprawić (…) Jako, że jest sumą emocjonalną, nie można jednak zrobić tego czystą silą woli. Zmieni się jednak automatycznie po dość długotrwałym procesie treningu psychologicznego [witaj ARYSTOTELESIE! – R.M.], WTEDY i TYLKO WTEDY kiedy zmienimy nasze ŚWIADOME FILOZOFICZNE ZAŁOŻENIA.

Zmysł życia człowieka jest bardzo trudny do precyzyjnego określenia, bardzo trudny do wyizolowania [znacznie lepiej widać go w postawie i działaniu – R.M.] pomimo tego, że wpływa na wszystko to co dana osoba myśli, we wszystkie emocje, reakcje, wybory i wartości, na sposób bycia, poruszania się, mówienia, uśmiechania – jest całościowy. To on składa się na twoją osobowość.”

Żeby zobrazować Ci ZMYSŁ ŻYCIA – ukochanym symbolem Ayn RAND był Nowy JORK z jego wieżowcami – czyli, na tamte czasy, szczytem osiągnięcia ludzkiej inżynierii (rozumu), optymistycznego działania, produktywności, technologii, pokonywania trudności itd. Przenosząc temat w nasze czasy – to co czyni Elona MUSKA wyjątkowym jest nie tylko jego intelekt, ale to, że posiada on zupełni inny zmysł życia – czyli wewnętrzny emocjonalny klimat umożliwia mu robienie tych wszystkich zajebistych rzeczy. A jeśli choć trochę interesowałeś się jego postacią to wiesz, że nie jest to człowiek, który bierze rzeczy na wiarę. Jest też dość analityczno-introspektywny – jak na inżyniera przystało. Swoją drogą to prawdopodobnie on, z dzisiejszego świata biznesu, byłby dla RAND najbliżej HEROSA, czyli człowieka IDEALNEGO – indywidualista, który odmienił branże czyniąc świat lepszym dzięki nowym technologiom. Nie wiem czy wybaczyłaby mu romans z rządowymi dotacjami, ale…

…tymczasem w NJU JORKU

“Mało kto kwestionuje własny zmysł życia, bo potrzeba ta prawie nigdy się nie pojawia. Jednak by został zrozumiany, musi być zidentyfikowany, przeanalizowany i zweryfikowany. Kiedy to się już jednak stanie, kiedy to nienamacalne emocjonalne odczucie zostanie wzmocnione świadomą weryfikacją, wynikiem będzie najbardziej radosne doświadczenie ze wszystkich: prawdziwa iteracja umysłu i wartości.”

Chcesz przykład introspektywnej auto-terapii ze świata high-performance młody padawanie? Proszę bardzo. Oto wspomniany przed chwilą Elon MUSK i jego metoda:

“Kiedy byłem małym dzieciakiem, przeraźliwie bałem się ciemności. Ale potem dotarło do mnie, że ciemność to tylko brak fotonów w zakresie widzialnych dla nas cząsteczek, czyli 400 do 700 nanometrów. No więc pomyślałem sobie, że to serio głupie, żeby bać się braku fotonów. No i przestałem bać się ciemności.”

Brawo Elon. Ayn RAND zaczęła się dotykać… Tym jednym patentem, tym zastosowaniem rozumu Elon zmienił swój zmysł życia – przeszedł z mistycyzmu do racjonalności.

Logika i rozsądek potrafią być kurewsko potężną bronią w procesie budowania siebie.

Zobaczmy zatem, już na sam koniec, nieco więcej o INTROSPEKCJI:

“Skąd zatem bierze się u ludzi tyle życiowej pasywności? Z ZAAKCEPTOWANIA NIEZASŁUŻONEGO POCZUCIA WINY. To jest element główny i decydujący. Emocje, jako takie, nie mówią ci niczego o rzeczywistości – poza tym, że coś właśnie odczuwasz. Dlatego bez zdyscyplinowanej i bezwzględnej INTROSPEKCJI – świadomego identyfikowania swoich wewnętrznych stanów – nie odkryjesz tego co naprawdę czujesz, dlaczego to czujesz i czy odczucia te mają jakiekolwiek odniesienia do rzeczywistości. Ludzie który boją się lub brzydzą introspekcji uznają to co czują za pewnik, jako coś pierwotnego, a nie wtórnego, zatem pozwalają żeby ta emocjonalność kierowała ich życiem. A to oznacza, że działają nie znając ani kontekstu (rzeczywistość), ani przyczyny (motywy) ani konsekwencji (celu) swojego działania.”

“W introspekcji mamy dwa kluczowe pytania: ‘CO CZUJĘ?’ i ‘DLACZEGO TO CZUJĘ?’. Większość udziela sobie na to jedynie żenująco płytkich odpowiedzi – spędzają się życie na ciągłych wewnętrznych zapasach, na zmianę emocje wypierając lub się w nich pogrążając, żałują, tracą kontrolę, buntują się z powodu niebywałej tajemnicy ich wewnętrznego chaosu, chcą go rozwiązać, poddają się a następnie zaczynają wypierać – a poczucie strachu, winy, zwątpienia narasta i narasta, coraz bardziej utrudniając znalezienie odpowiedzi.

I tak rodzi się obrzydliwy psychologiczny fenomen racjonalizowania – rodzi się kiedy uznajemy emocje za coś pierwotnego, za źródło a nie za to czym są naprawdę, czyli sumę składową,coś wtórnego [UWAGA UWAGA – Ayn mówi Ci, że Twoje emocje / odczucia są pochodną, wynikiem Twojego zmysłu życia, wartości, filozofii i treningu – a nie ich źródłem – kurewsko ważny psychologicznie moment – R.M.] Racjonalizacja jest procesem przykrywania emocjonalności fałszywą tożsamością, nadawania oszukanych znaczeń i usprawiedliwień – w celu ukrycia własnych motywów – i to ukrywania ich przede wszystkim przed sobą. Ceną racjonalizowania są autosabotaż, wypaczenie i destrukcja rozumu. Jest ona bowiem próbą dopasowania rzeczywistości do własnych emocji.”

(z)ROZUM

“Obiektywny proces introspekcji wymaga porzucenia chwytliwego sloganu posiadania ‘otwartego umysłu’. Obiektywizm nie wymaga umysłu otwartego tylko UMYSŁU AKTYWNEGO – to jest umysłu, który chce i potrafi sprawdzać idee i założenia w sposób krytyczny.

“Twoje życie, twoje osiągnięcia, twoje szczęście i ogólnie twoja osoba ma ważność najwyższą. Żyj zatem tak, by dosięgnąć swojej największej wizji siebie, niezależnie od okoliczności. Majestatyczne poczucie własnej wartości jest najbardziej imponującą ludzką cechą charakteru. Podobnie jak odniesienie sukcesu poprzez racjonalne działania. I ludzie będą cię atakować – za to że wykorzystujesz swój potencjał, za to że ciężko pracujesz, za konsekwencję i za ambicję. I będą chcieli żebyś miał z tego powodu poczucie winy. Bo oni atakują każdego, kto odnosi sukces, bo tylko słabi w ich oczach są wartościowi.

Wiesz co było moja osobistą życiową krucjatą? Nie chodziło jedynie o walkę z kolektywizmem czy altruizmem. Bo to tylko skutki, nie przyczyny. A mi chodzi o tę główną przyczynę, prawdziwe źródło zła na ziemi – IRRACJONALIZM. I jeśli uwierzymy w to, że z natury jesteśmy źli, że nie jesteśmy godni i wartościowi – stajemy się łatwym łupem każdego demagoga czy dyktatora.”

ŚMIERĆ JEST NIEWAŻNA i NIEISTOTNA.
WAŻNA JEST JEDYNIE WIECZNOŚĆ.
A WIECZNOŚĆ JEST TERAZ.

TO NIE JA UMRĘ.
TO ŚWIAT SIĘ SKOŃCZY.

86 odcinków