Artwork

Treść dostarczona przez Ewa Popielarz. Cała zawartość podcastów, w tym odcinki, grafika i opisy podcastów, jest przesyłana i udostępniana bezpośrednio przez Ewa Popielarz lub jego partnera na platformie podcastów. Jeśli uważasz, że ktoś wykorzystuje Twoje dzieło chronione prawem autorskim bez Twojej zgody, możesz postępować zgodnie z procedurą opisaną tutaj https://pl.player.fm/legal.
Player FM - aplikacja do podcastów
Przejdź do trybu offline z Player FM !

PDSK#035 Korekta… i co dalej? (podcast)

55:23
 
Udostępnij
 

Manage episode 411936116 series 2761896
Treść dostarczona przez Ewa Popielarz. Cała zawartość podcastów, w tym odcinki, grafika i opisy podcastów, jest przesyłana i udostępniana bezpośrednio przez Ewa Popielarz lub jego partnera na platformie podcastów. Jeśli uważasz, że ktoś wykorzystuje Twoje dzieło chronione prawem autorskim bez Twojej zgody, możesz postępować zgodnie z procedurą opisaną tutaj https://pl.player.fm/legal.

Po co uczyć się o poprawności językowej i zasadach edytorskich? Ano po to, żeby zostać korektorem, redaktorem i pracować z tekstem. Tak właśnie myślałam, kiedy tworzyłam Akademię korekty tekstu. Chciałam, żeby ten kurs pomagał osobom, które chcą zawodowo zajmować się korektą. Okazało się jednak, że po pierwsze – kompetencje językowe dają o wiele więcej możliwości. A po drugie – korektorzy nie zawsze są tylko korektorami. Dziś zaprosiłam do rozmowy dwie absolwentki VI edycji Akademii korekty tekstu – Agatę i Asię. Nie będę Wam ich na razie przedstawiać, dziewczyny same powiedzą, czym się zajmują i jak łączą korektę z innymi aktywnościami zawodowymi. Bo okazuje się, że wiedza i doświadczenie właściwe korektorom otwierają wiele dróg.

Subskrybuj: Spotify | Apple Podcasts | Google Podcasts | YouTube | Inne

Montaż: Kamil Dudziński

Transkrypcja: Franciszek Popielarz

Goście odcinka

Joanna Seremak

Skończyła architekturę, ale pracuje w biurze konstrukcyjnym jako projektantka konstrukcji. Ma za sobą również dwuletnią szkołę dla techników masażystów, na którą się zdecydowała, ponieważ interesują ją tematy medyczne. Czytanie książek zawsze było częścią jej życia, poza tym lubi poprawność językową, a po Akademii korekty tekstu przekonała się, że wiedza z każdej dziedziny jest w pracy redaktora lub korektora niezwykle pomocna.

Agata Ogórek

Z zawodu logopedka – pracuje w prywatnym gabinecie i tworzy pomoce logopedyczne. Prowadzi logopedyczne social media, w których uczy logopedki, jak skutecznie prowadzić terapię logopedyczną. Uczy również osoby Głuche języka polskiego. Ukończyła AKT w 2023 roku i obecnie zajmuje się redakcją i korektą. Współpracuje ze składaczką i ilustratorką, z którą tworzy grupę Wydamy z Tobą, w ramach której wspiera self-publisherów w procesie wydawniczym.

Plan odcinka

  1. Moment zwrotny – pierwsze zetknięcie z redakcją i korektą
  2. Korekta i… co dalej?
  3. Jak wykorzystać kompetencje językowe poza korektą
  4. Metody motywowania się przy nauce nowego zawodu
  5. Syndrom oszusta – jak sobie z nim radzić
  6. Jak poczuć się pewnie w zawodzie korektora i zacząć na tym zarabiać
  7. Co by było, gdyby, czyli raz jeszcze wybieramy ścieżkę kariery

Transkrypcja podcastu #035 Korekta… i co jeszcze?

Ewa Popielarz: Powiedzcie mi, dziewczyny, czy pamiętacie moment w swoim życiu, kiedy dowiedziałyście się, że istnieje coś takiego jak redakcja, korekta tekstu?

Joanna Seremak: Ja nie pamiętam tego momentu, ale ponieważ zawsze czytałam bardzo dużo, to stopka redakcyjna była mi znana z widzenia.

E: Czytałaś stopki redakcyjne?

J: Czytałam.

E: Często ludzie omijają tę stronę.

J: Czytałam, nie wiem dlaczego. Zawsze mnie to interesowało: redakcja, korekta, jakieś konsultacje. Ale czym jest redakcja i korekta, tak naprawdę dowiedziałam się w Akademii korekty tekstu. I doszłam do wniosku, że to jest ciekawsze, niż mi się wydawało przed rozpoczęciem Akademii. Takie drążenie i sprawdzanie wszystkiego. O ile kiedyś wydawało mi się to bardzo rozdzielone: tu redakcja, tu korekta, o tyle teraz już wiem, że to się nakłada na siebie i jeżeli robię korektę po redakcji, to zawsze znajdzie się coś, co jeszcze można poprawić.

E: To prawda. To są sztuczne rozróżnienia. Jakoś musimy te etapy nazwać, żeby się odnaleźć w procesie wydawniczym, ale nie powinno się stawiać takich dramatycznych granic pomiędzy redakcją a korektą.

E: Czyli trochę w ciemno poszłaś na kurs i dopiero potem zaczęłaś zgłębiać tajniki zawodu?

J: Trochę w ciemno, ale poszłam też dlatego, że bardzo lubię takie rozgryzanie języka, szukanie właściwych form, sprawdzanie, czy coś jest poprawne. Różne ciekawostki językowe mnie interesują. Na dodatek zauważam miejsca do poprawy w tekstach, Nie mówię o tekstach internetowych, bo tam jest zatrzęsienie błędów, ale o publikacjach typu książka. Zdarzało mi się znaleźć błąd i myślałam: „Hm, jak to jest, że takie rzeczy mają miejsce”. A teraz wiem, że mają miejsce, ale wiele z nich jest usuwanych.

E: Jesteś już po obu stronach mocy. Asiu, zostawimy jeszcze w tajemnicy to, co robisz zawodowo, a teraz odbiję piłeczkę do Agaty. Czy Ty pamiętasz moment, kiedy dowiedziałaś się, co to jest korekta?

Agata Ogórek: Dokładny nie, ale pamiętam dwa znaczące momenty, a w zasadzie trzy. Oglądałam sto razy film „Holiday” i tam jeden z bohaterów jest właśnie redaktorem, pracuje w wydawnictwie, Wieczorami siedział i sprawdzał, poprawiał książki – jeszcze na papierze. I to zostało gdzieś tam w mojej podświadomości. Poza tym poprawiałam kiedyś mojej przyjaciółce licencjat. Sprawdzałam go pod kątem błędów językowych i takich korektorskich rzeczy. Nie miałam pojęcia, że ktoś taki jak redaktor czy korektor istnieje. Znałam te pojęcia, ale nie do końca je łączyłam z tym, kim są te osoby – to był drugi moment. A trzeci był wtedy, kiedy zobaczyłam Akademię korekty tekstu. Wysłałam link mamie: „Patrz, mamo, ja bym mogła to robić”, a mama mówi: „No, Ty zawsze poprawiałaś ludzi”.

E: (śmiech) Ale Ci dała rekomendację.

A: Tak! I muszę przyznać, że moja mama kupiła mi kurs na urodziny…

E: Pozdrawiamy mamę.

A: Akurat we wrześniu mam urodziny, więc idealnie się zbiegło z rozpoczęciem Akademii, bo dosłownie w dzień urodzin dostałam maila od Ewy. Mama tylko dzwoniła od rana: „Masz już, masz już?”, a ja mówię: „Co mam?” (śmiech).

E: To była konspira, tak?

A: Tak, to była konspira, dostałam od Ciebie maila: „Agata, dostałaś prezent od swojej mamy”.

E: Taak, o rany, ja to pamiętam!… Uwielbiam takie sytuacje, uwielbiam takie sytuacje, jak ktoś pisze, że kupuje kurs dla siostry albo dla córki, albo dla żony. Czuję się wtedy jak Święty Mikołaj.

A: Wtedy weszłam do panelu kursowego i już wiedziałam, czym jest korekta.

E: I tak sobie przygoda trwa. Słuchajcie, dziewczyny, trzeba teraz rozwiać nutki niepewności. Powiedzcie, czym się zajmujecie poza korektą. Zawodowo.

A: Jestem logopedką, ale uczę też języka polskiego jako obcego – to jest bardzo blisko korekty. Byłam trenerką wokalną.

E: Wszystko związane ze słowem, z głosem. Jeszcze język migowy, prawda?

A: Tak, rzeczywiście, uczę języka polskiego migowego. Tego jest tyle, że czasami, kiedy mam wymienić, czym się zajmuję, to trwa, trwa i trwa. Więc tak: uczę języka polskiego osoby głuche jako języka obcego.

E: A teraz jesteś też korektorką/redaktorką. Asia, co Ty robisz zawodowo?

J: Jestem pod wrażeniem tego, co powiedziała Agata. Uczenie osób z dysfunkcją słuchu języka obcego wydaje się niemożliwe. Ja bardziej prozaicznie – skończyłam architekturę, ale pracuję w biurze konstytucyjnym jako konstruktor, ale oprócz tego mam jeszcze kilka pól, którymi się interesuję. I tak naprawdę każde to pole pomaga mi w korekcie. Jestem po szkole o kierunku technik/masażysta. Poszłam na ten kierunek dlatego, że chciałam mieć kontakt z czymś medycznym, zawsze mnie to interesowało. Chciałam zrobić sobie papier z anatomii, bo jak się samemu uczy, to nie ma się pewności, że coś się wie, a jak się dostanie papierek, to zawsze lepiej wygląda, przynajmniej w moich oczach. Poza tym uprawiam sport. Wśród moich zainteresowań zawsze była też literatura, czytanie jest częścią mojego życia. Agata, mówiłaś o poprawianiu koleżeńsko-rodzinnym – ja też miałam kilka takich przypadków i bardzo mi się to podobało. Ale robiłam to zupełnie nieprofesjonalnie i gdybym teraz przeczytała to, co wtedy uważam za poprawione, to…

E: Z każdym rokiem nasza korekta jest coraz lepsza, to zupełnie normalne. Szczególnie jeśli zgłębiamy teorię i przekładamy ją na praktykę. Asiu, powiedziałaś, że inne zawody, zajęcia, inne Twoje zainteresowania pomagają Ci w korekcie. Fajnie by było rozwinąć ten temat, bo jest mylne przekonanie o tym, że najlepsi korektorzy to ci po polonistyce. I że korektorzy powinni być po studiach humanistycznych. Często to przekonanie dochodzi do skrajności, kiedy ludzie twierdzą, że nie można być korektorem po innych studiach. Ty mówisz, że Twoje inne zawody pomagają Ci w korekcie.

J: Chodzi o orientację w danym temacie – dzięki tej orientacji wiem, czego szukać i gdzie, gdy trafiam na temat, który zazębia się z tym, co potrafię. Pomaga mi to w wielu przypadkach. Czy to jest powieść, w której pojawia się coś anatomicznego, a ja wiem, że to nieprawda; czy coś technicznego; czy coś dotyczącego sztuki. Nawet jeśli nie mam tych informacji w głowie, to wiem, gdzie szukać, i wiem, że coś tu nie gra, jeżeli nie gra. Nie zrobiłam jeszcze wielu korekt w życiu, ale w każdej, którą mam za sobą, było miejsce, w którego korekcie pomogło mi to, co wiem poza polem redakcyjnym, korektorskim.

E: Same umiejętności humanistyczne i wiedza humanistyczna pomagałyby nam, gdybyśmy robili wyłącznie książki językoznawcze, a tak zwykle nie jest. Zrobiłam w życiu kilka tego typu publikacji, kiedy jeszcze pracowałam z teksami naukowymi, ale to naprawdę promil w stosunku do wszystkich innych tematów, jakie przechodzą przez ręce korektorów.

Odwrócę to pytanie. Ciebie, Asiu, zapytałam, jak Twoje inne zawody i zainteresowania pomagają Ci w korekcie. Agata, Ciebie zapytam, czy Twoje kompetencje językowe, dotyczące poprawności językowej, wiedza, którą zdobyłaś miedzy innymi na kursie – czy one Ci pomagają w Twoich innych zawodach? W logopedii, w nauce języka polskiego jako obcego i w tych wszystkich innych pięciuset zawodach, którymi się parasz?

A: Bardzo mi się przydała ta wiedza, jeżeli chodzi o nauczanie języka polskiego jako obcego. Co prawda wiedzę na temat wielu właściwości języka i jego zasad znałam ze studiów, ale mimo wszystko aż takiej biegłości jak po kursie wtedy nie czułam. Musiałam sobie wszystko sama wyszukać, a teraz, kiedy wyświetlę sobie tysiąc stron wszystkich materiałów, to wszystko znajdę. Wiem, w którym mniej więcej module było dane zagadnienie. Niektóre lekcje nawet pamiętam numerami – te, do których często wracam. Ale też prowadzę teraz Instagrama logopedycznego i kurs bardzo mi się przydał przy tworzeniu treści do internetu. Ja sama nie popełniam aż tylu błędów.

E: Jesteś sama sobie korektorką i redaktorką treści internetowych.

A: Tak, pomoce logopedyczne na razie też jestem w stanie sama ogarniać, nie zawsze oddaję je do korekty, jeżeli nie są to ogromne projekty. Mogę je przeczytać po tygodniu i poprawić.

E: Pewnie, przy krótkich publikacjach można jak najbardziej samemu sobie wykonać korektę. Nie jest to polecane, gdy się napisze długiego e-booka czy książkę – wtedy mimo wszystko lepiej oddać tekst, żeby inne oko na niego spojrzało. Ja też nie oddaję swoich treści do mediów społecznościowych do korekty, tylko po prostu czytam je uważnie po przerwie i mam nadzieję, że wyłapię to, co powinno być wyłapane. A czasem poprawiam też coś po opublikowaniu, jak mi jakaś literówka umknie – i nic się strasznego nie dzieje.

Może przekonałyśmy kogoś, że łączenie korekty z inną profesją, pokrewną albo oddaloną, jest dobrym pomysłem na życie, ale na pewno moment przejścia do nowego zawodu jest wymagający, chociażby czasowo. Bardzo często spotykam się z pytaniami, jak to ogarnąć. Czy dam radę pogodzić to wszystko z pracą zawodową, z domem, z rodziną. Jak to było u was? Jak wygospodarowałyście sobie czas na naukę? Jakie miałyście metody? Jak w tym wytrwałyście? Na krótką metę można się jeszcze spiąć, ale najważniejsze jest, żeby wytrwać przez x tygodni i później w uczeniu się czegoś zupełnie od zera.

A: Zacznę od tego, że byłam w piątej edycji, ale mimo tego, że bardzo chciałam, nie ukończyłam jej, bo miałam za dużo rzeczy na głowie. Wiedziałam, że zrobię to po łebkach. Ale na szczęście mamy możliwość przejścia do następnej edycji.

E: Tacy kursanci to tak zwani spadochroniarze.

A: Tak, to byłam ja. Byłam spadochroniarką. Skończyłam szóstą edycję. Jak tego dokonałam? Rada, którą mogę dać wszystkim, to uczyć się na bieżąco. Przez pierwszy miesiąc byłam na bieżąco, oglądałam wszystkie live’y, specjalnie zrobiłam sobie wolne w pracy o 20:30 w poniedziałki, bo wtedy były webinary podsumowujące cały tydzień. Oglądałam Twoje minifeedbacki do naszych korekt. Robiłam te korekty na bieżąco.Miałam notatki. Potem już szło mi troszeczkę słabiej, ale nadal się starałam. Dwie lekcje na tydzień to nie jest aż tak dużo. Szłam idealnie planem, który ułożyłaś, i widziałam, że mam kolejne lekcje odhaczone.

E: Najgorzej zrobić sobie zaległości, ale z drugiej strony, jeśli mamy taką sytuację jak Ty w piątej edycji, kiedy coś innego staje się priorytetem, to nie ma się co spinać. Można albo z kolejną edycją przerobić kurs, albo samodzielnie się uczyć między edycjami. Tylko wtedy trzeba mieć troszeczkę więcej zacięcia i samozaparcia, żeby bez harmonogramu i pracy grupowej się zmobilizować.

A: Tak, do tego warsztaty były super. Przyznaję bez bicia, że nie na wszystkich byłam, ale jak już byłam, to miałam takie: „No nie, naprawdę można na tyle sposobów zrobić korektę?”. Wtedy się najwięcej nauczyłam, chociaż warsztaty odwiedzało chyba najmniej osób?

E: To prawda, jest obawa przed tą formą, bo tam się łączymy z mikrofonem, może nawet z kamerą, ale jak już ktoś zacznie, to zwykle przychodzi do końca. Ciekawe jest to, o czym mówisz – że nauczyłaś się bardzo dużo na warsztatach. Mnie na nich nie ma jako „mentorki”, która mówi: „Tak macie robić”. Nie, to jest praca w grupach, w których są osoby, które dopiero się uczą korekty, a mimo wszystko można bardzo dużo z tego wyciągnąć, chociażby przez to, jak kto podchodzi do tekstu i jak kto patrzy na tekst.

A: Tak, pamiętam nawet, że po warsztatach z jedną dziewczyną wysyłałyśmy między sobą tekst. Ona mi dawała uwagi do tego, co ja zrobiłam, wymieniałyśmy się spostrzeżeniami. Te kontakty mi zostały.

E: Przemiło mi się tego słucha. Asiu, jak Ty pogodziłaś naukę nowego zawodu z wszystkimi innymi obowiązkami, które już miałaś?

J: Pomocne było to, o czym powiedziała Agata, czyli rozłożenie wiedzy w odpowiedni sposób, ułożenie tematów w odpowiedniej kolejności – w zasadzie miałyśmy to podane na tacy. Jak ja to pogodziłam? Mam trochę inny harmonogram dnia niż większość ludzi – jestem ekstremalnym skowronkiem. Ja sobie te wszystkie rzeczy przerabiałam rano.

E: Przewróciłam oczami, jak to powiedziałaś, bo ja jestem ekstremalnym nie-skowronkiem. Podziwiam, wolałabym mieć tak jak Ty.

J: Ale to ma swoje minusy. Podczas zajęć o 20:30 ja już myślałam tylko o tym, że część mojego mózgu jest już w łóżku. Ale rano jest ten moment, kiedy jeszcze nikt mi nie zawraca głowy, kiedy większość ludzi śpi, a ja sobie wtedy robię rzeczy, które mnie interesują najbardziej. Miałam bardzo dużo frajdy z przerabiania tych materiałów i bardzo mi się podobały zadania praktyczne, korektorskie.

E: Tu się zaczyna zabawa. Zaczynają się teksty do korekty i zamieniamy teorię na praktykę – dopiero wtedy zaczyna być widoczne, po co my to właściwie robimy i jak to będzie dalej wyglądało. Bardzo mi się miło słucha tego, co mówicie o harmonogramie. Muszę Wam powiedzieć, że nie było go od samego początku Akademii. Przez pierwsze edycje pytałam kursantów, czy chcą taki harmonogram, i większość odpowiedzi była na nie. Kursanci mówili, że to będzie presja, że jak ktoś nie będzie nadążał, to będzie miał tego bolesną świadomość. Ale widziałam pewne niepokojące sytuacje… W harmonogramie trochę skaczemy po lekcjach, a w pierwszych edycjach AKT bywało, że po miesiącu pewne osoby były cały czas na pierwszej lekcji z pierwszego modułu, czyli na przecinku. Bo stwierdziły, że muszą się nauczyć zasad interpunkcyjnych, zanim przejdą dalej. I dlatego teraz nie zaczynamy od przecinka. Poza tym harmonogram ściąga kolejny obowiązek, mianowicie obowiązek rozłożenia sobie nauki w czasie, podzielenia jej na poszczególne tygodnie. Nie ma już wymówki: „Najpierw muszę to sobie rozplanować, potem zacznę się uczyć”. Nie musisz, wszystko jest zaplanowane. Siadaj i oglądaj albo siadaj i czytaj. Ważne tylko, żeby zachować regularność, bo potem nadrabiać jest ciężko. Najlepiej jest iść razem z grupą, a nawet jak się wypadnie w jakimś tygodniu, to trudno – najlepiej wskoczyć w kolejny.

Ile teraz zajmuje Wam czasu procentowo korekta, redakcja w stosunku do innych aktywności zawodowych?

A: U mnie bardzo różnie. Wcześniej zajmowała mi o wiele więcej czasu, a teraz tak się złożyło, że pracuję tylko nad książkami, powieściami. Jestem samobójcą – jak trzeba zrobić książkę, to robię ją nawet w 2–3 dni. To są takie rzuty. Ale myślę, że to połowa mojej pracy obecnie. Połowa, a może 40% procent tego, co robię, ale nie codziennie, tylko rzutami. Są też miesiące, że jej jest mniej, ale nie wynika to z tego, że jest tej pracy mało, tylko z tego, że nie zawsze mam czas, żeby szukać zleceń. Ale jak szukam, to zawsze znajduję.

E: Jak się łączy korektę z innym zawodem, to często działa to właśnie za zasadzie zrywów, a nie tak, że w każdym tygodniu od poniedziałku do wtorku czy do środy robi się korektę, a w czwartek i piątek coś innego. Dlatego że w korekcie pracuje się projektowo. Robisz książkę, potem masz przerwę, więc robisz coś innego, potem wracasz do kolejnych korekt.

Asia, a u Ciebie jak to się rozkłada?

J: Ja mam podobnie, ale to kwestia tego, że mam stała pracę. Gdybym miała pracować tylko jako korektor i redaktor, to pewnie szukałabym zleceń, żeby mieć ich na tyle, by wypełnić sobie czas. Ale codziennie coś w korekcie robię, najczęściej redagowanie wciąga mnie na tyle, że każdą wolną chwilę na to poświęcam. W weekend planuję posiedzieć może 2 godziny, po czym robi się z tego 6 godzin. Nie ma tu regularności, ale też nie muszę się spieszyć, bo zawsze sobie zakładam dłuższy czas i mówię komuś, że korekta będzie trwała do 3 tygodni, a za 3 dni wysyłam sprawdzony tekst.

E: Idealna współpraca – osoba, która wysyła tekst 2 tygodnie przed czasem.

A: Nie wiedziałam, że to się zdarza w ogóle.

J: Trzeba sobie ustawić deadline daleko.

E: Wiesz, Asia, to nie jest takie proste. Ja jak mam deadline i wiem, że on wypada za 4 tygodnie… Agata się uśmiecha, widzę, że mamy tutaj nić porozumienia. Jak wiem, że on będzie za 4 tygodnie, to – o rany! mam jeszcze 4 tygodnie! Po co będę po 5 stron dłubać, skoro mogę usiąść i zrobić to na raz. To jest taka przypadłość mózgu, nad którą trudno zapanować. Ale miło wiedzieć, że nie wszyscy tak mają. Kolejny raz, Asiu, muszę powiedzieć, że bardzo Ci zazdroszczę. Jakbym się miała z kimś zamieniać na zwyczaje, to zamieniłabym się z Tobą na skowronka i na takie dłubanie sobie korekty po kawałku.

A: Ja się podłączam.

E: Także, Asia, Ty się tam sklonuj!

J: Ja coś wezmę od Was. Myślę, że jak zrobimy wymiankę, to każdy będzie zadowolony.

E: No nie wiem, jak się zamienimy na nasze działanie tuż przed deadline’em i spanie do późna, to potem będziesz nas szukać: „A właściwie to wiecie co? Ja jednak rezygnuję”.

Skoro zeszliśmy na temat działania głowy, to mam dla Was trudny temat – syndrom oszusta. Próbuję sobie wyobrazić osobę, która słucha tego podcastu i myśli sobie: „Dobra, mogę pogodzić korektę z innymi zawodowymi rzeczami, nie muszę wszystkiego rzucać dla korekty, mogę sobie ciągnąć te dwie ścieżki. Będzie dywersyfikacja, wszyscy polecają, żeby tak robić. Ekstra, dam radę się jakoś zorganizować czasowo, żeby się tego nauczyć. Tylko kiedy przyjdzie ten moment, kiedy będę wiedzieć, że już mam na tyle kompetencji, doświadczenia, by móc zajmować się korektą, redakcją zawodowo i brać wynagrodzenie za swoją pracę?”.

Kiedy Wy poczułyście, że to już jest ten moment i możecie wziąć wynagrodzenie za redakcję, korektę tekstu?

J: Syndrom oszusta jest u mnie wyraźny od początku, ale z czego wynika to moje szybkie robienie rzeczy? No właśnie z syndromu oszusta! Bo ja się boję, że nie zdążę, bo przecież nie jestem wcale taka szybka, więc muszę się bardziej postarać. Wydaje mi się, że właśnie z tego wynika ta moja terminowość. A kiedy zaczęło się branie pieniędzy za korektę? Pierwsze zlecenie było związane w wydawnictwem uczelnianym – po prostu zaproponowali mi współpracę. Okazało się, że wszystko się podoba. Może nie wiązało się to z zyskaniem pewności siebie i poczucia, że jestem świetna w korekcie czy – nie daj Boże – nieomylna, ale stwierdziłam, że to jest zawsze pomoc dla kogoś, kto pisze tekst. Ewa mówiła to wielokrotnie i myślę, że mogę to powtórzyć: tekst zawsze będzie lepszy. Na pewno nie znajdę wszystkiego, ale widzę, że jeżeli dodam kilka komentarzy, to autor sam zauważa, że bez nim coś byłoby w tekście niejasne, nie takie, jak sam by chciał. Pomijam już nieprawidłowości stricte językowe. Syndrom oszusta u mnie jest bardzo wyraźny, nie sądzę, że kiedyś zniknie, ale żyjemy już w komfortowej relacji.

E: Idziecie ręka w rękę. Czy możesz zdradzić, w jaki sposób to pierwsze zlecenie od uczelni do Ciebie trafiło?

J: Rozmawiałam z koleżanką, która na tej uczelni pracuje i od słowa do słowa powiedziałam jej, że robię kurs korekty tekstu. Bardzo ją to zainteresowało, stwierdziła, że nie jest zaskoczona, bo zawszę coś nowego robię, i zapytała, czy gdyby miała jakiś tekst, na przykład pracę dyplomową, to czy mogłabym zrobić korektę/redakcję? Powiedziałam, że tak, jak najbardziej. Wtedy padło pytanie: „Ale sprawdzasz wszystko dokładnie, łącznie z danymi?”. Ja mówię: „Tak, sprawdzam wszystko dokładnie, łącznie z danymi”. Po jakimś czasie – byłam już po Akademii dosyć długo – odezwał się ktoś z uczelni z pytaniem, czy mogłabym zrobić korektę i redakcję dla wydawnictwa uczelnianego. Powiedziałam, że jak najbardziej, a oni poprosili o wycenę. Z tym miałam oczywiście wielki kłopot i moja wycena była dość niska, ale miałam już orientację na temat wysokości stawek, bo w Akademii są też informacje na ten temat. Można się zorientować, jaki jest pułap, i jakoś się uplasować między widełkami. Miałam pewność, że jak coś zaproponuję, to nie będzie to cena z kosmosu ani jakaś zupełnie spod podłogi.

E: No tak, bo skąd inąd to wiedzieć. Mnie bardzo zależy na tym, żeby kwoty były jawne no, bo niby dlaczego miałyby być tajemnicą. Inaczej nie będziemy w stanie się uplasować – tak jak mówisz – po którejś stronie widełek. Bardzo się cieszę, że się podzieliłaś tą historią. Cieszę się dlatego, że to potwierdza moją tezę – zlecenia nie spadają z nieba. Gdybyś nie porozmawiała ze swoją znajomą, nie powiedziała jej o kursie, nie pochwaliła się tym, co robisz, no to ona by się do Ciebie nie zgłosiła. Nie masz przecież wypisane na koszulce „jestem korektorką”. To byłby zresztą fajny sposób na reklamę, ale lepiej jednak po prostu się odezwać, powiedzieć światu, co robimy, a wtedy świat się do nas zwróci ze zleceniami prędzej czy później. Im więcej będziemy o tym mówić, tym prędzej to nastąpi.

Agata, a Ty i syndrom oszusta?

A: Kiedy robiłam korekty tekstów w Akademii i otwierałam potem Twoje korekty, to było… Zauważyłam 1% tego co Ty. Robiłam tekst raz jeszcze, a potem jeszcze raz, aż w końcu zauważyłam coraz więcej. Dlaczego robiłam tyle korekt? Bo bałam się Worda. Zaczynamy w Akademii od Adobe, od korekt w PDF-ie. A ja się tak bardzo bałam Worda, że go nie ogarnę, nie ogarnę śledzenia zmian. Stylowanie? Co? Tak się bałam włączyć Worda, że siedziałam i cały czas robiłam tylko korekty w PDF-ie. Stwierdziłam, że jak to opanuję, to może będę gotowa na Worda. Nie żartuję, tak było! Tak się go bałam, a teraz praktycznie tylko w Wordzie pracuję. Naprawdę, miałam jedno zlecenie w PDF-ie, a reszta to Word.

W Akademii miałam strasznie duży syndrom oszusta. Że po co? Po co mi to, skoro nie widzę najprostszych rzeczy do poprawy. Przecinki? Każdy może sobie zauważyć przecinki, ale do stylistycznych rzeczy to chyba trzeba mieć to flow, trzeba mieć to coś. Bardzo się tego bałam, ale potem, jeszcze w trakcie Akademii, napisałam maila… Bo posłuchałam podcastu o tym, jak się szuka zleceń. Po drugiej stronie książki – polecam.

E: Obiło mi się o uszy. (śmiech)

A: Napisałam maila do Konrada Gładyszka. On prowadzi na YouTubie kanał „Między słowami”. Napisałam mu, że uczę się korekty i mogę mu zrobić korektę strony internetowej. Jestem dopiero na kursie, więc będę budowała swoje portfolio i mogę to zrobić za darmo. A on do mnie zadzwonił i się zgodził. Potem zrobiłam mu jeszcze ze dwa zlecenia, już płatne – to było moje pierwsze zlecenie. I to był mój pierwszy mail. W podcaście bardzo dobitnie było powiedziane: „Nie musisz dostać odpowiedzi na pierwszego maila”…

E: Psujesz moją teorię teraz, bo ja mówię, że trzeba 100 maili wysłać, żeby się ktoś odezwał. (śmiech)

A: No trzeba, to prawda. Ale jak ja wysłałam pierwszego i przyszła odpowiedź, to wyobraźcie sobie moją panikę! Kiedy mam syndrom oszusta! Ale zrobiłam tę korektę i się spodobało. Autor zlecił mi potem zrobienie już płatnej korekty – spodobało mu się. Potem przyszła akcja parowania. Osoby, z którymi pracowałam, też były bardzo zadowolone. Aż byłam w szoku, że aż tak. To powoli wyciszało mój syndrom oszusta. Czasami on się jeszcze pojawia. Robię korektę i mam takie myśli: „Ciekawe, ile pominęłaś. Ciekawe, ile ktoś ci znajdzie błędów”. Pojawiają się takie głosy w mojej głowie, ale potem sobie myślę, że robię to najlepiej, jak mogę, i już chyba nie dam rady lepiej.

E: Dasz radę lepiej, za każdym razem będzie lepiej, ale ważne jest to, że w tym momencie dajesz z siebie wszystko.

A: Miałam taką sytuację à propos wyceniania się – autorka raz mi napisała, że jest prawie zdecydowana na to, żeby mi zlecić korektę, ale pytała innych redaktorów i stawki różniły się nawet o 80 złotych.

E: Twoje były wyższe czy niższe?

A: Moje wyższe. Powiedziałam jej, że są różni redaktorzy, często ceny wynikają z niepewności siebie, ale ja wiem, jaką pracę wykonam, i nie mogę za to wziąć mniej, bo wykonam dobrą robotę. Jestem więc teraz na takim etapie, mimo że czasami jeszcze syndrom oszusta się odzywa.

E: Mam dreszcze, jak o tym mówicie. Jaka droga została pokonana, to jest niesamowite! Agata, kiedy mówiłaś, że dostałaś pozytywną odpowiedź zwrotną i spanikowałaś, że ktoś chce Cię zatrudnić, przypomniało mi się, że miałam podobną sytuację. Tyle że ja nie wysłałam jednego maila, tylko 80. Dostałam wtedy pozytywną odpowiedź: „Tak, chętnie nawiążemy z panią współpracę. Proszę albo zadzwonić, albo wręcz przyjść do wydawnictwa”. To było wydawnictwo z Krakowa. Wiecie, co ja wtedy odpisałam? Napisałam: „Bardzo chętnie, ale za tydzień biorę ślub, więc może wezmę ten ślub i za 2–3 tygodnie się odezwę”. Wysłałam właśnie 100 maili, ktoś chce mi dać pracę, a ja mówię: „To może za 3 tygodnie”. Tak się strasznie tego przestraszyłam! Ale odezwałam się za te 3 tygodnie i to miejsce dalej na mnie czekało. Głupi ma szczęście. W każdym razie doskonale rozumiem ten strach.

Dziewczyny…

A: À propos wysyłania maili. Raz stwierdziłam: „Jestem logopedką, to będę wysyłała maile do różnych logopedycznych miejsc z propozycją, że mogę merytorycznie sprawdzać teksty”. No i jedno miejsce mi odpisało: „Wie pani co, korektorek nie potrzebujemy, ale jeżeli szuka pani pracy jako logopedka, to nie ma problemu”.

E: Ale popatrz, takie sytuacje po prostu trzeba sobie tworzyć, prawda? Jak się zaczynamy odzywać, Asia rozmawia ze swoją koleżanką na uczelni, Ty wysyłasz mail – dzięki temu te sytuacje się tworzą. One naprawdę nie spadają z nieba, zawsze musi być krok z naszej strony i wtedy dopiero możemy liczyć na to, że wszechświat odpowie. A nie czekać, aż wszechświat do nas zapuka: „Dzień dobry, tu ponoć mieszka jakaś korektorka”. No nie, to się może zdarzyć czasem, ale zdecydowanie rzadko.

Dziewczyny, na koniec…

A: To może jeszcze…

E: Haha, kolejny raz próbuję skończyć i nie da się! (śmiech)

A: Ale to ważne.

E: Dawaj, dawaj.

A: Bardzo dużo zleceń znalazłam na grupach facebookowych dla autorów. To taki mój apel: nawet jeżeli pod danym postem jest już 50 komentarzy typu „zapraszam do mnie”, to i tak zostaw swój komentarz. Zdarzało mi się tyle razy, że ktoś napisał do mnie maila, bo gdzieś w poście zobaczył mój komentarz i mój mail. Nie wiem jak, ale ludzie naprawdę na to trafiają. Zawsze warto zostawić po sobie ślad – to taki mój mały apel.

E: Ja bym jeszcze zaapelowała o jedno: jeżeli wszyscy piszą tylko „zapraszam do mnie”, „proszę o szczegóły”, „szczegóły na priv”, warto napisać 2 zdania więcej, odnieść się do ogłoszenia, do tematu, powiedzieć cokolwiek o sobie, o tym, co możemy wnieść do tekstu, dlaczego to my mamy robić korektę. Nie chodzi o to, żeby pisać od razu elaborat, bo nikt tego nie przeczyta, to jest jednak medium społecznościowe i tam ludzie chcą czytać krótkie treści i iść dalej. Ale taki komentarz będzie się wyróżniać spośród 50 innych typu „zapraszam na priv” albo „proszę o maila”.

Będziemy zmierzać do końca. Kontakty do dziewczyn są nad transkrypcją tego podcastu. Jeżeli potrzebujecie redaktorki, korektorki albo logopedki, albo projektantki konstrukcji, to zapraszamy.

Dziewczyny, do Was mam ostatnie pytanie, troszkę filozoficzne, na zasadzie „co by było, gdyby…”. Gdybyście miały jeszcze raz decydować o swojej drodze zawodowej, to czy coś byście zmieniły?

A: Ja zawsze w takich momentach mam w głowie odruchową odpowiedź: „Nic bym nie zmieniła”, ale to nieprawda, wiele rzeczy bym zmieniła. Ale już poza korektą. Na pewno więcej bym śpiewała. Jeżeli chodzi o korektę w mojej drodze zawodowej, to nie widzę minusów. Jestem ogromnie wdzięczna, że dostałam od mamy ten prezent. Zrobiłam kurs, szukałam zleceń i znalazłam je. Tej części mojego życia zawodowego na pewno bym nie zmieniła. Będę w nią jeszcze bardziej inwestować, bo jest dla mnie ważne, że mogę to robić wszędzie – mogę być w Rzymie i pracować jako korektorka. Inne rzeczy z mojej drogi zawodowej bym pozmieniała, ale chyba nie zaczynałabym z korektą wcześniej, może wcześniej nie byłabym na to gotowa. Sam kurs dał mi dużo pewności siebie. Piszę maile do autorów, jestem dla nich drogowskazem, w procesie wydawniczym mogę być autorytetem, szczególnie kiedy pracuję z selfami, a ja w sumie pracuję tylko z nimi. Jeżeli chodzi o korektorską część pracy, to nie widzę minusów. I kocham to. Bardzo.

E: Pięknie się tego słucha, Asiu…

A: O, wiecie co? Ewa kiedyś mówiła: „Lubię w tej pracy to, że mogę czytać dużo książek”. I rzeczywiście – to, ile się czyta w tej pracy, jest super. Czytasz, bo to jest Twoja praca, ale czytasz i jesteś bardziej oczytana – to ogromny plus. Ewo, czy odpowiedziałam na Twoje pytanie?

E: Tak, wyczerpująco, z kropką i wzruszeniem na końcu. Albo z wielokropkiem.

J: Mnie też się wspaniale słuchało tego, o czym opowiadałaś, Agata. W swojej drodze zawodowej pewnie pozmieniałabym wiele rzeczy, bo dużo obszarów mnie interesuje. Ale mogę się podpisać pod tym, co powiedziała Agata – ten jeden element, jakim jest korekta, chciałabym zostawić. Gdybym nawet miała możliwość zmienienia przeszłości, to ten klocek zostaje: korekta. Jak wykonuję pracę związaną z korektą i redakcją, to wpadam w takie flow, że w zasadzie nie wiem, kiedy mijają 3–4 godziny. Sprawia mi to przyjemność i myślę, że to jest najważniejsze. Pomijając powody, dla których podejmuje się jakąkolwiek pracę.

E: To bardzo istotne – satysfakcja i to, że praca sprawia nam przyjemność. Jak czasem słyszę pytania typu: czy się nadaję do tego zawodu, to od jakiegoś czasu odpowiadam w pierwszej kolejności: „Zastanów się, czy Ci się to nie znudzi, czy rzeczywiście chcesz to robić. Przeczytaj sobie książkę o poprawności językowej i zastanów się, czy chcesz czytać dalej, czy chcesz dowiedzieć się więcej, czy chcesz przeczytać kolejną książkę, kolejny tekst. Jeżeli odpowiedź brzmi TAK, to już pierwszy kamyczek do stosiku, który ułoży się w napis: «Tak, korekta to jest moja droga zawodowa»”.

Chciałam tylko na koniec dodać, że ja wcale nie kazałam dziewczynom w ten sposób opowiadać o Akademii. Myślałam, że porozmawiamy sobie ogólnie o zawodzie korektora i o łączeniu go z innymi zawodami, a wypowiedziałyście tyle miłych słów o kursie, o tym, jak Akademia pomogła Wam w drodze zawodowej, że jestem bardzo wzruszona i bardzo wdzięczna za każde słowo.

J: To były szczere wypowiedzi. Myślę, że Agata i ja możemy powiedzieć jednym głosem, że nie było żadnego umawiania się.

E: Bardzo się cieszę, że to potwierdzacie. (śmiech)

J: Tak, potwierdzamy. Ale gdyby nie Akademia, to pewne rzeczy by się nie zdarzyły.

E: Wyjdźmy od tego, że gdyby nie Akademia, tobyśmy się nie znały. Agata nie uczyłaby teraz mojego syna, jak wymawiać głoskę „t”, tak żeby mu język nie wychodził przed zęby. Nie spotkałybyśmy się tutaj. To też duża wartość Akademii i w ogóle tego zawodu – że taka fajna społeczność korektorów się stworzyła w Internecie. Nigdy nie przypuszczałam, że będę znała tyle osób w tylu miejscach w Polsce. Mój mąż się śmieje, że gdziekolwiek pojedziemy na wakacje w kraju, a czasem i za granicą, to mogę do kogoś zadzwonić i umówić się na popołudnie na kawę. On nie ma tylu znajomych ze swojej pracy w korporacji. To ogromna wartość – społeczność, która się tworzy wokół tego zawodu. Oby to trwało.

J: Tak, to jest jeszcze jedna zaleta – społeczność. Mnie zostało kilka znajomości z Akademii, część na nowo się tworzy, bo okazuje się na przykład na Instagramie, że z daną osobą byłyśmy razem w tej samej edycji. Teraz już się do tego przyzwyczaiłam, ale na początku byłam bardzo mile zaskoczona atmosferą w grupach kursowych czy w społeczności Akademii korekty tekstu. Jakiekolwiek pytanie się tam zada, to dostanie się odpowiedź, która nie będzie szydząca. Nikt nie każe mi myśleć, że nie znam odpowiedzi na podstawowe pytania.

E: Bardzo mi na tym zależy. Staram się dbać o to, żeby tę atmosferę utrzymywać, ale nie jest to takie trudne. Wychodzę z założenia, że ludzie są zmęczeni hejtem w Internecie i dogryzaniem sobie nawzajem. Bardzo łatwo i z chęcią akceptują te zasady – żeby po prostu być sympatycznymi, miłymi ludźmi i nie dogryzać sobie nawzajem. Nie jest to wcale takie trudne, żeby taką atmosferę utrzymać w grupie. To zasługa ludzi, którzy do tych grup należą.

J: Myślę, że podobni się przyciągają, a jak ktoś jest inny…

E: To nagniemy go do swoich dobrych zwyczajów.

J: I stanie się podobny!

E: Tak będzie. Chodźcie do nas, zobaczycie kawałek sympatycznego Internetu. Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję za to dzisiejsze spotkanie, za rzucenie światła na zawód korektora i na to, że to nie jest jedyna droga – nie trzeba być korektorem na pełen etat, żeby się w tym zawodzie spełniać. To była też dla mnie przemiła i bardzo inspirująca godzina. Mam nadzieję, że dla osób słuchających ten podcast też. Dziękuję Wam bardzo.

J: Bardzo dziękujemy, było super.

A: I ja już nic więcej nie powiem. (śmiech)

The post PDSK#035 Korekta… i co dalej? (podcast) appeared first on Ewa Popielarz.

  continue reading

36 odcinków

Artwork
iconUdostępnij
 
Manage episode 411936116 series 2761896
Treść dostarczona przez Ewa Popielarz. Cała zawartość podcastów, w tym odcinki, grafika i opisy podcastów, jest przesyłana i udostępniana bezpośrednio przez Ewa Popielarz lub jego partnera na platformie podcastów. Jeśli uważasz, że ktoś wykorzystuje Twoje dzieło chronione prawem autorskim bez Twojej zgody, możesz postępować zgodnie z procedurą opisaną tutaj https://pl.player.fm/legal.

Po co uczyć się o poprawności językowej i zasadach edytorskich? Ano po to, żeby zostać korektorem, redaktorem i pracować z tekstem. Tak właśnie myślałam, kiedy tworzyłam Akademię korekty tekstu. Chciałam, żeby ten kurs pomagał osobom, które chcą zawodowo zajmować się korektą. Okazało się jednak, że po pierwsze – kompetencje językowe dają o wiele więcej możliwości. A po drugie – korektorzy nie zawsze są tylko korektorami. Dziś zaprosiłam do rozmowy dwie absolwentki VI edycji Akademii korekty tekstu – Agatę i Asię. Nie będę Wam ich na razie przedstawiać, dziewczyny same powiedzą, czym się zajmują i jak łączą korektę z innymi aktywnościami zawodowymi. Bo okazuje się, że wiedza i doświadczenie właściwe korektorom otwierają wiele dróg.

Subskrybuj: Spotify | Apple Podcasts | Google Podcasts | YouTube | Inne

Montaż: Kamil Dudziński

Transkrypcja: Franciszek Popielarz

Goście odcinka

Joanna Seremak

Skończyła architekturę, ale pracuje w biurze konstrukcyjnym jako projektantka konstrukcji. Ma za sobą również dwuletnią szkołę dla techników masażystów, na którą się zdecydowała, ponieważ interesują ją tematy medyczne. Czytanie książek zawsze było częścią jej życia, poza tym lubi poprawność językową, a po Akademii korekty tekstu przekonała się, że wiedza z każdej dziedziny jest w pracy redaktora lub korektora niezwykle pomocna.

Agata Ogórek

Z zawodu logopedka – pracuje w prywatnym gabinecie i tworzy pomoce logopedyczne. Prowadzi logopedyczne social media, w których uczy logopedki, jak skutecznie prowadzić terapię logopedyczną. Uczy również osoby Głuche języka polskiego. Ukończyła AKT w 2023 roku i obecnie zajmuje się redakcją i korektą. Współpracuje ze składaczką i ilustratorką, z którą tworzy grupę Wydamy z Tobą, w ramach której wspiera self-publisherów w procesie wydawniczym.

Plan odcinka

  1. Moment zwrotny – pierwsze zetknięcie z redakcją i korektą
  2. Korekta i… co dalej?
  3. Jak wykorzystać kompetencje językowe poza korektą
  4. Metody motywowania się przy nauce nowego zawodu
  5. Syndrom oszusta – jak sobie z nim radzić
  6. Jak poczuć się pewnie w zawodzie korektora i zacząć na tym zarabiać
  7. Co by było, gdyby, czyli raz jeszcze wybieramy ścieżkę kariery

Transkrypcja podcastu #035 Korekta… i co jeszcze?

Ewa Popielarz: Powiedzcie mi, dziewczyny, czy pamiętacie moment w swoim życiu, kiedy dowiedziałyście się, że istnieje coś takiego jak redakcja, korekta tekstu?

Joanna Seremak: Ja nie pamiętam tego momentu, ale ponieważ zawsze czytałam bardzo dużo, to stopka redakcyjna była mi znana z widzenia.

E: Czytałaś stopki redakcyjne?

J: Czytałam.

E: Często ludzie omijają tę stronę.

J: Czytałam, nie wiem dlaczego. Zawsze mnie to interesowało: redakcja, korekta, jakieś konsultacje. Ale czym jest redakcja i korekta, tak naprawdę dowiedziałam się w Akademii korekty tekstu. I doszłam do wniosku, że to jest ciekawsze, niż mi się wydawało przed rozpoczęciem Akademii. Takie drążenie i sprawdzanie wszystkiego. O ile kiedyś wydawało mi się to bardzo rozdzielone: tu redakcja, tu korekta, o tyle teraz już wiem, że to się nakłada na siebie i jeżeli robię korektę po redakcji, to zawsze znajdzie się coś, co jeszcze można poprawić.

E: To prawda. To są sztuczne rozróżnienia. Jakoś musimy te etapy nazwać, żeby się odnaleźć w procesie wydawniczym, ale nie powinno się stawiać takich dramatycznych granic pomiędzy redakcją a korektą.

E: Czyli trochę w ciemno poszłaś na kurs i dopiero potem zaczęłaś zgłębiać tajniki zawodu?

J: Trochę w ciemno, ale poszłam też dlatego, że bardzo lubię takie rozgryzanie języka, szukanie właściwych form, sprawdzanie, czy coś jest poprawne. Różne ciekawostki językowe mnie interesują. Na dodatek zauważam miejsca do poprawy w tekstach, Nie mówię o tekstach internetowych, bo tam jest zatrzęsienie błędów, ale o publikacjach typu książka. Zdarzało mi się znaleźć błąd i myślałam: „Hm, jak to jest, że takie rzeczy mają miejsce”. A teraz wiem, że mają miejsce, ale wiele z nich jest usuwanych.

E: Jesteś już po obu stronach mocy. Asiu, zostawimy jeszcze w tajemnicy to, co robisz zawodowo, a teraz odbiję piłeczkę do Agaty. Czy Ty pamiętasz moment, kiedy dowiedziałaś się, co to jest korekta?

Agata Ogórek: Dokładny nie, ale pamiętam dwa znaczące momenty, a w zasadzie trzy. Oglądałam sto razy film „Holiday” i tam jeden z bohaterów jest właśnie redaktorem, pracuje w wydawnictwie, Wieczorami siedział i sprawdzał, poprawiał książki – jeszcze na papierze. I to zostało gdzieś tam w mojej podświadomości. Poza tym poprawiałam kiedyś mojej przyjaciółce licencjat. Sprawdzałam go pod kątem błędów językowych i takich korektorskich rzeczy. Nie miałam pojęcia, że ktoś taki jak redaktor czy korektor istnieje. Znałam te pojęcia, ale nie do końca je łączyłam z tym, kim są te osoby – to był drugi moment. A trzeci był wtedy, kiedy zobaczyłam Akademię korekty tekstu. Wysłałam link mamie: „Patrz, mamo, ja bym mogła to robić”, a mama mówi: „No, Ty zawsze poprawiałaś ludzi”.

E: (śmiech) Ale Ci dała rekomendację.

A: Tak! I muszę przyznać, że moja mama kupiła mi kurs na urodziny…

E: Pozdrawiamy mamę.

A: Akurat we wrześniu mam urodziny, więc idealnie się zbiegło z rozpoczęciem Akademii, bo dosłownie w dzień urodzin dostałam maila od Ewy. Mama tylko dzwoniła od rana: „Masz już, masz już?”, a ja mówię: „Co mam?” (śmiech).

E: To była konspira, tak?

A: Tak, to była konspira, dostałam od Ciebie maila: „Agata, dostałaś prezent od swojej mamy”.

E: Taak, o rany, ja to pamiętam!… Uwielbiam takie sytuacje, uwielbiam takie sytuacje, jak ktoś pisze, że kupuje kurs dla siostry albo dla córki, albo dla żony. Czuję się wtedy jak Święty Mikołaj.

A: Wtedy weszłam do panelu kursowego i już wiedziałam, czym jest korekta.

E: I tak sobie przygoda trwa. Słuchajcie, dziewczyny, trzeba teraz rozwiać nutki niepewności. Powiedzcie, czym się zajmujecie poza korektą. Zawodowo.

A: Jestem logopedką, ale uczę też języka polskiego jako obcego – to jest bardzo blisko korekty. Byłam trenerką wokalną.

E: Wszystko związane ze słowem, z głosem. Jeszcze język migowy, prawda?

A: Tak, rzeczywiście, uczę języka polskiego migowego. Tego jest tyle, że czasami, kiedy mam wymienić, czym się zajmuję, to trwa, trwa i trwa. Więc tak: uczę języka polskiego osoby głuche jako języka obcego.

E: A teraz jesteś też korektorką/redaktorką. Asia, co Ty robisz zawodowo?

J: Jestem pod wrażeniem tego, co powiedziała Agata. Uczenie osób z dysfunkcją słuchu języka obcego wydaje się niemożliwe. Ja bardziej prozaicznie – skończyłam architekturę, ale pracuję w biurze konstytucyjnym jako konstruktor, ale oprócz tego mam jeszcze kilka pól, którymi się interesuję. I tak naprawdę każde to pole pomaga mi w korekcie. Jestem po szkole o kierunku technik/masażysta. Poszłam na ten kierunek dlatego, że chciałam mieć kontakt z czymś medycznym, zawsze mnie to interesowało. Chciałam zrobić sobie papier z anatomii, bo jak się samemu uczy, to nie ma się pewności, że coś się wie, a jak się dostanie papierek, to zawsze lepiej wygląda, przynajmniej w moich oczach. Poza tym uprawiam sport. Wśród moich zainteresowań zawsze była też literatura, czytanie jest częścią mojego życia. Agata, mówiłaś o poprawianiu koleżeńsko-rodzinnym – ja też miałam kilka takich przypadków i bardzo mi się to podobało. Ale robiłam to zupełnie nieprofesjonalnie i gdybym teraz przeczytała to, co wtedy uważam za poprawione, to…

E: Z każdym rokiem nasza korekta jest coraz lepsza, to zupełnie normalne. Szczególnie jeśli zgłębiamy teorię i przekładamy ją na praktykę. Asiu, powiedziałaś, że inne zawody, zajęcia, inne Twoje zainteresowania pomagają Ci w korekcie. Fajnie by było rozwinąć ten temat, bo jest mylne przekonanie o tym, że najlepsi korektorzy to ci po polonistyce. I że korektorzy powinni być po studiach humanistycznych. Często to przekonanie dochodzi do skrajności, kiedy ludzie twierdzą, że nie można być korektorem po innych studiach. Ty mówisz, że Twoje inne zawody pomagają Ci w korekcie.

J: Chodzi o orientację w danym temacie – dzięki tej orientacji wiem, czego szukać i gdzie, gdy trafiam na temat, który zazębia się z tym, co potrafię. Pomaga mi to w wielu przypadkach. Czy to jest powieść, w której pojawia się coś anatomicznego, a ja wiem, że to nieprawda; czy coś technicznego; czy coś dotyczącego sztuki. Nawet jeśli nie mam tych informacji w głowie, to wiem, gdzie szukać, i wiem, że coś tu nie gra, jeżeli nie gra. Nie zrobiłam jeszcze wielu korekt w życiu, ale w każdej, którą mam za sobą, było miejsce, w którego korekcie pomogło mi to, co wiem poza polem redakcyjnym, korektorskim.

E: Same umiejętności humanistyczne i wiedza humanistyczna pomagałyby nam, gdybyśmy robili wyłącznie książki językoznawcze, a tak zwykle nie jest. Zrobiłam w życiu kilka tego typu publikacji, kiedy jeszcze pracowałam z teksami naukowymi, ale to naprawdę promil w stosunku do wszystkich innych tematów, jakie przechodzą przez ręce korektorów.

Odwrócę to pytanie. Ciebie, Asiu, zapytałam, jak Twoje inne zawody i zainteresowania pomagają Ci w korekcie. Agata, Ciebie zapytam, czy Twoje kompetencje językowe, dotyczące poprawności językowej, wiedza, którą zdobyłaś miedzy innymi na kursie – czy one Ci pomagają w Twoich innych zawodach? W logopedii, w nauce języka polskiego jako obcego i w tych wszystkich innych pięciuset zawodach, którymi się parasz?

A: Bardzo mi się przydała ta wiedza, jeżeli chodzi o nauczanie języka polskiego jako obcego. Co prawda wiedzę na temat wielu właściwości języka i jego zasad znałam ze studiów, ale mimo wszystko aż takiej biegłości jak po kursie wtedy nie czułam. Musiałam sobie wszystko sama wyszukać, a teraz, kiedy wyświetlę sobie tysiąc stron wszystkich materiałów, to wszystko znajdę. Wiem, w którym mniej więcej module było dane zagadnienie. Niektóre lekcje nawet pamiętam numerami – te, do których często wracam. Ale też prowadzę teraz Instagrama logopedycznego i kurs bardzo mi się przydał przy tworzeniu treści do internetu. Ja sama nie popełniam aż tylu błędów.

E: Jesteś sama sobie korektorką i redaktorką treści internetowych.

A: Tak, pomoce logopedyczne na razie też jestem w stanie sama ogarniać, nie zawsze oddaję je do korekty, jeżeli nie są to ogromne projekty. Mogę je przeczytać po tygodniu i poprawić.

E: Pewnie, przy krótkich publikacjach można jak najbardziej samemu sobie wykonać korektę. Nie jest to polecane, gdy się napisze długiego e-booka czy książkę – wtedy mimo wszystko lepiej oddać tekst, żeby inne oko na niego spojrzało. Ja też nie oddaję swoich treści do mediów społecznościowych do korekty, tylko po prostu czytam je uważnie po przerwie i mam nadzieję, że wyłapię to, co powinno być wyłapane. A czasem poprawiam też coś po opublikowaniu, jak mi jakaś literówka umknie – i nic się strasznego nie dzieje.

Może przekonałyśmy kogoś, że łączenie korekty z inną profesją, pokrewną albo oddaloną, jest dobrym pomysłem na życie, ale na pewno moment przejścia do nowego zawodu jest wymagający, chociażby czasowo. Bardzo często spotykam się z pytaniami, jak to ogarnąć. Czy dam radę pogodzić to wszystko z pracą zawodową, z domem, z rodziną. Jak to było u was? Jak wygospodarowałyście sobie czas na naukę? Jakie miałyście metody? Jak w tym wytrwałyście? Na krótką metę można się jeszcze spiąć, ale najważniejsze jest, żeby wytrwać przez x tygodni i później w uczeniu się czegoś zupełnie od zera.

A: Zacznę od tego, że byłam w piątej edycji, ale mimo tego, że bardzo chciałam, nie ukończyłam jej, bo miałam za dużo rzeczy na głowie. Wiedziałam, że zrobię to po łebkach. Ale na szczęście mamy możliwość przejścia do następnej edycji.

E: Tacy kursanci to tak zwani spadochroniarze.

A: Tak, to byłam ja. Byłam spadochroniarką. Skończyłam szóstą edycję. Jak tego dokonałam? Rada, którą mogę dać wszystkim, to uczyć się na bieżąco. Przez pierwszy miesiąc byłam na bieżąco, oglądałam wszystkie live’y, specjalnie zrobiłam sobie wolne w pracy o 20:30 w poniedziałki, bo wtedy były webinary podsumowujące cały tydzień. Oglądałam Twoje minifeedbacki do naszych korekt. Robiłam te korekty na bieżąco.Miałam notatki. Potem już szło mi troszeczkę słabiej, ale nadal się starałam. Dwie lekcje na tydzień to nie jest aż tak dużo. Szłam idealnie planem, który ułożyłaś, i widziałam, że mam kolejne lekcje odhaczone.

E: Najgorzej zrobić sobie zaległości, ale z drugiej strony, jeśli mamy taką sytuację jak Ty w piątej edycji, kiedy coś innego staje się priorytetem, to nie ma się co spinać. Można albo z kolejną edycją przerobić kurs, albo samodzielnie się uczyć między edycjami. Tylko wtedy trzeba mieć troszeczkę więcej zacięcia i samozaparcia, żeby bez harmonogramu i pracy grupowej się zmobilizować.

A: Tak, do tego warsztaty były super. Przyznaję bez bicia, że nie na wszystkich byłam, ale jak już byłam, to miałam takie: „No nie, naprawdę można na tyle sposobów zrobić korektę?”. Wtedy się najwięcej nauczyłam, chociaż warsztaty odwiedzało chyba najmniej osób?

E: To prawda, jest obawa przed tą formą, bo tam się łączymy z mikrofonem, może nawet z kamerą, ale jak już ktoś zacznie, to zwykle przychodzi do końca. Ciekawe jest to, o czym mówisz – że nauczyłaś się bardzo dużo na warsztatach. Mnie na nich nie ma jako „mentorki”, która mówi: „Tak macie robić”. Nie, to jest praca w grupach, w których są osoby, które dopiero się uczą korekty, a mimo wszystko można bardzo dużo z tego wyciągnąć, chociażby przez to, jak kto podchodzi do tekstu i jak kto patrzy na tekst.

A: Tak, pamiętam nawet, że po warsztatach z jedną dziewczyną wysyłałyśmy między sobą tekst. Ona mi dawała uwagi do tego, co ja zrobiłam, wymieniałyśmy się spostrzeżeniami. Te kontakty mi zostały.

E: Przemiło mi się tego słucha. Asiu, jak Ty pogodziłaś naukę nowego zawodu z wszystkimi innymi obowiązkami, które już miałaś?

J: Pomocne było to, o czym powiedziała Agata, czyli rozłożenie wiedzy w odpowiedni sposób, ułożenie tematów w odpowiedniej kolejności – w zasadzie miałyśmy to podane na tacy. Jak ja to pogodziłam? Mam trochę inny harmonogram dnia niż większość ludzi – jestem ekstremalnym skowronkiem. Ja sobie te wszystkie rzeczy przerabiałam rano.

E: Przewróciłam oczami, jak to powiedziałaś, bo ja jestem ekstremalnym nie-skowronkiem. Podziwiam, wolałabym mieć tak jak Ty.

J: Ale to ma swoje minusy. Podczas zajęć o 20:30 ja już myślałam tylko o tym, że część mojego mózgu jest już w łóżku. Ale rano jest ten moment, kiedy jeszcze nikt mi nie zawraca głowy, kiedy większość ludzi śpi, a ja sobie wtedy robię rzeczy, które mnie interesują najbardziej. Miałam bardzo dużo frajdy z przerabiania tych materiałów i bardzo mi się podobały zadania praktyczne, korektorskie.

E: Tu się zaczyna zabawa. Zaczynają się teksty do korekty i zamieniamy teorię na praktykę – dopiero wtedy zaczyna być widoczne, po co my to właściwie robimy i jak to będzie dalej wyglądało. Bardzo mi się miło słucha tego, co mówicie o harmonogramie. Muszę Wam powiedzieć, że nie było go od samego początku Akademii. Przez pierwsze edycje pytałam kursantów, czy chcą taki harmonogram, i większość odpowiedzi była na nie. Kursanci mówili, że to będzie presja, że jak ktoś nie będzie nadążał, to będzie miał tego bolesną świadomość. Ale widziałam pewne niepokojące sytuacje… W harmonogramie trochę skaczemy po lekcjach, a w pierwszych edycjach AKT bywało, że po miesiącu pewne osoby były cały czas na pierwszej lekcji z pierwszego modułu, czyli na przecinku. Bo stwierdziły, że muszą się nauczyć zasad interpunkcyjnych, zanim przejdą dalej. I dlatego teraz nie zaczynamy od przecinka. Poza tym harmonogram ściąga kolejny obowiązek, mianowicie obowiązek rozłożenia sobie nauki w czasie, podzielenia jej na poszczególne tygodnie. Nie ma już wymówki: „Najpierw muszę to sobie rozplanować, potem zacznę się uczyć”. Nie musisz, wszystko jest zaplanowane. Siadaj i oglądaj albo siadaj i czytaj. Ważne tylko, żeby zachować regularność, bo potem nadrabiać jest ciężko. Najlepiej jest iść razem z grupą, a nawet jak się wypadnie w jakimś tygodniu, to trudno – najlepiej wskoczyć w kolejny.

Ile teraz zajmuje Wam czasu procentowo korekta, redakcja w stosunku do innych aktywności zawodowych?

A: U mnie bardzo różnie. Wcześniej zajmowała mi o wiele więcej czasu, a teraz tak się złożyło, że pracuję tylko nad książkami, powieściami. Jestem samobójcą – jak trzeba zrobić książkę, to robię ją nawet w 2–3 dni. To są takie rzuty. Ale myślę, że to połowa mojej pracy obecnie. Połowa, a może 40% procent tego, co robię, ale nie codziennie, tylko rzutami. Są też miesiące, że jej jest mniej, ale nie wynika to z tego, że jest tej pracy mało, tylko z tego, że nie zawsze mam czas, żeby szukać zleceń. Ale jak szukam, to zawsze znajduję.

E: Jak się łączy korektę z innym zawodem, to często działa to właśnie za zasadzie zrywów, a nie tak, że w każdym tygodniu od poniedziałku do wtorku czy do środy robi się korektę, a w czwartek i piątek coś innego. Dlatego że w korekcie pracuje się projektowo. Robisz książkę, potem masz przerwę, więc robisz coś innego, potem wracasz do kolejnych korekt.

Asia, a u Ciebie jak to się rozkłada?

J: Ja mam podobnie, ale to kwestia tego, że mam stała pracę. Gdybym miała pracować tylko jako korektor i redaktor, to pewnie szukałabym zleceń, żeby mieć ich na tyle, by wypełnić sobie czas. Ale codziennie coś w korekcie robię, najczęściej redagowanie wciąga mnie na tyle, że każdą wolną chwilę na to poświęcam. W weekend planuję posiedzieć może 2 godziny, po czym robi się z tego 6 godzin. Nie ma tu regularności, ale też nie muszę się spieszyć, bo zawsze sobie zakładam dłuższy czas i mówię komuś, że korekta będzie trwała do 3 tygodni, a za 3 dni wysyłam sprawdzony tekst.

E: Idealna współpraca – osoba, która wysyła tekst 2 tygodnie przed czasem.

A: Nie wiedziałam, że to się zdarza w ogóle.

J: Trzeba sobie ustawić deadline daleko.

E: Wiesz, Asia, to nie jest takie proste. Ja jak mam deadline i wiem, że on wypada za 4 tygodnie… Agata się uśmiecha, widzę, że mamy tutaj nić porozumienia. Jak wiem, że on będzie za 4 tygodnie, to – o rany! mam jeszcze 4 tygodnie! Po co będę po 5 stron dłubać, skoro mogę usiąść i zrobić to na raz. To jest taka przypadłość mózgu, nad którą trudno zapanować. Ale miło wiedzieć, że nie wszyscy tak mają. Kolejny raz, Asiu, muszę powiedzieć, że bardzo Ci zazdroszczę. Jakbym się miała z kimś zamieniać na zwyczaje, to zamieniłabym się z Tobą na skowronka i na takie dłubanie sobie korekty po kawałku.

A: Ja się podłączam.

E: Także, Asia, Ty się tam sklonuj!

J: Ja coś wezmę od Was. Myślę, że jak zrobimy wymiankę, to każdy będzie zadowolony.

E: No nie wiem, jak się zamienimy na nasze działanie tuż przed deadline’em i spanie do późna, to potem będziesz nas szukać: „A właściwie to wiecie co? Ja jednak rezygnuję”.

Skoro zeszliśmy na temat działania głowy, to mam dla Was trudny temat – syndrom oszusta. Próbuję sobie wyobrazić osobę, która słucha tego podcastu i myśli sobie: „Dobra, mogę pogodzić korektę z innymi zawodowymi rzeczami, nie muszę wszystkiego rzucać dla korekty, mogę sobie ciągnąć te dwie ścieżki. Będzie dywersyfikacja, wszyscy polecają, żeby tak robić. Ekstra, dam radę się jakoś zorganizować czasowo, żeby się tego nauczyć. Tylko kiedy przyjdzie ten moment, kiedy będę wiedzieć, że już mam na tyle kompetencji, doświadczenia, by móc zajmować się korektą, redakcją zawodowo i brać wynagrodzenie za swoją pracę?”.

Kiedy Wy poczułyście, że to już jest ten moment i możecie wziąć wynagrodzenie za redakcję, korektę tekstu?

J: Syndrom oszusta jest u mnie wyraźny od początku, ale z czego wynika to moje szybkie robienie rzeczy? No właśnie z syndromu oszusta! Bo ja się boję, że nie zdążę, bo przecież nie jestem wcale taka szybka, więc muszę się bardziej postarać. Wydaje mi się, że właśnie z tego wynika ta moja terminowość. A kiedy zaczęło się branie pieniędzy za korektę? Pierwsze zlecenie było związane w wydawnictwem uczelnianym – po prostu zaproponowali mi współpracę. Okazało się, że wszystko się podoba. Może nie wiązało się to z zyskaniem pewności siebie i poczucia, że jestem świetna w korekcie czy – nie daj Boże – nieomylna, ale stwierdziłam, że to jest zawsze pomoc dla kogoś, kto pisze tekst. Ewa mówiła to wielokrotnie i myślę, że mogę to powtórzyć: tekst zawsze będzie lepszy. Na pewno nie znajdę wszystkiego, ale widzę, że jeżeli dodam kilka komentarzy, to autor sam zauważa, że bez nim coś byłoby w tekście niejasne, nie takie, jak sam by chciał. Pomijam już nieprawidłowości stricte językowe. Syndrom oszusta u mnie jest bardzo wyraźny, nie sądzę, że kiedyś zniknie, ale żyjemy już w komfortowej relacji.

E: Idziecie ręka w rękę. Czy możesz zdradzić, w jaki sposób to pierwsze zlecenie od uczelni do Ciebie trafiło?

J: Rozmawiałam z koleżanką, która na tej uczelni pracuje i od słowa do słowa powiedziałam jej, że robię kurs korekty tekstu. Bardzo ją to zainteresowało, stwierdziła, że nie jest zaskoczona, bo zawszę coś nowego robię, i zapytała, czy gdyby miała jakiś tekst, na przykład pracę dyplomową, to czy mogłabym zrobić korektę/redakcję? Powiedziałam, że tak, jak najbardziej. Wtedy padło pytanie: „Ale sprawdzasz wszystko dokładnie, łącznie z danymi?”. Ja mówię: „Tak, sprawdzam wszystko dokładnie, łącznie z danymi”. Po jakimś czasie – byłam już po Akademii dosyć długo – odezwał się ktoś z uczelni z pytaniem, czy mogłabym zrobić korektę i redakcję dla wydawnictwa uczelnianego. Powiedziałam, że jak najbardziej, a oni poprosili o wycenę. Z tym miałam oczywiście wielki kłopot i moja wycena była dość niska, ale miałam już orientację na temat wysokości stawek, bo w Akademii są też informacje na ten temat. Można się zorientować, jaki jest pułap, i jakoś się uplasować między widełkami. Miałam pewność, że jak coś zaproponuję, to nie będzie to cena z kosmosu ani jakaś zupełnie spod podłogi.

E: No tak, bo skąd inąd to wiedzieć. Mnie bardzo zależy na tym, żeby kwoty były jawne no, bo niby dlaczego miałyby być tajemnicą. Inaczej nie będziemy w stanie się uplasować – tak jak mówisz – po którejś stronie widełek. Bardzo się cieszę, że się podzieliłaś tą historią. Cieszę się dlatego, że to potwierdza moją tezę – zlecenia nie spadają z nieba. Gdybyś nie porozmawiała ze swoją znajomą, nie powiedziała jej o kursie, nie pochwaliła się tym, co robisz, no to ona by się do Ciebie nie zgłosiła. Nie masz przecież wypisane na koszulce „jestem korektorką”. To byłby zresztą fajny sposób na reklamę, ale lepiej jednak po prostu się odezwać, powiedzieć światu, co robimy, a wtedy świat się do nas zwróci ze zleceniami prędzej czy później. Im więcej będziemy o tym mówić, tym prędzej to nastąpi.

Agata, a Ty i syndrom oszusta?

A: Kiedy robiłam korekty tekstów w Akademii i otwierałam potem Twoje korekty, to było… Zauważyłam 1% tego co Ty. Robiłam tekst raz jeszcze, a potem jeszcze raz, aż w końcu zauważyłam coraz więcej. Dlaczego robiłam tyle korekt? Bo bałam się Worda. Zaczynamy w Akademii od Adobe, od korekt w PDF-ie. A ja się tak bardzo bałam Worda, że go nie ogarnę, nie ogarnę śledzenia zmian. Stylowanie? Co? Tak się bałam włączyć Worda, że siedziałam i cały czas robiłam tylko korekty w PDF-ie. Stwierdziłam, że jak to opanuję, to może będę gotowa na Worda. Nie żartuję, tak było! Tak się go bałam, a teraz praktycznie tylko w Wordzie pracuję. Naprawdę, miałam jedno zlecenie w PDF-ie, a reszta to Word.

W Akademii miałam strasznie duży syndrom oszusta. Że po co? Po co mi to, skoro nie widzę najprostszych rzeczy do poprawy. Przecinki? Każdy może sobie zauważyć przecinki, ale do stylistycznych rzeczy to chyba trzeba mieć to flow, trzeba mieć to coś. Bardzo się tego bałam, ale potem, jeszcze w trakcie Akademii, napisałam maila… Bo posłuchałam podcastu o tym, jak się szuka zleceń. Po drugiej stronie książki – polecam.

E: Obiło mi się o uszy. (śmiech)

A: Napisałam maila do Konrada Gładyszka. On prowadzi na YouTubie kanał „Między słowami”. Napisałam mu, że uczę się korekty i mogę mu zrobić korektę strony internetowej. Jestem dopiero na kursie, więc będę budowała swoje portfolio i mogę to zrobić za darmo. A on do mnie zadzwonił i się zgodził. Potem zrobiłam mu jeszcze ze dwa zlecenia, już płatne – to było moje pierwsze zlecenie. I to był mój pierwszy mail. W podcaście bardzo dobitnie było powiedziane: „Nie musisz dostać odpowiedzi na pierwszego maila”…

E: Psujesz moją teorię teraz, bo ja mówię, że trzeba 100 maili wysłać, żeby się ktoś odezwał. (śmiech)

A: No trzeba, to prawda. Ale jak ja wysłałam pierwszego i przyszła odpowiedź, to wyobraźcie sobie moją panikę! Kiedy mam syndrom oszusta! Ale zrobiłam tę korektę i się spodobało. Autor zlecił mi potem zrobienie już płatnej korekty – spodobało mu się. Potem przyszła akcja parowania. Osoby, z którymi pracowałam, też były bardzo zadowolone. Aż byłam w szoku, że aż tak. To powoli wyciszało mój syndrom oszusta. Czasami on się jeszcze pojawia. Robię korektę i mam takie myśli: „Ciekawe, ile pominęłaś. Ciekawe, ile ktoś ci znajdzie błędów”. Pojawiają się takie głosy w mojej głowie, ale potem sobie myślę, że robię to najlepiej, jak mogę, i już chyba nie dam rady lepiej.

E: Dasz radę lepiej, za każdym razem będzie lepiej, ale ważne jest to, że w tym momencie dajesz z siebie wszystko.

A: Miałam taką sytuację à propos wyceniania się – autorka raz mi napisała, że jest prawie zdecydowana na to, żeby mi zlecić korektę, ale pytała innych redaktorów i stawki różniły się nawet o 80 złotych.

E: Twoje były wyższe czy niższe?

A: Moje wyższe. Powiedziałam jej, że są różni redaktorzy, często ceny wynikają z niepewności siebie, ale ja wiem, jaką pracę wykonam, i nie mogę za to wziąć mniej, bo wykonam dobrą robotę. Jestem więc teraz na takim etapie, mimo że czasami jeszcze syndrom oszusta się odzywa.

E: Mam dreszcze, jak o tym mówicie. Jaka droga została pokonana, to jest niesamowite! Agata, kiedy mówiłaś, że dostałaś pozytywną odpowiedź zwrotną i spanikowałaś, że ktoś chce Cię zatrudnić, przypomniało mi się, że miałam podobną sytuację. Tyle że ja nie wysłałam jednego maila, tylko 80. Dostałam wtedy pozytywną odpowiedź: „Tak, chętnie nawiążemy z panią współpracę. Proszę albo zadzwonić, albo wręcz przyjść do wydawnictwa”. To było wydawnictwo z Krakowa. Wiecie, co ja wtedy odpisałam? Napisałam: „Bardzo chętnie, ale za tydzień biorę ślub, więc może wezmę ten ślub i za 2–3 tygodnie się odezwę”. Wysłałam właśnie 100 maili, ktoś chce mi dać pracę, a ja mówię: „To może za 3 tygodnie”. Tak się strasznie tego przestraszyłam! Ale odezwałam się za te 3 tygodnie i to miejsce dalej na mnie czekało. Głupi ma szczęście. W każdym razie doskonale rozumiem ten strach.

Dziewczyny…

A: À propos wysyłania maili. Raz stwierdziłam: „Jestem logopedką, to będę wysyłała maile do różnych logopedycznych miejsc z propozycją, że mogę merytorycznie sprawdzać teksty”. No i jedno miejsce mi odpisało: „Wie pani co, korektorek nie potrzebujemy, ale jeżeli szuka pani pracy jako logopedka, to nie ma problemu”.

E: Ale popatrz, takie sytuacje po prostu trzeba sobie tworzyć, prawda? Jak się zaczynamy odzywać, Asia rozmawia ze swoją koleżanką na uczelni, Ty wysyłasz mail – dzięki temu te sytuacje się tworzą. One naprawdę nie spadają z nieba, zawsze musi być krok z naszej strony i wtedy dopiero możemy liczyć na to, że wszechświat odpowie. A nie czekać, aż wszechświat do nas zapuka: „Dzień dobry, tu ponoć mieszka jakaś korektorka”. No nie, to się może zdarzyć czasem, ale zdecydowanie rzadko.

Dziewczyny, na koniec…

A: To może jeszcze…

E: Haha, kolejny raz próbuję skończyć i nie da się! (śmiech)

A: Ale to ważne.

E: Dawaj, dawaj.

A: Bardzo dużo zleceń znalazłam na grupach facebookowych dla autorów. To taki mój apel: nawet jeżeli pod danym postem jest już 50 komentarzy typu „zapraszam do mnie”, to i tak zostaw swój komentarz. Zdarzało mi się tyle razy, że ktoś napisał do mnie maila, bo gdzieś w poście zobaczył mój komentarz i mój mail. Nie wiem jak, ale ludzie naprawdę na to trafiają. Zawsze warto zostawić po sobie ślad – to taki mój mały apel.

E: Ja bym jeszcze zaapelowała o jedno: jeżeli wszyscy piszą tylko „zapraszam do mnie”, „proszę o szczegóły”, „szczegóły na priv”, warto napisać 2 zdania więcej, odnieść się do ogłoszenia, do tematu, powiedzieć cokolwiek o sobie, o tym, co możemy wnieść do tekstu, dlaczego to my mamy robić korektę. Nie chodzi o to, żeby pisać od razu elaborat, bo nikt tego nie przeczyta, to jest jednak medium społecznościowe i tam ludzie chcą czytać krótkie treści i iść dalej. Ale taki komentarz będzie się wyróżniać spośród 50 innych typu „zapraszam na priv” albo „proszę o maila”.

Będziemy zmierzać do końca. Kontakty do dziewczyn są nad transkrypcją tego podcastu. Jeżeli potrzebujecie redaktorki, korektorki albo logopedki, albo projektantki konstrukcji, to zapraszamy.

Dziewczyny, do Was mam ostatnie pytanie, troszkę filozoficzne, na zasadzie „co by było, gdyby…”. Gdybyście miały jeszcze raz decydować o swojej drodze zawodowej, to czy coś byście zmieniły?

A: Ja zawsze w takich momentach mam w głowie odruchową odpowiedź: „Nic bym nie zmieniła”, ale to nieprawda, wiele rzeczy bym zmieniła. Ale już poza korektą. Na pewno więcej bym śpiewała. Jeżeli chodzi o korektę w mojej drodze zawodowej, to nie widzę minusów. Jestem ogromnie wdzięczna, że dostałam od mamy ten prezent. Zrobiłam kurs, szukałam zleceń i znalazłam je. Tej części mojego życia zawodowego na pewno bym nie zmieniła. Będę w nią jeszcze bardziej inwestować, bo jest dla mnie ważne, że mogę to robić wszędzie – mogę być w Rzymie i pracować jako korektorka. Inne rzeczy z mojej drogi zawodowej bym pozmieniała, ale chyba nie zaczynałabym z korektą wcześniej, może wcześniej nie byłabym na to gotowa. Sam kurs dał mi dużo pewności siebie. Piszę maile do autorów, jestem dla nich drogowskazem, w procesie wydawniczym mogę być autorytetem, szczególnie kiedy pracuję z selfami, a ja w sumie pracuję tylko z nimi. Jeżeli chodzi o korektorską część pracy, to nie widzę minusów. I kocham to. Bardzo.

E: Pięknie się tego słucha, Asiu…

A: O, wiecie co? Ewa kiedyś mówiła: „Lubię w tej pracy to, że mogę czytać dużo książek”. I rzeczywiście – to, ile się czyta w tej pracy, jest super. Czytasz, bo to jest Twoja praca, ale czytasz i jesteś bardziej oczytana – to ogromny plus. Ewo, czy odpowiedziałam na Twoje pytanie?

E: Tak, wyczerpująco, z kropką i wzruszeniem na końcu. Albo z wielokropkiem.

J: Mnie też się wspaniale słuchało tego, o czym opowiadałaś, Agata. W swojej drodze zawodowej pewnie pozmieniałabym wiele rzeczy, bo dużo obszarów mnie interesuje. Ale mogę się podpisać pod tym, co powiedziała Agata – ten jeden element, jakim jest korekta, chciałabym zostawić. Gdybym nawet miała możliwość zmienienia przeszłości, to ten klocek zostaje: korekta. Jak wykonuję pracę związaną z korektą i redakcją, to wpadam w takie flow, że w zasadzie nie wiem, kiedy mijają 3–4 godziny. Sprawia mi to przyjemność i myślę, że to jest najważniejsze. Pomijając powody, dla których podejmuje się jakąkolwiek pracę.

E: To bardzo istotne – satysfakcja i to, że praca sprawia nam przyjemność. Jak czasem słyszę pytania typu: czy się nadaję do tego zawodu, to od jakiegoś czasu odpowiadam w pierwszej kolejności: „Zastanów się, czy Ci się to nie znudzi, czy rzeczywiście chcesz to robić. Przeczytaj sobie książkę o poprawności językowej i zastanów się, czy chcesz czytać dalej, czy chcesz dowiedzieć się więcej, czy chcesz przeczytać kolejną książkę, kolejny tekst. Jeżeli odpowiedź brzmi TAK, to już pierwszy kamyczek do stosiku, który ułoży się w napis: «Tak, korekta to jest moja droga zawodowa»”.

Chciałam tylko na koniec dodać, że ja wcale nie kazałam dziewczynom w ten sposób opowiadać o Akademii. Myślałam, że porozmawiamy sobie ogólnie o zawodzie korektora i o łączeniu go z innymi zawodami, a wypowiedziałyście tyle miłych słów o kursie, o tym, jak Akademia pomogła Wam w drodze zawodowej, że jestem bardzo wzruszona i bardzo wdzięczna za każde słowo.

J: To były szczere wypowiedzi. Myślę, że Agata i ja możemy powiedzieć jednym głosem, że nie było żadnego umawiania się.

E: Bardzo się cieszę, że to potwierdzacie. (śmiech)

J: Tak, potwierdzamy. Ale gdyby nie Akademia, to pewne rzeczy by się nie zdarzyły.

E: Wyjdźmy od tego, że gdyby nie Akademia, tobyśmy się nie znały. Agata nie uczyłaby teraz mojego syna, jak wymawiać głoskę „t”, tak żeby mu język nie wychodził przed zęby. Nie spotkałybyśmy się tutaj. To też duża wartość Akademii i w ogóle tego zawodu – że taka fajna społeczność korektorów się stworzyła w Internecie. Nigdy nie przypuszczałam, że będę znała tyle osób w tylu miejscach w Polsce. Mój mąż się śmieje, że gdziekolwiek pojedziemy na wakacje w kraju, a czasem i za granicą, to mogę do kogoś zadzwonić i umówić się na popołudnie na kawę. On nie ma tylu znajomych ze swojej pracy w korporacji. To ogromna wartość – społeczność, która się tworzy wokół tego zawodu. Oby to trwało.

J: Tak, to jest jeszcze jedna zaleta – społeczność. Mnie zostało kilka znajomości z Akademii, część na nowo się tworzy, bo okazuje się na przykład na Instagramie, że z daną osobą byłyśmy razem w tej samej edycji. Teraz już się do tego przyzwyczaiłam, ale na początku byłam bardzo mile zaskoczona atmosferą w grupach kursowych czy w społeczności Akademii korekty tekstu. Jakiekolwiek pytanie się tam zada, to dostanie się odpowiedź, która nie będzie szydząca. Nikt nie każe mi myśleć, że nie znam odpowiedzi na podstawowe pytania.

E: Bardzo mi na tym zależy. Staram się dbać o to, żeby tę atmosferę utrzymywać, ale nie jest to takie trudne. Wychodzę z założenia, że ludzie są zmęczeni hejtem w Internecie i dogryzaniem sobie nawzajem. Bardzo łatwo i z chęcią akceptują te zasady – żeby po prostu być sympatycznymi, miłymi ludźmi i nie dogryzać sobie nawzajem. Nie jest to wcale takie trudne, żeby taką atmosferę utrzymać w grupie. To zasługa ludzi, którzy do tych grup należą.

J: Myślę, że podobni się przyciągają, a jak ktoś jest inny…

E: To nagniemy go do swoich dobrych zwyczajów.

J: I stanie się podobny!

E: Tak będzie. Chodźcie do nas, zobaczycie kawałek sympatycznego Internetu. Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję za to dzisiejsze spotkanie, za rzucenie światła na zawód korektora i na to, że to nie jest jedyna droga – nie trzeba być korektorem na pełen etat, żeby się w tym zawodzie spełniać. To była też dla mnie przemiła i bardzo inspirująca godzina. Mam nadzieję, że dla osób słuchających ten podcast też. Dziękuję Wam bardzo.

J: Bardzo dziękujemy, było super.

A: I ja już nic więcej nie powiem. (śmiech)

The post PDSK#035 Korekta… i co dalej? (podcast) appeared first on Ewa Popielarz.

  continue reading

36 odcinków

Wszystkie odcinki

×
 
Loading …

Zapraszamy w Player FM

Odtwarzacz FM skanuje sieć w poszukiwaniu wysokiej jakości podcastów, abyś mógł się nią cieszyć już teraz. To najlepsza aplikacja do podcastów, działająca na Androidzie, iPhonie i Internecie. Zarejestruj się, aby zsynchronizować subskrypcje na różnych urządzeniach.

 

Skrócona instrukcja obsługi